"Niezwykły pies Bruno" - Ewa Zienkiewicz

  Każdemu z nas na różnych etapach życia nastręcza się samotność. Dodatkowo wpadamy w monotonię, co dodatkowo potęguje nasz introwertyzm. To wszystko sprawia, że człowiek czuje się przygnębiony i nie potrafi zmienić swojego biegu życia. To ciekawe, ale właśnie w takich momentach życie często nas zaskakuje, choć nie zawsze wychwytujemy takie chwile. Czasami jest to ktoś, kto odmienia naszą doczesną egzystencjalną wędrówkę. W powieści Ewy Zienkiewicz tym "kimś" jest właśnie piesek Bruno.

  Bohaterką tej opowieści jest Julia, kobieta, która właśnie "rozkoszuje się" swoim czasem emerytalnym. Życie jej nie pieściło, dlatego też mieszka zupełnie sama w dość dużym mieszkaniu bez dalszych perspektyw na jestestwo. Widać już od pierwszych stron książki, że kobieta ta pogrążona jest w nieustannej nudzie i wyobcowaniu. Mąż zostawił ją dla dużo młodszej partnerki, a synowie nie wiedzieć czemu, urwali z nią kontakt, wyjeżdżając za granicę. Zdana jest więc tylko i wyłącznie na siebie. Pewnego dnia jednak, wracając do domu, spotyka przywiązanego do klamki swych drzwi tajemniczego jamnika. Nie wie jeszcze, jak wielkie zmiany zajdą w jej życiu, od tego prozaicznego dnia. 

  Ważny problem poruszany w tym utworze to to, że warto mieć gdzieś z tyłu świadomość, iż pewne rzeczy w naszym życiu nie będą trwać wieczne. O ile w ogóle istnieje coś, co może trwać w nieskończoność. Bohaterka nie do końca zdawała sobie z tego sprawę i doskwierająca jej samotność uświadomiła jej, że tak naprawdę została z niczym, choć ma warunki do normalnego bytowania. Zaczęła tęsknić nawet za pracą, która jednak ograniczała jej czas wolny. Przyjaciele przestali mieć czas, dzieci rozjechały się po świecie, a mąż okazał się niezbyt wiernym. Stopniowy proces oddalania się tych osób od niej przysporzył jej kilku zmartwień. Zdawać by się mogło, że bohaterka nie potrafi już nawiązywać kontaktów międzyludzkich, bo z jednej strony nie jest pewna, czy chce, a z drugiej czuje się głęboko zakłopotana. Nagle w jej biegu życia pojawia się niewielka istotna, która robi niesamowicie pożyteczny bałagan. 

  Z pozoru wszystkie sytuacje, które zaistniały za pomocą Bruna wydają się bardzo zwyczajne, a tak naprawdę stwarzają małe kroczki do wyswobodzenia się z letargu. Dzięki niemu kobieta zostaje zmuszona niekiedy, by w ogóle rozmawiać, i o dziwo potrafi nawiązywać kontakty nawet z młodymi ludźmi. Banalne i szablonowe domowe życie przestaje być nudne, ponieważ jest ten mały ktoś, kto rozjaśnia nasze życie i dzięki narzuconemu obowiązku, otwieramy się na świat. 

  Język jest bardzo prosty, pozbawiony nie-wiadomo-jakich środków stylistycznych, dlatego nie należy do wymagających lektur. Powiem szczerze, że według mnie jest ona w gruncie rzeczy przeznaczona dla osób dojrzalszych, w kwiecie wieku, którzy w wolnym czasie lubią przeczytać sobie niezobowiązującą książkę, która jednak jakieś przesłanie ma. 

  Nie mogę powiedzieć, żeby to była arcydoskonała książka, jednakże przyjemnie się ją czytało i przede wszystkim - bardzo szybko. Brak w niej niesamowitych zwrotów akcji, wręcz przeciwnie, jest prostolinijna i nad wyraz spokojna (o ile książka może być spokojna!). Powiedziałabym wręcz, że jest to standardowa obyczajówka, którą możemy kupić jako dodatek do gazety w kiosku. Nie chce w tym miejscu urazić autorki, nie mam takiego zamiaru. Kładę jedynie nacisk na to, iż książka ta jest dość przeciętna, choć bardzo przyjemna i lekka.


Ocena: 6/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - novae res
Paulina Mocka
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Zgadzam się z tym, że książka jest lekka i spokojna, ale w niczym jej to nie umniejsza. Ciekawa historia na rozluźnienie i miłe spędzenie czasu :)

    OdpowiedzUsuń