„Mroczne umysły” - reż. Jennifer Yuh Nelson

„Mroczne umysły” bardzo przyciągnęły mnie swoim tytułem, zaintrygował mnie do tego
źródło
stopnia, że koniecznie chciałam dowiedzieć się o czym on jest. Po przeczytaniu opisu i obejrzeniu kilku zwiastunów z niecierpliwością już wypatrywałam okazji do zapoznania się z tą produkcją. Czy wieczór spędzony na tym filmie okazał się wspaniałą rozrywką, czy może kompletną klapą? A może czymś po prostu pośrednim? Zapraszam Was serdecznie na recenzję.

Przypadł mi do gustu cały pomysł na fabułę, co prawda w ostatnich latach ogólnie ten temat i klimat jest wałkowany na potęgę i można poczuć pewien przesyt, jednakże gdy coś jest zrobione dobrze, to można i nawet warto się z tym zapoznać. Ja uczciwie pisząc, to nie jestem kinomaniakiem, zwyczajnie braknie mi czasu, który namiętnie poświęcam książkom, aczkolwiek bardzo lubię obejrzeć z partnerem jakiś ciekawy film od czasu do czasu.

„Mroczne umysły” to adaptacja filmowa książek autorstwa Alexandry Bracken. Przyznam szczerze, iż pierwsze o niej słyszę i nie czytałam jej twórczości. Dopiero po obejrzeniu filmu zainteresowałam się szerzej tematem i wiem, że według fanów książkowej serii film znacząco się różni. Niestety można tego się spodziewać, ponieważ nie jest to ekranizacja, choć z mego punktu widzenia, zrealizowana na tyle przemyślnie, iż nie potrzebuję znać treści papierowej, by zrozumieć fabułę. Ocenić jednak co jest lepsze, jak na razie nie jestem w stanie.

Film naprawdę szybko wciąga, trochę trąci x-menami i znaną powszechnie koncepcją mutantów, momentami kojarzy się mi z „Igrzyskami Śmierci”, aczkolwiek wciąż ma swój własny trzpień i opowiada jasną, iście młodzieżową historię. Nie jest to typowa dystopia, przynajmniej nie dla mnie. Świat jest bardzo współczesny, lecz przez nieznaną „chorobę” dzieci tam umierają, zaś te, które przetrwały, nabywają niezwykłych mocy. Niestety jest to równe z ich zgubą, gdyż wszystkie zsyłane są do obozów, gdzie zostają przydzielone do konkretnej grupy kolorystycznej. 

Każdy kolor posiada inne moce, zieloni są geniuszami, niebiescy władają telekinezą, żółci elektrokinezą, przerażający czerwoni pirokinezą, zaś pomarańczowi kontrolują umysły. W obozie widzimy jednak tylko pierwsze trzy grupy, gdyż czerwoni i pomarańczowi są śmiertelnie niebezpieczni i, jak się szybko dowiadujemy, ci ostatni są od razu likwidowani. Na zesłaniu dzieciaki uczą się kontrolować swoje moce i równocześnie ciężko pracują, zdecydowanie nie jest to przyjemna szkółka z internatem, gdzie odwiedzają nas rodzice. Ich przeszłość się nie liczy, oni się nie liczą, choć wspaniały rząd ich ponoć leczy, siejąc wszem i wobec cudowną propagandę o ozdrowieniu syna prezydenta.

Głowna bohaterka Ruby Dale oczywiście jest jedną z najpotężniejszych i udaje jej się uciec z okropnego obozu, aby przypadkiem przyłączyć się do małej grupki zbiegłych nastolatków, którzy szukają bezpiecznego schronienia. Poznając z początku zasady rządzące tym światem, różne grupy społeczne, byłam naprawdę zaintrygowana, lecz w pewnym momencie zaczął męczyć mnie niezdarny watek miłosny. Romantyczne sceny mnie nie poruszały, wzruszające nie ściskały za serce, a jestem bardzo wrażliwą i łatwo rozklejającą się osobą przy oglądaniu lub czytaniu. Nie będę jednak kłamać, uśmiechnęłam się nie raz, sceny bywały urocze na swój sposób, ale nie były wyjątkowe i co najważniejsze, nie były niezbędne.
 
Film jest przewidywalny, łatwo zgadnąć, kto jest dobry, a kto zły, jak postąpią bohaterowie, czy czego spodziewać się można po „ziemi obiecanej”. Oglądało się szybko, lekko, ciekawie, jak całkiem dobry odcinek serialu. Efekty specjalne są zadowalające, aktorzy bardzo fajnie wczuli się w swoje role, ale wściekła byłam za zakończenie otwarte, które daje poczucie urwania w połowie, lub chociaż w najważniejszym momencie. Zdecydowanie w planach była druga część, ciekawe jednak, czy w ogóle powstanie.

Nie żałuję czasu poświęconego na obejrzenie „Mrocznych umysłów”. Co prawda mroku tu nie za wiele, to jednak realizacja wypada zdecydowanie w korzystnym świetle.

Ocena 7/10

Za możliwość obejrzenia dziękuję Imperial Cinepix

 
Ula Wasilewska



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz