"Herezja miłości" - Ena Moriyama 18+


W swoim życiu przeczytałam niejedno i cały czas jestem otwarta na nowe propozycje. W związku z tym z wielką przyjemnością chwyciłam za trzytomową mangę autorstwa Eny Moriyamy pt. „Herezja miłości”. Zrobiłam to tym bardziej, że miałam od jakiegoś czasu ochotę na pikantne romansidło, choć niekoniecznie w formie stricte literackiej. I tym oto sposobem na pomoc przyszło mi wydawnictwo Waneko. Muszę jednak ostrzec, że jest to trylogia dla osób pełnoletnich (wiecie, prawo i takie tam).
Yoshino poznajemy jako dwudziestoletnią młodą i energiczną dziewczynę, która mieszka z pewnym mężczyzną. Oficjalna wersja dla świata brzmi: to mój wuj. Ale już od pierwszych stron mangi możemy zauważyć, że relacja ich łącząca jest nie tylko opiekuńcza, ale i zawierająca podtekst seksualny. Mężczyzna bardzo chce posiąść ciało młodej kobiety, która wzbrania się przed tak bliskim zbliżeniem, ale pozwala mu na pieszczoty i pocałunki. O co w tym wszystkim chodzi? Otóż ów „wuj” to nikt inny jak sam Belial, upadły anioł, jeden z czterech piekielnych książąt (zaraz obok Szatana, Lucyfera i Lewiatana). Z Yoshino łączy go cyrograf, który podpisała zdesperowana dziewczyna. Z jej retrospekcji dowiadujemy się, że będąc dzieckiem została osierocona i błąkała się pomiędzy domami krewnych, w których nigdy nie spotkało jej nic dobrego. Co więcej, dowiadujemy się, że mimo tragedii, która ją spotkała wraz ze śmiercią rodziców, miała niesamowite szczęście, w sumie od samego dnia poczęcia. I w tym również maczał swoje diabelskie paluchy książę ciemności. Yoshino w akcie desperacji przywołała Beliala i zgodziła się podpisać z nim umowę, na mocy której on będzie spełniał jej życzenia, a ona będzie płaciła mu miesięczną daninę: najpierw pocałunkami, a po osiągnięciu dwudziestu lat także pieszczotami, a ostatecznie odbierze jej dziewictwo i duszę. Więcej z fabuły nie zdradzę!
Co mnie urzekło w „Herezji miłości”? Przede wszystkim tak zwana „kreska”, czyli sposób
rysowania autora. Jest to dokładnie ten styl, który w mandze uwielbiam. Tym bardziej, że Moriyama dostarcza nam wrażeń pod postacią całkiem odważnych i pikantnych rysunków. Trzeba przyznać, że autorka trzyma się jednak japońskiej cenzury – chociaż oglądamy sceny seksu to poza kobiecymi piersiami nie widzimy genitaliów ani męskich, ani żeńskich. Spodziewałam się tego, aczkolwiek poczułam odrobinę rozczarowania. Z drugiej strony jest to romans, nie hentai (chyba!).
Manga jest jednak nie tylko erotykiem. Jest to także opowieść o dojrzewaniu, miłości, ale także samotności i poznaniu samego siebie. A także o odpowiedzialności. Dowiadujemy się, że każdy nasz czyn, czy decyzja, wiąże się z jakąś zapłatą lub konsekwencjami. Nie ma w życiu nic za darmo i nie tylko od nas zależy, jaką cenę przyjdzie zapłacić nam, czy osobom w naszym otoczeniu, za podjęte działania. „Herezja miłości” to wzruszająca i pełna napięcia zmysłowa opowieść o kobiecie i demonie, których jednocześnie łączy i dzieli tak wiele.

Źródło

    Mangę polecam każdemu, kto ma ochotę sięgnąć po pikantną historię z morałem, a także popatrzeć na śliczne rysunki. Autorka w ciekawy sposób buduje napięcie, by pod koniec tomu zostawić nas z cliffhanger’em. Oczywistym jest wtedy, że złapany w sidła fabuły czytelnik od razu sięgnie po kolejny tom, bo ze mną właśnie tak było. Polecam serdecznie wszystkim miłośnikom mangi i romansów!


Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu WANEKO.
Anna Bąk
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz