"Pieśń wydmowej trawy" - Maksymilian Dzikowski [Przedpremierowo]

O czym śpiewa wydmowa trawa? Czy morska fala jej wtóruje? A czy niebo swoim śpiewem do pieśni się włączy? Wsłuchaj się, wsłuchaj i zanudź pieśń razem z ludem, by poznać mądrość płynącą z morza. 
Nie jestem ani panną, ani kobietą, nie będąc ani wśród żywych, ani wśród tych, które zwrócono morzu. Nie przekroczę przeto progu ich domu; nie nauczę się, jak prosić i jak dziękować temu, które zawsze daje dwakroć tyle, ile zabiera. Niechże będzie mi zatem dane ujrzeć je choćby z ukrycia, choćby łamiąc obyczaje ludu, dołączyć swój głoś do tych, którym przeznaczone jest im do niego się zwracać. Oto cała mądrość, której dla siebie pragnę! wiedzieć, jak dziękować temu, dzięki którego łasce żyjemy.
Sahli- dziewczę, której rodzice oddali się morzu, gdy była mała. Nie pamięta ich. Wychował ją dziadek, który nie był w stanie przekazać wnuczce wiedzy niezbędnej dorosłej kobiecie. Nie przygarnęła jej też żadna z kobiet ludu, by nauczyć ją, jak być częścią społeczności.  Dziewczyna, szukając mądrości w morzu, tym które daje dwakroć tyle, ile zabiera, szukając swojej roli, swojego miejsca łamię jedną z zasad obowiązujących na wyspie i podgląda obrzęd, który odprawiają kobiety oddane morzu. Przyłapana na tym niecnym procederze dziewczyna, zostaje oddana pod sąd ludu. W międzyczasie morze wyrzuca mężczyzna na piaszczysty brzeg. Mężczyznę, którego zwać będą dwakroć zrodzony lub zrodzony dorosłym. Kobiety oddane morzu, wsłuchując się w śpiew morza orzekają, że to właśnie Sahli winna zaopiekować się człowiekiem zdobionym łuską rybią. Czy to będzie błogosławieństwem czy przekleństwem dla ludu?

Poezja prozą napisana. Takie słowa przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tej pozycji. Trudna w odbiorze i raczej nie dla każdego. Zanim wgryzłam się w treść, musiałam dwakroć przeczytać pierwszy rozdział, w ciszy i możliwości pełnego skupienia. To nie jest książka dla osób, które czują po dzień dzisiejszy awersję do lektur szkolnych. Nie znalazłam w niej akcji prowadzonej w zawrotnym tempie lub z licznymi zwrotami. Ale kiedy już zostałam porwana na wyspę ludu oddanego morzu, przyznam się wracać do rzeczywistości nie za bardzo chciałam. Klimat, który stworzył autor był niepowtarzalny. Czułam się częścią tamtej społeczności i razem z bohaterami powieści uczestniczyłam w ich obrzędach i zwyczajach.

Autor wykreował lud niczym z zaszłych czasów, z wierzeniami w moc natury, z mitologią personifikującą siły przyrody, ze zwyczajami i kulturą. Lud, który żył niczym jeden wielki organizm, który miał swój cykl w roku nadawany przez morze, który życie podporządkował morzu i porom roku występującym na wyspie. Lud, który mądrość czerpał wsłuchując się w szum morza, śpiew trawy i w promienie słońca. Czytając, miałam wrażenie, że wszystko, co dzieje się w książce jest elementem stałego kultu, ciągłej ceremonii.

Nie wiem także, czy do końca zaliczyłabym tę powieść do literatury obyczajowej. Jest w niej wiele  motywów fantastycznych, bohaterzy porywani są na dno pod dnem morza, nad wierzchołki, które łączą się z synami słońca. A wsłuchani w odgłosy przyrody czerpią wskazówki oraz mądrość w życiu. Nawet pieśni, które wyśpiewują swoje źródło mają w mitologii morza i słońca.

To nie jest książka łatwa w odbiorze. Język i styl autora mogę przysporzyć czytelnikowi problemów w odbiorze, zwłaszcza na początku historii. Jednak uważam, że warto poświęcić jej chwilę, by zasmakować literatury bardziej wymagającej, by usłyszeć o czym śpiewają wydmowe trawy w swych pieśniach.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res


Sylwia Szczepańska    
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz