„Kicia Kocia gra w piłkę” – Anita Głowińska

[źródło]

                 Myślę, że Kici Koci nie trzeba nikomu przedstawiać. Sympatyczna kotka cieszy się niesłabnącą popularnością wśród miłośników literatury dziecięcej. Bawi ich, ale ma również wartość w kształtowaniu postaw (np. postawy pro-ekologicznej), a także przedstawia pewien problem, z którym zmagają się rodziny (np. kwestia wyrażania sprzeciwu, niedostosowania się do poleceń).

                Taka jest również „Kicia Kocia  gra w piłkę”. Główna bohaterka udaje się do parku, gdzie ma razem z przyjaciółmi zagrać w piłkę nożną. Zbyt mocne podanie wyrzuca piłkę na tyle daleko, że znika ona z pola widzenia. Na szczęście nie na długo – zgubę znajduje chłopiec, z którym dzieci zawierają nową znajomość. Nowy towarzysz szybko odnajduje się w grupce i razem spędzają miło czas. Niepełnosprawność ruchowa chłopczyka nie pozwala mu kopać piłki, jednakże dzieci mogą przerzucać pomiędzy sobą piłkę, co sprawia im dużo radości.


                Można pomyśleć, że nowa Kicia Kocia oferuje kolejną historię z życia codziennego, które nasze maluchy uwielbiają, ale często nie mają one żadnej innej wartości poza rozrywką. Nie jest to coś złego, jednakże jako stali czytelnicy „Kici Koci” szukamy perełek, które wyróżnią daną część spośród innych. Historia  zawiera morał, o którym już wspomniałam tj. nie trzeba być w pełni zdrowym, aby się świetnie bawić i że jedno ograniczenie nie oznacza, że nie możemy być świetni w jakiejś innej czynności. Główna bohaterka książeczki nie po raz pierwszy styka się z osobą niepełnosprawną, gdyż w utworze „Kicia Kocia na placu zabaw” występuje słabo słyszący Antek. Kicia Kocia zawiera z nim znajomość, co w kontekście nieśmiałości tej bohaterki wydaje się być inną sytuacją niż ta przedstawiona w recenzowanej publikacji. Kolega – Kuba, który pojawia się w „Kicia Kocia gra w piłkę” jest nowym znajomym, jednakże relacja pomiędzy nim, a innymi jest przedstawiana w kontekście tego, że dzieci razem mogą się bawić i pewne ograniczenia nie mają znaczenia. Co więcej, niepełnosprawność nie sprawia, że chłopak może coś wolniej czy gorzej wykonać.

                Lektura omawianej „Kici Kocia" ma również ten walor, iż częściowo narracja przypomina relację z meczu. Jest to ciekawy pomysł i bardzo trafiony z uwagi na motyw przewodni książeczki.

                Warto również zwrócić uwagę, iż autorka zdecydowała się tutaj złamać pewne tabu dotyczącego tego, iż dziewczynki nie interesują się/nie lubią grać w piłkę nożną. Kicia Kocia i Adelka grają  razem z chłopcami i ich płeć nie ma znaczenia płeć. Dziewczynki grające w piłkę nożną są nadal widokiem dość egzotycznym, choć zapewniam, porównując moje doświadczenia i mojej córki, że podejście do dziewczynek uprawiających ten rodzaj sportu jest znacznie lepsze i mają one większe możliwości uczestniczenia w profesjonalnych zajęciach sportowych niż ich matki w latach 90 lub wcześniej.


                Na koniec przytoczę w skrócie moją rozmowę z córką. Poprosiłam ją o ocenę książki i powiedziała, że jest super. Gdy spytałam dlaczego odpowiedziała, iż dlatego, że uwielbia Kicie Kocie. Spytałam ją również czy rozumie sytuację Kuby, czy wie co oznacza to, że jeździ na wózku. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że wszystko to jest dla niej jasne. Ostatnie pytanie jakie jej zadałam było dość prowokacyjne: „czy przeszkadzało Ci mieć takiego kolegę jak Kuba?”. Ku memu zaskoczeniu odpowiedziała twierdząco. Dość strapiona zapytałam: „dlaczego?”. Jej odpowiedź „Bo jest chłopcem” uspokoiła mnie,  gdyż zrozumiałam, że ona nie patrzyła na niego przez pryzmat jego niepełnosprawności i potraktowała go jak każdego przedstawiciela płci przeciwnej. Na marginesie: córa lubi chłopców, ale niektórych, a niechęć do płci przeciwnej jako takiej jest w jej wieku jest zjawiskiem dość „normalnym”.



Ocena
10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

Magda Pchła

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze: