"Matka" - S.E. Lynes


     
Wielka sympatia łączy mnie z wydawnictwem Vesper – posiadają nie tylko ciekawe i ładnie wydane książki, ale są z mojego fyrtla, czyli z Wielkopolski. Tym chętniej sięgam po coraz to nowe publikacje, zwłaszcza, że ostatnimi czasy poszerzają zakres swojej działalności. Trzymając kciuki za kolejne sukcesy, skusiłam się na jedną z ich najnowszych powieści psychologicznych autorstwa S.E. Lynes pt. „Matka”.
"Zanim zaczniemy, chcę powiedzieć, że go kochałam. Kochałam go. A on kochał mnie."
     Christopher to samotny chłopak, który całe życie czuł, że nie pasuje do swojej rodziny. Miał poczucie bycia niekochanym, odstawionym na boczny tor. Pewnego dnia znalazł na strychu teczkę i poznał swoją przeszłość. Znalazł potwierdzenie na to, co przeczuwał do dawna, że został adoptowany, a aktówka zawierająca informacje o jego matce była kluczem do poznania siebie i historii swojej rodziny. Zrozumiał, że los się wreszcie odmienił i w końcu znalazł szansę na szczęście, którego będzie chciał bronić.
     Chociaż to chłopak jest głównym bohaterem powieści, to narracja jest prowadzona przez kobietę – Phyllis Griffiths, dla której pisanie książki jest formą terapii. Jest to tytułowa matka, rodzicielka Christophera poznanego na samym początku fabuły. Terapia pozwala jej spojrzeć na minione wydarzenia z boku i daje możliwość oceny tychże. Dzięki temu dowiadujemy się jak głęboka i specyficzna łączyła ich więź. A także szczegóły pewnej tragedii, do której pomiędzy nimi doszło. Czy to te wydarzenia zmieniły biedną Phyllis?
"Przed wielu laty znalazł w matczynej torebce małą czarno-białą fotografię przedstawiającą niemowlę na rękach zakonnicy."
  Książka jest jednak poświęcona Christopherowi. Poznajemy jego dzieciństwo, widzimy jak dorasta, zauważa coraz to bardziej widoczne różnice między sobą, a rodziną, która go wychowywała. Jesteśmy z nim, gdy znajduje ową teczkę i potem dowiaduje się prawdy. Jest nieśmiały, zamknięty w sobie i z trudem nawiązuje znajomości. Gdy wyjeżdża na studia stara się otworzyć i ze wszystkich sił poszukuje biologicznej matki. Pierwsze relacje z kobietami są dla niego krępujące i nieporadne – trudno się dziwić, skoro nikt go nigdy nie uczył miłości. Ponad to w mieście grasuje morderca…
     Początkowo było mi bardzo ciężko przebić się przez styl autorki. W jakiś sposób nie mogłam się przekonać do przeczytania kolejnych stron, gdyby nie intrygująca fabuła. To właśnie ona nie pozwoliła mi się oderwać od lektury. Autorka tak wykorzystała słowa, żeby czytelnik był w stanie zrozumieć uczucia towarzyszące bohaterom książki. Dzięki jej zabiegom odczuwaliśmy razem z nimi miłość, strach, samotność czy nadzieję. Każda strona zapierała dech w piersiach, wzbudzała we mnie syndrom „jeszcze tylko kilka kartek i pójdę spać”. Oczywiście na tym się nie kończyło. W „Matce” zafascynowała mnie jeszcze jedna rzecz – okładka. Staram się nie oceniać książki właśnie po niej, ale czasami się po prostu inaczej nie da. Ta jest mroczna, niczym wstęp do horroru, którym spodziewałam się, że będzie. Co prawda niewiele się pomyliłam, wszak thriller psychologiczny to takie trochę straszydło. No, może bardziej oddziałują na psyche.
"Kiedy policja go znalazła, nie żył zaledwie od kilku minut. To ma sens, ponieważ kiedy go przytuliłam, był jeszcze ciepły. Nie pamiętam, czy już wtedy, czy dopier później uświadomiłam sobie, co to oznacza."
     Czy da się jednoznacznie ocenić książkę S.E. Lynes? Nie. To zależy od czytelnika i jego poziomu empatii. Ja osobiście bardzo przeżywałam wydarzenia, które dotykały bohaterów. Wręcz fizycznie czułam targające nimi emocje, które stawały się moimi. I jak tu oderwać się od takiej lektury? Ze względu na zbliżającą się majówkę polecam zorganizowanie sobie wygodnego leżaka i zapasu pożywienia, gdyż przysiadając raz, nie będzie się można od lektury oderwać. Polecam serdecznie!


Ocena 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Vesper.
Anna Bąk



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz