"Kot-o-ciaki. Nowa księga bajek"

Uwielbiam „Złote księgi bajek” Egmontu – te trzystustronicowe „tomiszcza”, które dostarczają moim dzieciom rozrywki na długi czas, tak że przez dobry tydzień nie muszę fatygować się do osiedlowej biblioteki i dźwigać kolejnych siat z nowymi bajkami do czytania. Tymczasem ostatnio spotkałam się z nieco inną serią tegoż wydawnictwa: „Nowa kolekcja bajek”. Wiedziona ciekawością dałam kolekcji szansę. Jakie są moje spostrzeżenia? Przekonajmy się.

„Kot-o-ciaki. Nowa kolekcja bajek” zaskoczyła mnie twardą, solidną oprawą, która z pewnością przetrzyma niejedno. Mało tego, łączy mat z połyskiem, co wzbudza ciekawość i stanowi dodatkową atrakcję dla młodego Czytelnika, bowiem bohaterowie na książce trzymanej pod odpowiednim kątem „mieni się”. Ot, takie szaleństwo. 

Kto nie zna Kot-o-ciaków, ręka w górę. Liczę, że tych rąk jest niewiele, bowiem Kotociaki dostępne są również jako bajka w telewizji. Jeśli jednak nie mieliście okazji poznać tej sympatycznej kociej rodzinki, śpieszę z wyjaśnieniem. Kot-o-ciaki to trójka rodzeństwa o jakże apetycznych imionach: Pianka, Budyń, Krakers. Te sympatyczne kotki przeżywają przygody dnia codziennego: a to coś zgubią, a to wymyślą nową zabawę, a to się pokłócą. Często do swoich zabaw włączają przyjaciół z podwórka: Piankę, Lukra (!), Borysa, Kleksa, a nawet… Mamę i Tatę. Ot, typowe dzieci z typowymi dla swego wieku problemami i pomysłami. Dzieci takie jak moje i Twoje, dlatego też nie sposób ich nie lubić.


Nowa kolekcja bajek liczy dziesięć historii, zwykle około dziesięciostronicowych, choć ich ilość nie współgra z czasem, jakiego potrzebujemy na przeczytanie takiej ilości stron. Wszystko dlatego, że tekstu jest stosunkowo niewiele. Mamy oczywiście narrację i jakże pożądane przez dzieci dialogi, jednak zdecydowanie przeważają ilustracje. Z jednej strony można to uznać za plus – tyle się mówi o nudzie, która ogarnia dzieci, gdy muszą długo wpatrywać się wciąż w ten sam obrazek (szczególnie te co bardziej niecierpliwe), a z drugiej – sprawia, że kolekcja bajek staje się książką „na jedno popołudnie”, mimo swych gabarytów. Nie fair jednak byłoby jednak oceniać kolekcję porównując ją do znanych nam złotych ksiąg bajek, bowiem jest to zupełnie inna seria, z zupełnie inną szatą graficzną. Jak sama nazwa wskazuje: jest to nowa kolekcja, dlatego dajmy jej szansę.


Z doświadczenia wiem, że to, co najbardziej kręci małoletnich Czytelników, to ilustracje i humor. Jeśli chodzi o Kot-o-ciaki, mamy i jedno, i drugie. Ilustracje są kolorowe, przejrzyste, pokaźnych rozmiarów, dodatkowo uatrakcyjnione kolorowymi wzorami i szlaczkami na stronicach, co dla jednych pewnie wyda się zbędne, jednak mnie osobiście bardzo się podoba. Ożywia książkę i czyni ją jeszcze bardziej atrakcyjną wizualnie. Humoru też nie można historiom odmówić – w jednej z bajek bohaterowie powodują kraskę podczas wyścigu, w innej jako superbohaterowie ratują Babeczkę, która utkwiła na drzewie:
- Nie, Kot w Pelerynie już pędzi na ratunek! – zawołał Krakers. – No dobra, możesz już złazić – dodał, aby kotka nie miała wątpliwości, że właśnie została uratowana.
Nie wiem jak Was, ale zarówno mnie, jak i moje dziecko tekst autentycznie rozbawił!


Na koniec nie sposób nie wspomnieć o naukach płynących z lektury Kot-o-ciaków. Dla dzieci jest to przede wszystkim chwila relaksu i przygody z ulubionymi bohaterami, dla mnie zaś pewność, że dzięki dobrej zabawie uda mi się przemycić dzieciom wartości płynące z tej książki. Słodkie kociaki uczą, że warto współdziałać, warto sobie pomagać. Budyń, Pianka i Krakers niejednokrotnie przekonują się, że „w kupie siła”, dlatego trzymają się razem i wspólnie próbują rozwiązywać swoje dziecięce problemy. Warto się do nich przyłączyć!


Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Egmont
Izabela Jurkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz