"Złota klatka" - Camilla Lackberg

Camilly Lackberg nie trzeba chyba już nikomu przedstawiać. Ta szwedzka autorka od lat króluje na listach bestselerów. Serią książek o Fjallbace zdobyła zaufanie i sympatie sporego grona również polskich czytelników. Wyobrażam sobie więc z jakim napięciem i ciekawością fani Lackberg czekani na pojawienie się jej nowej powieści, która nie jest już typowym kryminałem, do którego nas przyzwyczaiła a nową powieścią klasyfikująca się w kanonie powieści z gatunku thrillera psychologicznego. Czy oby na pewno?

Tym bardziej więc spętana ciekawością i żądną mocnych wrażeń skusiłam się na „Złota klatkę”.
Jak się zapewne domyślacie i na co wskazuje dość wymowny tytuł powieści, będzie to historia kobiety uwięzionej w mackach władzy, pieniądza, męskich kompleksów i własnej miłości. Bo jak mocno trzeba pokochać kogoś innego, by zapomnieć o sobie samym, sprzedać nie tylko serce, ale i duszę, rozum?

Życie Faye przypomina bajkę. Ma niemal wszystko to o czym marzy każda kobieta. Z wyjątkiem „męża”. Jack'a nigdy nie ma w domu. Wciąż pracuje, by zapewnić jej wszystko, co potrzebuje – tak przynajmniej mówi on sam. Faye musi walczyć o każda jego uwagę i słowo, nie mówiąc już o odrobinie czułości. A było przecież tak pięknie, kiedy się poznali. Kiedy razem budowali nowe wspólne życie i firmę. Wówczas wszystko miało sens i dawało im szczęście.
Autorka opisuje to wszystko w osobnym, wytyczonym jakby specjalnie dla Faye torze powieści. W ten sposób - od czasu do czasu daje nam obraz jej poprzedniego życia. Tym, kim była i kim pragnęła się stać. Poznajemy wówczas trudną przeszłość dziewczyny uwikłanej w życiowe błędy losu.
„Ty, Faye – jesteś romantyczką. Myślisz, że tego nie widać, zgrywasz się na nonszalancką i obojętną. Ale chciałabyś bogatszego, piękniejszego życia. […] Ty chcesz osiągnąć szczyt, posiąść cały świat. Masz ambicje. […] Jesteśmy podobni. Głodni sukcesu. Ale ty masz pewien problem w tym pięciu się w górę. Jesteś kobietą. A to jest świat mężczyzn”.
Miłość jednak nieco pokrzyżowała jej plany. Niestety okazała się też najgorszym jej doradcą. Przyjaźnie, pasje, marzenia przestały dla niej istnieć w obliczu tego jednego uczucia.
Nic nie jest jednak wieczne. Jack - mężczyzna jej życia okazał się z czasem apodyktycznym seksistą. Draniem jakich mało, do tego człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek empatii wobec kobiety, którą niegdyś poślubił i odrobiny męskiego honoru.
Faye trudno podnieść się po zdradzie męża, rozwodzie i opadłej kurtynie, która przysłaniała jej obraz prawdziwego życia, które wiodła u boku Jack'a. Jej siłą do walki stała się jednak jej kilkuletnia córka i pragnienie zemsty – perfekcyjnie utkanej. Tu zaczyna się dopiero znana nam nieco z poprzednich książek, prawdziwa Lackberg ze swoim talentem do tworzenia intrygi. Niestety nie do końca trafionej w zapowiedziany gatunek. Zdecydowanie "Złotej klatce" bliżej do powieści społeczno-obyczajowej z domieszką psychologicznych aspektów niż pełnego napięcia i sensacji thrilleru. Coś tu wyraźnie nie zagrało.

Niezależnie jednak od tego – powieść i tak przypadła mi do gustu. Camilla Lackberg wykreowała wyjątkową, jak dla mnie postać. Kobietę zgoła nieprzeniknioną. Postać, być możne nieco przerysowaną, ale za to bardzo ciekawą. Bohaterkę kipiącą miłością, a jednocześnie niebezpieczną. Utkaną z delikatnych nici, choć otuloną kokonem. Zmysłową ze zwyczajami zwykłej kobiety. Niezwykle silną z chwilami słabości – bo któż ich nie ma.

Gdyby się tak dokładniej przyjrzeć całej historii można by zadać sobie pytanie o ryzyko, jakie niesie ze sobą życie i wszystko, co z nim związane. Czy warto poświęcać siebie dla innych, dla marzeń, co do których i tak nie będziemy mieć pewności czy się spełnią i zaspokoją naszą potrzebę miłości? Zwłaszcza jeśli za chwilę może spaść na nas wyzwanie zgoła gorsze niż jej braki, niespełnione ambicje czy rozstanie. Dopiero wówczas może okazać się, że nasze życie balansuje na granicy szaleństwa. Niesamowite jak autorka uchwyciła to wszystko, tworząc całkiem dobrą jak na mój gust powieść, która niejednemu może okazać się pomocna w walce z jego własnymi demonami. Oby tylko nie dosłownie.


Niczym nowym nie będą też moje słowa uznania na temat rzemiosła autorki, którym do tej pory nas raczyła,a które należy zaliczyć do naprawdę wybitnych. Do tego wartka akcja i oryginalne pomysły na fabułę zazwyczaj wbijały w fotel, i na tym kończył się zazwyczaj się mój ruch podczas spotkania z Camillą Lackberg. Nie potrafiłam odłożyć książki na bok, nie wiedząc co dalej i dalej. Ale nie tym razem. Cóż, zdrowy rozsądek nakazuje mi być uczciwym wobec samej siebie, dlatego oceniam tę książkę na 7, a nie na 10 punktów. Mimo to były to naprawdę miłe chwile z powieścią. Nie żałuję.


Za możliwość przeczytania książki  dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca

Ocena 7/10

Edyta Sztylc
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

6 komentarze:

  1. CHyba pozostałam jedyna na świecie, która nie czytała jeszcze niczego od pani Lackberg...:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam książki Camilli Lacberg. Właśnie zamówiłam "Złotą klatkę".

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah smutne życie kobiety zaniedbywanej przez męża.

    OdpowiedzUsuń