"Śmiały podryw" - Scarlett Cole

Poznaliście już cykl Tatuaże od Scarlett Cole? "Śmiały podryw" to trzeci tom tej serii, na który mówiąc szczerze, całkiem długo kazano nam czekać. Pamiętam, że poprzednie części mi się
podobały, ale niestety czytałam je tak dawno temu, że wyleciały mi już z głowy wszelkie szczegóły, imiona, wydarzenia... Zaczynając więc tę powieść, nie byłam pewna, co mnie czeka, a już od chwili, w której przeglądałam zapowiedzi wydawnicze, bardzo niepokoił mnie tytuł... Przyznajcie sami, że "Śmiały podryw" nie brzmi najlepiej, a mimo że umięśniona i wytatuowana, to męska klatka piersiowa na wyjątkowo brzydkim tle także nie zachęca. Myślę, że roznegliżowani mężczyźni zdobiący wierzch książek już się czytelnikom znudzili, a co więcej - zniechęcają!

Warto byłoby zagłębić się teraz w tematykę powieści, bo jej bohaterowie są niewątpliwie intrygujący. Dreda znamy już z poprzednich części, jest członkiem znanego zespołu, oczywiście wyjątkowo przystojnym, czarującym, dowcipnym i zapierającym dech w piersiach. Pixie, czyli uroczą pracownicę Second Sircle Tatoo też już znamy. Dziewczyna jest bardzo tajemnicza, barwna i słodka, z sercem na dłoni. Studio tatuażu jest dla niej drugim, a może pierwszym domem, to u właścicieli znalazła schronienie, im zawdzięcza wszystko... Powrót do żywych i bezpieczny, nowy start...
Między Pixie a Dredem od dłuższego czasu iskrzy, ale z jakiegoś powodu każde zaproszenie na randkę przez muzyka, zostaje odrzucone...

Pixie nie jest zwyczajną młodą kobietą, nieustannie ścigają ją demony przeszłości, o których nie chce nikomu opowiadać. Dred z kolei w chwili, gdy jego życie uczuciowe zaczyna istnieć, dowiaduje się o czymś, co kompletnie wyprowadza go z równowagi. Wybuchowy charakter Dreda w połączeniu z kruchą i wrażliwą Pixie jest mieszanką bardzo niebezpieczną... Czy ekscytującą? Nie mam pewności...

Mam wrażenie, że czytałam tę książkę miesiącami, próbowałam się wciągnąć, zaangażować w historię, ale na nic... Dosłownie nie byłam w stanie zmusić się do czytania, nic mnie tutaj nie intrygowało, na tyle, bym nie mogła doczekać się kolejnych stron... Wątek Pixie był dla mnie już najzwyczajniej oklepany, nic odkrywczego, nic, o czym wcześniej bym nie czytała. Trzeba autorce przyznać, że sama postać Pixie jest ciekawa i inna od większości głównych bohaterek. Delikatna, krucha, niemal niewinna jak dziecko, ale w głębi silniejsza, niż niejeden postawny mężczyzna. Dred to taki typowy bad-boy, w dodatku sławny i przystojny, lista jego podbojów mogłaby się ciągnąć w nieskończoność, a tacy mężczyźni już dawno mi się znudzili...

Brak mi świeżości, brak mi wrażenia, że jest tu coś, czego wcześniej nie miałam przyjemności dostrzec, że autorka stworzyła coś innego, wyróżniającego się na tle większości powieści. Mamy przecież ogromny wybór książek obyczajowych, romansów, erotyków, dziwi mnie, że autorzy nie czują presji i nie dążą do rozkochania czytelników w swoich historiach. Ostatnio często zawodzą mnie "pisarze", którzy wcześniej swoimi dziełami podbijali moje serce, jakby byli tak pewni siebie, że nie muszą się już starać. Niestety, to tak nie działa...

Scarlett Cole pierwszymi tomami cyklu Tatuaże zrobiła trzy kroki naprzód, tą częścią dziesięć w tył. Nie mam ochoty na kolejne jej powieści, obawiam się, że skutecznie mnie zniechęciła. Historii zabrakło oryginalności, choćby minimalnego powiewu świeżości i czegoś, co powinno czytelnika wciągnąć. Narracja trzecioosobowa jeszcze bardziej zniechęcała... Dawno już jakaś powieść mnie tak bardzo nie zmęczyła, jak właśnie ta...

Ocena: 2/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Business and Culture


Julia Komorska


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz