„Dziecię Bestii 4” - Mamoru Hosoda, Renji Asai

Przed nami już ostatni i długo wyczekiwany tom mangi „Dziecię Bestii 4” autorstwa Mamoru Hosoda oraz Renji Asai. Przyznam szczerze, że z dużą dozą niecierpliwości wypatrywałam tej części i zabierałam się do niej z mieszanymi uczuciami, które prześladowały mnie od poprzedniej mangi. Bo czy naprawdę da się w jednym, małym tomie zawrzeć i zakończyć wszelkie napoczęte wątki w satysfakcjonujący sposób? Jak tylko odebrałam paczkę, to zabrałam się za czytanie, co zajęło mi rekordowo mało czasu, bo tak strasznie chciałam poznać zakończenie. Czy jestem zadowolona? Zapraszam Was do recenzji i lojalnie uprzedzam, że poniżej znajdą się spojlery z poprzednich części.

Odpowiedzialna za ilustracje Renji Asai od początku utrzymuje ten sam, zadowalający poziom. Nie zauważyłam, aby jej styl w jakiś sposób ewoluował, czy nabrał nowego charakteru. Nie jest to jednak żadną wadą, seria liczy sobie zaledwie cztery części, które powstały bardzo szybko po sobie, dzięki czemu są spójne i przyjemne w odbiorze. Tom czwarty z założenia jest dynamiczny i rozstrzygający, nie braknie w nim jednak nostalgii. Myślę, że Renji Asai dobrze wywiązała się ze swego zadania i oddała wszelkie niezbędne emocje, aczkolwiek część scen walki wcale mnie nie obeszła, nie poczułam tu tego „czegoś”, choć nie wiem, czy to nie wina w głównej mierze historii.

W tej części wchodzimy w sam środek zagmatwanych uczuć rodzicielskich. Mamy okazję poznać historię ogarniętego mrokiem Ichirohiko i jaką rolę odegrał w tym tak naprawdę jego ojciec. Smutne sprawy wychodzą na wierzch, przy czym przekonujemy się, że nie zawsze warto na siłę chronić dzieci przed prawdą, którą same zaczynają odkrywać, bo może odnieść to zgoła inny efekt. W tym przypadku wręcz katastrofalny. Niemniej jednak, czy Ichirohiko zostanie bezpowrotnie skreślony przez rodzinę i całą społeczność bestii? Kyuuta postanawia opuścić Kumatetsu, który wciąż leży nieprzytomny po poprzednim starciu i wyrusza na poszukiwanie Ichirohiko do świata ludzi.

Podczas całej mangi padnie kilka kluczowych słów, widać jak na dłoni dlaczego Kyuuta nie dał pochłonąć się swemu mrokowi i kto odgrywał w tym kluczową rolę. Co ważne, nie była to zasługa tylko jednej osoby. Nie od dziś wiadomo, że najbliższe otoczenie ma na nas największy wpływ. Generalnie cała ta manga jest szalenie sentymentalna i gra na czułych, rodzicielskich strunach. Nie jest sekretem, iż Kumatetsu był dla Kyuuty jak ojciec, toteż takie działania do końca podejmuje, choć zwykle ukazywał nam swą bardzo niepoważną stronę. Kyuuta aby ocalić świat ludzi i bestii decyduje się na bardzo drastyczny krok, jednakże nie jest sam, ma po swej stronie istoty, które go kochają.

Zakończenie jest zarazem szalenie smutne, jak i pełne szczęścia, niespecjalnie tego się spodziewałam, jednakże ja po całej serii zupełnie czego innego z początku oczekiwałam. Nie skłamię, gdy napiszę, że miło się zaskoczyłam. Ostatnia część zamyka wszystkie główne wątki, daje nam pogląd na przyszłe, pomniejsze wydarzenia, które generalnie wcale nie proszą się o kontynuację. Szkoda mi trochę, że nie uświadczyłam żadnych fragmentów z dzieciństwa Kumatetsu, osobiście zrobiłabym z sześć tomów, aby rozbudować okres szkolenia Kyuuty, dać trochę refleksyjnych retrospekcji oraz mniej przeskoków w czasie, ale w sumie tak też wszystko wyszło całkiem nieźle. O ile sama walka z Ichirihiko mnie nie zachwyciła, o tyle główny koncept tego tomu mnie zadowolił, więc nie będę się czepiać. Przyjemna, lekka lektura poruszająca dość ciężkie tematy.

Ocena 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Waneko




Ula Wasilewska


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz