„Pucio. Zabawy gestem i dźwiękiem” - tekst Marta Galewska - Kustra, ilustracje Joanna Kłos


Uwielbiam literaturę dziecięcą. Od kiedy w moim życiu pojawiły się dzieci, to z ogromnym zamiłowaniem czytam im codziennie o każdej porze. Moja córeczka ma obecnie 15 miesięcy i kilka ulubionych pozycji, które pokochała z marszu, do niektórych wraz z upływem czasu się przekonała i chętnie po nie sięga, inne z uporem odrzuca, a niektórym zaczyna stopniowo okazywać większe zainteresowanie. Mym zdaniem fajnie obrazuje to, jak nasz gust się zmienia, oraz jak do niektórych rzeczy zwyczajnie trzeba dojrzeć, aby zwrócić na nie uwagę. 

Kiedy Lilia skończyła rok, w naszym domu zawitał słynny Pucio i niestety nawet odrobinę nie wzbudził w niej entuzjazmu. Jako, że książek u nas dostatek, a i biblioteka miejska bogata, to zdecydowanie nie zmuszałam dziecka do czytania Pucia, aczkolwiek zawsze go proponowałam. Upłynęło kilka miesięcy i teraz chętnie słucha o sympatycznym chłopczyku i jego rodzinie, choć wciąż nie jest to najukochańsza pozycja czytelnicza wałkowana od deski do deski. 

Dzisiaj chcę Wam zaprezentować nowość z serii o Puciu, pod tytułem „Pucio. Zabawy gestem i dźwiękiem”. Zdecydowanie jest to fantastyczna, pierwsza mini-książeczka do małych rączek, która wspomaga rozwój mowy u najmłodszych. Jej głównym założeniem jest wspólna zabawa tytułowym gestem oraz dźwiękiem. Wraz z dzieckiem zasiadamy do książeczki i staramy się zachęcić je do pokazywania oraz powtarzania po nas prostych sylab, samogłosek i wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Mając na uwadze, że dziecko jest małe i nie potrafi jeszcze mówić, być może jeszcze nawet z nami nie współpracuje na tyle, aby chętnie po powtarzać i zwyczajnie nie potrafi sunąć paluszkiem po śladach, to naszą rolą jest mu zdecydowanie i przyjaźnie pomagać, aby czytanie stało się wesołą zabawą. Naprawdę warto modulować głos, wtłaczać w niego radosne tony, uśmiechać się i… nie zawsze sztywno trzymać się wytycznych.

Bezsprzecznie jest to jedna z moich ulubionych pozycji dla najmłodszych, a przy okazji rzeczywiście spodobała się mojej córce. Nie znajdziemy tu jednak żadnej historyjki, chyba, że sami zechcemy jakąś ułożyć. Ta książeczka to zbiór podstawowych ćwiczeń, które uczą prostych z perspektywy osoby dorosłej rzeczy, a jednak trudnych dla malucha, choć wciąż możliwych. U nas naturalnie Lilia sporo rzeczy już rozumie i sama stosuje w życiu codziennym, aczkolwiek nie wszystko mówi w głos, więc taka książeczka to dodatkowa stymulacja. Podoba mi się cały zamysł i prostota wykonania. 

W czarnych okienkach w którymś z rogów zawsze są podane małe instrukcje, co mamy teraz zrobić. Zapukać do drzwi, bić brawo, uderzać w garnek, sunąć palcem po śladzie samolotu, robić „a kuku!”, czy dotykać śladów stóp Pucia, ale przy każdej z tych czynności zalecane jest powtarzanie, np.: PUK PUK, BRAWO BRAWO, BAM BAM, UUUUU, A KUKU!, TUP TUP TUP. Trudniejszą częścią jest chyba powtarzanie samogłosek uwięzionych w bańkach mydlanych, jak i sylab zawartych w balonikach, choć nie twierdzę, że dla maluszka pozostałe wyrażenia są bajecznie łatwe. 

W środku znajdziemy aż 14 różnych poleceń zawartych na dwóch sąsiadujących ze sobą stronach. Sprawia to, że forma zabawy jest odpowiednio wyważona i wygodna w użytkowaniu. Tekst czytelny, a charakterystyczne, pełne ciepła ilustracje Joanny Kłos nie są przeładowane szczegółami i pozwalają odpowiednio skupić się na zawartości. Format książeczki jest malutki, w sam raz do trzymania przez małe dziecko. Kartonowe strony, zaokrąglone rogi, doskonały druk, a to wszystko przy zachowaniu istotnej lekkości. Same plusy, ja jestem ogromnie zadowolona i codziennie bawię się z córką za pomocą tej pozycji.

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia



Ula Wasilewska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz