‘’Goniąc czarne jednorożce” – Marek Zmysłowski


Szczerze mówiąc, to nigdy nie słyszałam o Marku Zmysłowskim, ale to może dlatego, że kompletnie nie interesuję się sprawami, w których on siedzi. Zawsze mówię, iż jestem antytechnologiczna i absolutnie nie znaczy to, że mam coś do internetu, komputerów i rozwoju tych dziedzin. Po prostu nie interesuję się nowinkami, a one docierają do mnie z wielkim opóźnieniem i trudno jest mi nadążyć za tym wszystkim. Jednak szczególnie zainteresowała mnie ta książka, ponieważ jej tytuł już ma w sobie pewną tajemnicę, którą chciałam poznać.

Marek Zmysłowski jest przede wszystkim biznesmenem, który większość sukcesów odniósł inwestując w afrykańską branżę IT. Jednak pewnego dnia okazuje się, że jest poszukiwany przez Interpol i zostaje zatrzymany na polskim lotnisku. W jednej chwili musiał się zmierzyć ze swoimi wrogami oraz skorumpowanymi służbami. Jak z tego wybrnie?
Ale jak to się mówi, im szybciej jedziesz, tym mniej dziur ominiesz. W sumie to nie wiem, czy tak się mówi. Sam tak mówię.
Afryka jest dla mnie krajem kompletnie egzotycznym i myśl o tym, że miałabym się tam przeprowadzić, przyprawia mnie od dreszcze. Autor tej książki miał do tego raczej inne podejście i uważał, że rozkręcenie biznesu w Nigerii będzie prawdziwym wyzwaniem. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że Marek Zmysłowski pokochał Afrykę, stała się ona jego prawdziwym domem i miejscem na ziemi. Poznał ją, nauczył się tam żyć i dostrzegł w niej potencjał. Dzięki tej książce poznałam również kawałek kompletnie nieznanego mi świata. Autor opisywał swoje przygody, w środku znalazłam całą masę zabawnych, ale także mrożących krew w żyłach historyjek. Ta otwartość naprawdę mnie zaskoczyła i jednocześnie zadowoliła, bo zawsze fajnie jest się dowiedzieć czegoś o nieznanych miejscach z innych źródeł niż internet.


Jeśli myślicie, że jest to poradnik, jak rozkręcić biznes w głuszy, to przeliczycie się. Owszem, autor opisuje swoje zmagania, bo to był cel tej książki. Wiele można zrozumieć dzięki jego słowom, ale także uczyć się na jego błędach. To właśnie doceniam w tej pozycji – szczerość oraz otwartość, która prowadzi do ujawniania złych decyzji. Autor kompletnie nie czuje się skrępowany i opowiada o wszystkim, na poważnie, ale także w sposób lekki i humorystyczny.
Kompletnie wówczas zgłupiałem. Nie miałem pojęcia, jak zareagować. Wiedziałem przecież, że dopóki nie ma eboli, to nie ma problemu, ale jak już się gdzieś w okolicy pojawi, to lepiej zniknąć. No więc zniknąłem. Znaczy, kiepsko się poczułem, rozbolał mnie brzuch i poszedłem do domu, gdzie spędziłem dwie godziny na kiblu. Kilka osób do dziś się ze mnie śmieje, że jestem jedynym na świecie przypadkiem zarażenia się ebolą przez przeczytanie o niej.
Specjalnie nie rozpisuje się tutaj za dużo o samym autorze i jego kontaktach chociażby z funduszem inwestycyjnym, który wysłał go do Afryki, ponieważ nie chcę zdradzać zbyt dużo. Obawiałam się tej książki, bo myślałam, że mogę się naprawdę rozczarować. Przeważnie jest tak, że piszemy o tym, o czym mamy największą wiedzę, ale na szczęście autor oszczędził nam bełkotu technologicznego i starał się wyjaśniać wszystko w sposób jasny, prosty i klarowny. Za to ma duży plus, ale dzięki temu również całość czyta się po prostu szybko i z wielką przyjemnością. Marek Zmysłowski po prostu potrafił zasiać ziarno i wzbudzić we mnie ciekawość, dzięki czemu nie potrafiłam zasnąć (chociaż byłam maksymalnie zmęczona, a oczy zamykały mi się już same) przed przeczytaniem ostatniej strony.

Książka ta oczywiście jest niezwykle inspirująca, bo autor pokazuje w niej swoją wolę walki. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele razy upadał i musiał się podnieść zanim osiągnął kompletne dno. Wydaje mi się również, że Marek Zmysłowski to osoba, która wierzy, iż rzeczy niemożliwe są do osiągnięcia, ale trzeba się przy nich trochę więcej napracować. A problemy? Każdy je ma – jedni większe, inni mniejsze. Po prostu trzeba je rozwiązywać i nie poddawać się po pierwszej porażce.

Cieszę się, że mogłam poznać tę książkę, ponieważ dzięki niej odkryłam, że Afryka nie jest tylko biednym państwem, w którym każdy jest swoim panem. Autor pokazał wszystkim czytelnikom, że jest to miejsce, w którym można się zakochać i jednocześnie prowadzić tam interesy – z dużym powodzeniem! Oczywiście głównym tematem są jego osiągnięcia oraz ich analiza, ale ja jednak zakochałam się w opisach jego przygód. Polecam, bo drugiej takiej autobiografii nie znajdziecie!


Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: