"Profesjonalista" - reż. Michael Caton-Jones

Asher to płatny zabójca, najlepszy w swoim fachu. Choć on zdecydowanie woli określenie "wykonawca”. Nie zmienia to jednak faktu, że bohater filmu „Profesjonalista” (reż. Michael Caton – Jones) trudni się zabijaniem na zlecenie. Patrząc na niego, nie sposób nie skojarzyć go z popularnym Leonem Zawodowcem. Właściwie to Usher jest takim Leonem, tyle że jakieś dwadzieścia lat później.

Asher działa szybko, skutecznie, dyskretnie. Jak na gentelmana przystało, czarną robotę wykonuje w garniturze, nie brudząc sobie rąk. Po prostu puka do drzwi, a potem…  wykonuje robotę. Jedynym problemem Ashera jest jego…wiek oraz dopadająca go powoli starość. Oczy już nie te, kondycja też. Asher zaczyna się zastanawiać, czy aby nie czas na zmiany. Szczególnie że podczas jednego zlecenia poznaje piękną Sophie (w tej roli Famke Janssen, filmowa żona Liama Neesona z „Uprowadzonej”) i zaczyna rodzić się między nimi uczucie… Czy jednak w jego profesji możliwe jest zerwanie z przeszłością i rozpoczęcie nowego życia?

Film „Profesjonalista” zaskoczył mnie, przyznaję. Okładka, opis, fabuła – wszystko to wskazywało, że czeka mnie krwawa jatka, ciągłe strzelaniny, pościgi, chwile grozy. „Nie szkodzi – pomyślałam wówczas – Czasem dobrze jest obejrzeć film pełen akcji”. Tymczasem: niespodzianka! Pozory mylą. Film wcale nie jest thrillerem, choć właśnie to możemy o nim przeczytać. To prędzej sensacja lub - według mnie - nawet obyczajowy z elementami sensacyjnymi. Zabójstwa są, i to niemało, jednak wszystko w dobrym guście: krew nie sika strumieniami, bohater nie pokonuje tuzina przeciwników jednym ruchem, jak to potrafi nieustraszony Chuck Norris, ani tym bardziej nie dogania na pieszo pędzącego samochodu. On po prostu wykonuje swoją (nietypową, trzeba przyznać) pracę, próbując jednocześnie poukładać swoje samotne życie uczuciowe. 


Zwykle filmy sensacyjne mają skomplikowane fabuły, bohaterów „złych” mamy na pęczki, a do wyjaśnienia całości potrzeba tysiąca słów i wydarzeń. W „Profesjonaliście” jest zupełnie inaczej – tak „spokojnego” filmu dawno nie oglądałam. I nie mam tu na myśli nudy, o nie! Po pierwsze: dialogi. Bohaterowie rozmawiają, i to niemało, lecz nie są to rozmowy dla samego gadania. Asher sam w sobie jest bohaterem cichym, oszczędnym w słowa, co zdecydowanie przemawia na korzyść jego samego, jak i filmu. Nie ma nic gorszego niż nadmiar dialogów, z których czytaniem nie nadąża sam lektor… Po drugie: ujęcia. W „Profesjonaliście” jest sporo scen, które przypominają stop-klatki. Bohater pije wino, bohater ćwiczy strzelanie. Niby nic nie znaczące sceny, a jednak mają symboliczne znaczenie – samotność, proces starzenia się. To czyni film wyjątkowym mimo swego gatunku i fabuły. Tu należałoby zapewne wtrącić słów kilka na temat gry aktorskiej głównego bohatera. Nie przepadam za Ronem Perlmanem i z pewnością nie jestem fanką jego urody, ale trzeba mu oddać, że wypadł bardzo przekonująco w filmie. Po roli w „Hellboyu” trudno go sobie wyobrazić w roli spokojnego, wyważonego bohatera, a tu taka niespodzianka! Ale w sumie czego można się spodziewać po Ronie Perlmanie, zdobywcy nagrody „Złoty Glob”? Już niejednokrotnie udowodnił, że sprawdzi się w każdej roli, czy to ma być Hellboy, czy Glarnack („Fantastyczne zwierzęta”)? 

Bardzo podobała mi się również kreacja bohaterki, Sophie. Bardzo dobrze, że nie ograniczono jej udziału do scen w towarzystwie Ashera, lecz ukazano ją jako odrębną istotę, która prowadzi również własne życie i zmaga się z problemami. A właściwie z jednym: matką, która cierpi na demencję starczą i marzy jedynie o tym, by ktoś zakończył jej żywot. Zmęczenie Sophie i strach przed tym, co przyniesie przyszłość wpływa na jej relacje z mężczyznami. Nic więc dziwnego, że rozwijająca się powoli relacja jej i tytułowego profesjonalisty sprawia wrażenie nieco dziwnej, niecodziennej. Bohaterowie nie chodzą na randki, nie szepczą sobie czułych słówek, jak to ludzie mają w zwyczaju na początku znajomości, co czyni ich związek niecodziennym, trudnym do określenia. Wątek miłosny, który zresztą jest kluczowy dla całości, jest nie tylko przemyślany, ale i nieco… dziwny, co sprawia, że film staje się wyjątkowy.


„Profesjonalista” to dobre kino, jednak miłośnicy sensacji przez duże S mogą poczuć się zawiedzeni. Mimo prezentacji film z Ronem Perlmanem to nie typowy film akcji, pełen pościgów, krwi, ciągłej walki o życie, walki z czarnym charakterem. Jest sporo scen, które ożywiają tempo, sprawiając, że akcja wciąż  się toczy, no i rzecz jasna trupów, jednak to, co przykuwa uwagę, to wątek miłosny, który sprawia, że nie mający sobie równych profesjonalista próbuje zakończyć z dotychczasowym życiem i zacząć na nowo. Sensacji w takiej formie mówię zdecydowane: tak!
Ocena: 9/10
Za możliwość obejrzenia dziękuję Monolith Films



Izabela Jurkiewicz
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Widziałem ten film i potwierdzam, że bardzo dobry. Również oceniam na 9/10

    OdpowiedzUsuń