"Dwanaście warunków Pani Prezes" - Marta Milda


   Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak wyglądałaby historia "50 twarzy Greya", gdyby Greyem była kobieta, to jest to pozycja w sam raz dla was. Wprawdzie historia jest nieco odmienna, to jednak nie brak w niej tego, co jest już w wielu książkach tego typu. Kiedy czytam o autorce słowa "Jej fantazja oraz zamiłowanie do romansu pozwoliły na spełnienie dawnego, młodzieńczego marzenia i napisanie tego debiutu"to zdaję sobie sprawę z tego, iż moje młodzieńcze fantazje są niebywale dalekie od tego, co zawarła w swej książce autorka. Mimo wszystko nadeszła pora rozpocząć polemikę z tym dziełem.


   Przyznam szczerze, że wybrałam tę książkę, nie czytając w ogóle opisu. Zainteresowała mnie okładka i tytuł, dlatego że miałam ochotę przeczytać jakiś dobry romans historyczny. Ot co, taką miałam kobiecą zachciankę. Jednakże się nieco rozczarowałam, gdyż utwór, który wpadł w moje ręce, zupełnie nie jest romansem kostiumowym, a jedynie erotykiem. Nie jestem fanką tego typu powieści, natomiast do tematu podeszłam bardzo obiektywnie. Przynajmniej się starałam.

   Poznajemy młodego, dwudziestoletniego studenta historii Michała, który od zawsze podobał się dziewczynom. Ten przystojny chłopak nigdy nie wykorzystywał swych wdzięków, by komukolwiek się przypodobać, wręcz przeciwnie. Nie miał wielkiego doświadczenia w stosunkach z kobietami, gdyż szukał prawdziwego, poważnego związku, a nie parogodzinnej przygody. Ciężko pracował na myjni samochodowej, by móc opłacić czynsz i pomóc finansowo chorej matce. Odwiedza ów myjnię pewnego dnia przepiękna kobieta, podjeżdżając swą nieziemską, nowiutką Hondą. Michała powala na kolana jej blask, czuje się onieśmielony. Czujecie już ten sarkazm? Po kilku wizytach tajemnicza klientka zaprasza Michała na kolację, by zapoczątkować tym samym serię "ciekawych" spotkań.


  Sponsoring. Bo tego właśnie początkowo dotyczy powieść Marty Mildy. Najciekawsze, a raczej dość prześmiewcze jest to, że od początku wielu bohaterów wspomina o tym, by Michał spełniał potrzeby wyżej wspomnianej kobiety za pieniądze, a gdy przychodzi co do czego, okazuje się, że chłopak Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Nie wiedział, co zrobić, zaskoczyła go (...). Opcje są dwie - albo Michał to niezbyt bystry i pojęty facet, albo autorka nie do końca przemyślała wszystko, o czym pisała. Takich sytuacji jest co najmniej kilka, np. bohaterka po niebezpiecznym wypadku, w którym doznała wstrząsu mózgu, potłuczenia żeber, itp. bez namysłu wypisuje się ze szpitala na żądanie, następnie urządza w domu ucztę i uprawia dziki seks. Tak, wszystko na drugi dzień po wypadku. Niebywale realistyczna sytuacja, proszę o aplauz. 


   Tak jak już wspomniałam na początku, możemy w Pani Prezes, a więc jednej z czołowych postaci przypisać miano damskiego Greya. Natomiast cała fabuła nie nawiązuje do tego, co ma miejsce w powieści E. L. James. Muszę też przyznać, że Anastiasia Grey miała w sobie dużo więcej męskości (jakkolwiek to brzmi) od Michała. Człowiek ten pozwala sobą pomiatać, obrażać się i nic sobie z tego nie robi. To doprawdy bardzo uciążliwe, gdy bohater jest bez wyrazu i wielokrotnie nie ma własnego zdania, a przynajmniej nie wypowiada go na głos zbyt często. Możemy się o nim dowiedzieć, chociażby tego, że Dziewczyny z roku i inne koleżanki najczęściej go irytowały, bo albo fałszywie się przymilały, albo ostentacyjnie, a nawet wulgarnie odzywały do niego. Przeważnie chciały tylko seksu. Hmm... To bardzo ciekawe, zważywszy na fakt, że taka właśnie była Pani Prezes!! Albo Michał ma zaburzenia osobowości, albo ja nie potrafię czytać ze zrozumieniem. 


   Może warto też wspomnieć o języku? Przede wszystkim jest on bardzo potoczny i miejscami wulgarny. Nie jestem feministką, ale gdy czytam tego typu trywialne słowa: - Idzie tu. Twoja... hi hi hi, Szefowa. Niezła z niej dupa. lub (...) zaliczał co chwilę nowe, przygodnie poznane dziewczyny to jestem z lekka zażenowana. Ja wiem, że żyjemy w XXI wieku, ludzie piszą o otaczającej nas rzeczywistości, w której nie wszyscy wysławiają się pięknie i z patosem, ale bez przesady, trzeba też znać umiar. Ja rozumiem, że raz, czy dwa można napisać coś kolokwialnie, ale nie przez pięćset stron. Głupkowate "hihihi" również występuję w książce co najmniej z piętnaście razy, a to mówi samo przez siebie. To tyle o języku. A może "aż" tyle.


Ostatnimi czasy dość modne stały się książki, w których tematem przewodnim (wcale nie pobocznym) jest namiętny seks i doznania bohaterów. Nie wiem tylko, do czego to zmierza i na cóż komu tyle podobnej treści na rynku? To może i było ciekawe, ale gdy powstało kilka pierwszych powieści, a teraz jest to po prostu niesmaczne i żenujące. Nie mogę więc powiedzieć, że książka mi się podobała, bo będzie to kłamstwem. Mogę jedynie rzec, że to książka jak wiele innych, wzbogacona jedynie o erotyczne detale. Jeżeli ktoś nie wymaga od literatury zbyt dużo, to może i przypadnie mu do gustu ta powieść i tym oto sposobem kończę mój wywód. 

Ocena: 3/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Novae Res
Paulina Mocka




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz