"Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw" - G. K. Chesterton

Jak myślicie, skąd w Sandomierzu wziął się „Ojciec Mateusz”? Otóż przyjechał do nas na rowerze, prosto z Londynu z przełomu XIX i XX w.

Gilbert Keith Chesterton był brytyjskim dziennikarzem, publicystą, pisarzem, tworzył na początku ubiegłego wieku, dziś zaliczany do największych klasyków literatury angielskiej. Mnie osobiście czyta się go przyjemniej niż samą Jane Austen. Mówi się o nim, jako o mistrzu groteski, humoru absurdalnego, paradoksu.

Autor posiada taką rzadka umiejętność, dziś zapewne zostałaby nazwana 
supermocą, pisze w tak lekki plastyczny sposób, że od pierwszego zdania jesteśmy w opowiadanej historii. Widzimy sceny na własne oczy, opisy sprawiają, że dokładnie widzimy budynki, wyraz twarzy bohaterów słyszymy ich głos, czujemy we włosach angielski wiatr i zapach kwiatów.

„Ojciec Brown. Księga wszystkich spraw” to zbiór wszystkich opowiadań o tym detektywie w sutannie, po raz pierwszy wydany w Polsce w jednym tomie. Główny bohater tych pięćdziesięciu dwóch nowel to katolicki ksiądz, prekursor postaci duchownego-detektywa. Skromny, przesympatyczny, bystry, amator rozwiązywania zagadek kryminalnych. Skomplikowane, tajemnicze sprawy często wydają się niemożliwe do wyjaśnienia, ale Ojciec Brown jest niezwykle cierpliwy, bardzo spostrzegawczy i nad wyraz inteligentny, a nade wszystko uparty i dlatego zawsze znajduje prawidłowe rozwiązanie, czasem nieprawdopodobne, ale właściwe.

Chesterton był wielbicielem opowiadań z Sherlockiem Holmesem, ale sam stworzył postać będącą jego przeciwieństwem. Obaj są nad wyraz błyskotliwi, obaj fascynują się rozwiązywaniem intrygujących zagadek, ale niski i pulchny ojciec Brown inaczej prowadzi śledztwa, skupia się na aspekcie psychologicznym, a jako duchowny stara się postawić na miejscu grzesznika i odgadnąć jego kolejny ruch. Jest niezwykle bystry i potrafi słuchać, dlatego wzbudza powszechny szacunek. Dzięki temu potrafi złodzieja przekonać do oddania łupu a tego, który przyznaje się do popełnienia zbrodni, że wcale jej nie dokonał. Wszystkim przestępcom okazuje miłosierdzie, a w swojej głębokiej wierze, ufa, że zawsze można uzyskać przebaczenie i odkupienie, często pozostawia wymierzenie „kary” jedynie Panu Bogu. Przez tę sprawiedliwość, a może po prostu wielkoduszność, lekką naiwność zyskuje w oczach czytelników i zapada w ich serca.

„Kto miałby zabijać takiego wesołego staruszka jak Armstrong? Kto miałby sobie brudzić ręce krwią tak powszechnie lubianego człowieka? To jakby zabić Świętego Mikołaja”
Ogromnym plusem jest forma opowiadań, krótkie nowele, bez zbędnych wątków pobocznych, przez co emocjonujące od początku do końca. Czyta się szybko, wręcz pochłania, a dzięki dowcipnym wyjaśnieniom ojca Browna dotyczącym sposobów popełnienia przestępstwa, w formie swoistych mini kazań, charakterystycznych dla tego duchownego, w niezwykły sposób trafiających do serca przestępcy i czytelnika, przepełnionych angielskim humorem i życiowymi mądrościami, nie chce się przestawać czytać.

„Ale nawet człowiek o najbardziej niepospolitym umyśle potrafi zrobić z siebie piramidalnego osła

Minusy? Nie ma minusów. Duchowny jest sympatyczny, łaskawy, dziwnym trafem zawsze jest na miejscu zbrodni i służy ogromną pomocą policji. Oczywiście można by przyczepić się do tego, że jest zbyt idealny, wszyscy wielcy detektywi mieli wielkie wady- egocentryzm nie był im obcy- ojciec Brown jest skromny, przez co nie urasta do miana głównego tematu opowiadania, pozostawiając to miano ludzkim grzechom, słabościom, analizie psychiki, psychologicznym aspektom przewinienia.

"Każdy człowiek potrafi być tak występny, jak tylko zechce"

Książka z gatunku tych, które czyta się niemal ciurkiem, bo pozwolę sobie na jeszcze tylko jeden rozdział. Usprawiedliwiałam się w takich słowach-„W sumie to zostało jeszcze kilka stron do końca opowiadania, więc może nie będę się już wybijać z rytmu i przeczytam pomimo tego, że północ już dawno wybiła”. Początkowo tysiąc stron lekko przerażało mnie ilością czasu, którą będę musiała przeznaczyć na czytanie, lecz styl pisania autora sprawia, że przez książkę płynie się gładko. Chesterton ma lekkie pióro i czytanie jest czystą przyjemnością.Kwiecisty język zmusza do skupienia na tekście, ale nie męczy, a wręcz daje poczucie dumy z czytania angielskiego klasyka. Poszanowanie i umiłowanie języka promieniują z każdej strony. Wydaje mi się, że jest również zaraźliwe i w tej recenzji moje zdania wydłużyły się znacząco i przyozdobiły.

„Na Boga!- Niech ksiądz nie mówi jak z ambony. Proszę wytłumaczyć wszystko w kilku zdaniach

Na podstawie opowiadań powstały ekranizacje i ciepło przyjęte przez widzów seriale. Książka zdecydowanie zachęca do obejrzenia choćby jednego, ale dopiero po skończonej lekturze. Mam nadzieję, że ojciec Brown z ekranu zachęci do przeczytania opowiadań.


Ocena : 8 / 10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Replika.

Magdalena SzL








    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz