"Kto mieszka za ścianą?" - Cara Hunter

Kiedy spojrzałam na okładkę tej książki, wydawała mi się dziwnie znajoma, jednak nie mogłam znaleźć niczego, co rozwiązałoby moją zagadkę. Dopiero kiedy poszperałam trochę dalej, natknęłam się na inną powieść - "Kto porwał Daisy Mason?" i zrozumiałam, że od początku chodziło właśnie o nią. W moim odczuciu okładki są podobne, może nie w taki oczywisty sposób, ale łączy je klimat i teraz już wiem, że jest to klimat charakterystyczny właśnie dla Cary Hunter. Bardzo chciałam sięgnąć po Daisy, ale niestety póki co się nie złożyło. Zamawiając "Kto mieszka za ścianą?" nie miałam pojęcia, że sięgam po kolejne dziecko Hunter, cóż mogę przy takim obrocie spraw rzec? Miła niespodzianka!

W powieściach kryminalnych cenie sobie wielowątkowość, choć przy książkach innego gatunku nie jestem taką wielbicielką rozwijania kilku wątków jednocześnie, to przy kryminałach jest to ogromny atut! Uwielbiam poznawać punkt widzenia bohaterów i to nie tylko tych głównych. Najczęściej ci z pozoru nieistotni, potrafią nas zaskoczyć, a ja jestem więcej, niż bardzo zadowolona, kiedy autor pozwala czytelnikowi samemu dojść do istotnych faktów. Zwroty akcji też muszą być, bez nich wiałoby nieco nudą, bo nikt nie lubi od razu odkrywać wszystkich kart, prawda? Nie zdziwicie się, kiedy powiem, że to wszystko znalazłam właśnie w nowej powieści Cary Hunter, ale taka prawda. Detektywem w sprawie jest niezwykle intrygujący i zwyczajnie dający się lubić Adam Fawley, okazuje się, że już w poprzedniej powieści Hunter miał on swoje "pięć minut".

Część starego domu na eleganckim osiedlu w Oxfordzie zyskuje właśnie nowego właściciela. Z tego powodu przeprowadzane są tam generalne remonty, które przyczyniają się do mrożącego krew w żyłach odkrycia. W piwnicy robotnicy znajdują przetrzymywaną tygodniami wycieńczoną kobietę i jej dziecko. Cały Oksford przeżywa szokujące odkrycie, oskarżenia padają na nowego właściciela - starszego pana z demencją, który twierdzi, że nigdy wcześniej nie widział kobiety na oczy i nie jest nawet w stanie pomóc w śledztwie... Pewne jest jednak, że mieszkańcy domu mają coś za uszami, a detektyw Fawley za wszelką cenę dowie się co. Ludzie inspektora dokonują kolejnego przełomowego odkrycia, otóż okazuje się, że lata temu w okolicy doszło do tragicznego w skutkach wydarzenia. Śledztwo przyprawia o mini zawały serca, a mieszkańcy sławnego uniwersyteckiego miasteczka nie czują się już we własnych mieszkaniach tak komfortowo i bezpiecznie, jak wcześniej.

Bardzo zaskoczyło mnie, jak sprawnie i zwinnie autorka manewrowała narracją, raz pierwszoosobowa, a chwilę później już trzecioosobowa. W pierwszej chwili zastanawiałam się, czy to jakaś wpadka, ale zdałam sobie sprawę z tego, że to po prostu zabieg. Dzięki temu czytelnik znów ma trochę frajdy, autorka bawi się z nami w berka, a nie wiem jak Wam, ale mnie się to podobało!
Jeżeli w kryminałach i thrillerach lubicie wątek romansu, czy choćby zwyczajny obyczajowy, dotyczący prywatnego życia policjanta/detektywa, to nie zawiedziecie się. Hunter sprawiła, że mamy możliwość poznać Adama Fawleya z innej, niezawodowej strony. 

Wielowątkowa fabuła tak samo jak misternie tworzony pomysł na książkę, okazały się strzałem w dziesiątkę. Nie brak tu elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, intrygujących postaci i przede wszystkim emocji. Bez emocji powieść nie może być dobra, a ta jest! Cara Hunter zyskuje coraz więcej polskich fanów, udowodniła nam, że wie, jak posługiwać się piórem, to znaczy - udowodniła mnie. Teraz czas na Was! Dajcie się przekonać!

Ocena: 10/10

Za możliwość zapoznania się z książką, dziękuję Wydawnictwu Filia


Julia Komorska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Muszę jeszcze przeżywać pierwsza część, ale wysoka ocena, którą przyznałaś w tej książce, bardzo mocno mnie do tego motywuje. 😊

    OdpowiedzUsuń