Krzysztof Koziołek „Nad Śnieżnymi Kotłami”



          
Krzysztof Koziołek
„Nad Śnieżnymi Kotłami”


„Nad Śnieżnymi Kotłami” to trzecia - po „Górze Synaj” i „Wzgórzu Piastów” – część z serii kryminałów Krzysztofa Koziołka, należących do nowego i dość popularnego ostatnio nurtu literatury zwanej „kryminałami retro”. Autor tym razem przenosi czytelnika do Schreiberhau, przedwojennej Szklarskiej Poręby, w Góry Olbrzymie (Karkonosze) i w Góry Izerskie. Wątek kryminalny łączy z przedwojennymi realiami i miejscami charakterystycznymi dla Szklarskiej Poręby. Stąd w powieści możemy odnaleźć obok typowych dla powieści kryminalnej motywów, ogromny zasób informacji dotyczący regionu, w którym dzieje się akcja utworu.
         Krzysztof Koziołek, pisząc swój kryminał, miał na celu nie tylko wciągnąć czytelnika w śledztwo prowadzone przez głównego bohatera powieści, asystenta kryminalnego Antona Habichta, ale także poprzez bardzo dokładny opis miejsc, w których umiejscowił fabułę utworu, chciał nadać powieści walor prawdopodobieństwa zdarzeń. Dzięki temu książka, oprócz cech typowych dla tego rodzaju beletrystyki, może odgrywać rolę przedwojennego przewodnika po Szklarskiej Porębie, albo być przydatnym źródłem wiedzy dla spragnionego wiedzy turysty. Zresztą źródłem bardzo bogatym. Krzysztof Koziołek wręcz zasypuje odbiorcę ogromną ilością sprawdzonych wcześniej informacji. Z precyzyjną dokładnością opisuje odwiedzane przez głównego bohatera hotele, karczmy, schroniska, a nawet szpitale. Podaje daty ich powstania, ilość pokoi, detale architektoniczne i za każdym razem omawia spożywane przez Habichta potrawy oraz wypijane trunki. Czasami ma się wrażenie, że najbardziej eksponowaną cechą asystenta kryminalnego nie jest umiejętność prowadzenia śledztwa, ale nienasycone obżarstwo i opilstwo. Nawet odwiedzając niepałających do niego sympatią ludzi, nie potrafi odmówić proponowanego przez nich poczęstunku i zachłannie „pożera” ostatnie pozostawione na talerzu ciastko. Zresztą dowiadujemy się od narratora nie tylko tego, jak to ciastko wyglądało, ale także w jakiej cukierni zostało zakupione. Ten dokładny opis potraw może stanowić niezłą ściągę dla restauratora, chcącego odtworzyć tradycyjne przedwojenne spożywane w Szklarskiej Porębie dania. Pytanie tylko, czy takie szczegóły są potrzebne dla kryminału, nawet kryminału retro…? Podobnych informacji jest w powieści dużo więcej. Z książki możemy się dowiedzieć o historii budowanej z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby kolei, o penetrujących niegdyś Góry Olbrzymie (Karkonosze i Góry Izerskie) Walończykach, zajmujących się zbieraniem ziół i wytwarzaniem z nich lekarstw laborantach, pierwszych przewodnikach, towarzystwie lektykarzy, RGV (Riesengebirgsverein – Towarzystwo Karkonoskie), kuracjuszach, schroniskach, obiektach sportowych (skoczniach i torach saneczkowych), szlakach, sztolniach, wodospadach i oczywiście charakterystycznych dla tego miejsca hutach. Pisarz nie zapomina także o sławnych artystach, między innymi wspomina Gerharta i Carla Hauptmana oraz licznie odwiedzających Szklarską Porębę pejzażystach. Oczywiście wszystkie nazwy wprowadza w języku niemieckim. Jednak dla ułatwienia zidentyfikowania opisywanych miejsc, ulic i obiektów umieszcza w przypisach określenia polskie. Te bogate i bardzo rzetelnie przekazane informacje mają swoje konsekwencje. Z jednej strony na pewno usatysfakcjonują zaciekawionego przedwojenną historią Szklarskiej Poręby, Karkonoszy i Gór Izerskich pasjonata i penetratora Sudetów, ale z drugiej nieco sfrustrują miłośników powieści kryminalnych. O ile ci pierwsi z przyjemnością powrócą do przedwojennego Schreiberhau, ci drudzy wymęczeni mało wnoszącymi do samej akcji informacjami, które znacząco i niepotrzebnie ją spowalniają, stracą zapał w poszukiwaniu prawdy o tajemniczych morderstwach.
         Sam pomysł powieści jest bardzo ciekawy, a książka posiada wszystkie cechy, które mogłyby zainteresować najbardziej wytrawnych czytelników kryminałów. Z premedytacją piszę tu „mogłyby”, bo utwór zrobił na mnie wrażenie jako na miłośniku Sudetów, ale zawiódł moje oczekiwania beletrystyczne. A szkoda… Akcja dzieje się w Szklarskiej Porębie w przededniu drugiej wojny światowej. W schronisku nad Śnieżnymi Kotłami ginie kobieta. Przypadkowym świadkiem śmierci jest nielubiany asystent kryminalny Anton Habicht. Pomimo wszystkich faktów świadczących o zwykłym wypadku, policjant rozpoczyna śledztwo i poszukuje domniemanego mordercy. W ciągu kilku następnych dni giną kolejni ludzie, w tym jeden ze stróżów prawa. Sprawy się komplikują, odwiedzani przez policjanta świadkowie nie chcą współpracować, skarżą się na natręta do jego przełożonego. W tle pojawia się tajemnicza, posiadająca kilka tożsamości, postać, w „szpitalu dla idiotów” w dziwnych okolicznościach umierają dzieci, a wszystko łączy się z nadzieją odnalezienia ukrywanych w sztolniach pokładów złota oraz zamiarem wydobywania potrzebnego do budowy bomby atomowej uranu. Są tu też wątki związane z najciemniejszą stroną niemieckich zbrodni wojennych – eliminacja jednostek społecznie zbędnych, które niszczą czystość rasy niemieckiej i eksperymenty medyczne na niewinnych dzieciach. W to wszystko wplątuje się właśnie Anton Habitch – chce jedynie rozwiązać tajemnicę morderstwa, a angażuje się w sprawy przekraczające jego kompetencje i zagrażające życiu. Mamy więc w powieści wszystko, co charakteryzuje dobry kryminał – morderstwa, śledztwo, „nagłe” zwroty akcji, aferę szpiegowską i policjanta, który wbrew wszystkiemu, uparcie prowadzi śledztwo.  Co więcej utwór, co uznaję za jego atut, nie jest zanadto skomplikowany. Z kryminałem Krzysztofa Koziołka jest jednak coś nie tak…
         Akcja dobrego kryminału powinna mieć swoje tempo i trzymać w napięciu. Oprócz dwóch wątków, gdy zagrożone jest życie asystenta kryminalnego, powieść się ciągnie i nuży. Zbyt duża ilość przekazywanych informacji przez autora przeszkadza i zanadto spowalnia akcję. Domniemane morderstwa są nijakie, śledztwo prowadzone jest bez jakiegokolwiek pomysłu, a główny bohater zamiast działać, głównie „gada”, „żre” i rozmyśla o nocnych uciechach z żoną. Wprawdzie finalnie rozwiązuje wszystkie tajemnice, a nawet przed  końcem powieści desperacko walczy z głównym podejrzanym o życie, to jednak nie robi na czytelniku dobrego wrażenia. I nie chodzi tu nawet o to, że bohatersko nie ratuje skazanych na eksperymenty medyczne i powolną śmierć dzieci ze „szpitala dla idiotów”, czego mógłby oczekiwać odbiorca. Nie ma również znaczenia jego przynależność do partii nazistowskiej i radość, jaką wykazuje z powodu wiadomości o rozpoczęciu wojny z Polską. Czytelnik ma przecież świadomość realiów, w jakich rozgrywa się akcja utworu. Anton Habicht jest po prostu postacią nijaką. Główny bohater w dobrej powieści kryminalnej powinien być wyrazisty. Natomiast skonstruowana przez Koziołka postać ani nie budzi sympatii, ani antypatii. Habicht nie jest też nadzwyczaj inteligentny, odpowiednio sprytny i nadmiernie przenikliwy. Rozmowy, jakie prowadzi ze świadkami i domniemanymi podejrzanymi, są infantylne i śmieszne. Konstrukcja głównego bohatera jest po prostu nieudana, co znacznie obniża wartość kryminału i powoduje, że czytelnik raczej nie będzie chciał wrócić do śledzenia dalszych losów asystenta kryminalnego Antonego Habichta, o ile autor zdecyduje się takie opisać.
         Powieść Krzysztofa Koziołka nie jest łatwa w ocenie. Z jednej strony mnie, jako Przewodnikowi Sudeckiemu i miłośnikowi regionu, w którym rozgrywa się fabuła powieści, autor imponuje zgromadzoną wiedzą, ale z drugiej, jako pasjonatowi literatury, przeszkadza końcowa przewidywalność treści, bylejakość konstrukcji głównego bohatera, infantylność języka i przede wszystkim brak tempa akcji. Patrząc na gatunek, jaki ma reprezentować powieść Krzysztofa Koziołka, za dużo w książce jest „retro”, a za mało „kryminału”. Dlatego polecam „Nad Śnieżnymi Kotłami” mieszkańcom Szklarskiej Poręby i okolic, miłośnikom Sudetów, Przewodnikom Sudeckim, albo po prostu ludziom spragnionym lekko przyswajalnej wiedzy, ale niekoniecznie chcącym przeczytać pasjonujący kryminał.
Tomasz Duda
        
 Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Akurat


Tomasz Duda

   
        



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz