"Mam na imię Jutro" - Damian Dibben

Znacie twórczość brytyjskiego autora Damiana Dibbena? Jeśli jeszcze nigdy nie słyszeliście o tym autorze, to macie dobrą okazję, by to nadrobić. 3 kwietnia 2019 roku ukazała się najnowsza powieść – „Mam nadzieję Jutro”, którą miałam okazję przeczytać i było to moje zarazem pierwsze spotkanie. Po tej lekturze wiem na pewno, że to nie była jednorazowa przygoda z tym autorem.

Zimowa noc 1815 roku, Wenecja. Tutaj przed katedrą od ponad stu lat na swojego pana wiernie czeka 217-letni pies. Jak to możliwe, że ten pies ma aż tyle lat, przecież ani człowiek, ani żaden pies nie może żyć aż tak długo? Jednak pies – Jutro, który jest narratorem powieści, stał się nieśmiertelny dzięki swojemu panu, który najpierw sam zażył magiczną miksturę, po czym zaaplikował ją swojemu czempionowi, bez którego nie wyobrażał sobie dalszego życia. Przez wiele, wiele lat tych dwoje przemierzało różne kraje, brało udział w niejednej wojnie, po prostu żyli obok siebie. Pewnego dnia podczas zwiedzania katedry w Wenecji pan czworonoga nagle zniknął. Dlaczego? Wierny pies nie zrezygnował z poszukiwań pana, codziennie przychodził na schody i po prostu czekał. Przez ponad sto lat ogromnej tęsknoty, wspominał także wszystkie spędzone wspólnie chwile. Życie Jutra bez jego pana nie było bezpieczne, na samotnego psa czyhało bowiem wiele niebezpieczeństw, a odwieczny wróg pragnął jego zguby. Jutro musi jak najszybciej odnaleźć swojego pana, inaczej utraci go na zawsze. Czy mu się to uda?

W momencie, w którym piszę tę recenzję, ukradkiem zerkam na mojego śpiącego psa i zastanawiam się, czy on też tak samo mocno by za mną tęsknił, gdybym go zostawiła. Zaraz też przypominam sobie, jak on się zachowuje, gdy wyjdę z domu choćby na pięć minut, wita mnie cały zadowolony i macha tym ogonem, jakby minęło kilka lat. To jak bardzo tęsknił Jutro, który nie widział już swojego pana od przeszło stu lat? Ten wyjątkowy pies jest nieśmiertelny, taką miksturę zaaplikował mu pan, który był alchemikiem i był zafascynowany długowiecznością. Jednak czy taka tajemnica może pozostać tajemnicą?

Czy czytaliście już kiedyś książkę opowiadaną z perspektywy psa? Jeśli nie, to będziecie mieli ku temu okazję. Narratorem „Mam na imię Jutro” jest właśnie pies, który pokaże nam świat i mało tego, będziemy mieli jeszcze wgląd w jego uczucia. Jutro opowie nam o poszukiwaniach swojego pana, w końcu musiała być jakaś przyczyna, że go zostawił, prawda? Dodatkowo pies będzie wspominał wszystkie spędzone chwile w towarzystwie pana i dostaniemy barwny portret ludzkości na przestrzeni wieków. Ten wyjątkowy czworonóg przeniesie nas w świat pełen sztuki, balów, a także w świat wojny. Jednak dla Jutra nie było ważne miejsce, w którym obecnie się znajdował, liczyło się tylko to, że zawsze wtedy przy nim był jego pan. Czy uda mu się w końcu go odnaleźć?

„Mam na imię Jutro” jest wyjątkową powieścią opowiadającą o sile bezwarunkowej miłości psa do człowieka. Bardzo pięknie zostaną tutaj przedstawione jeszcze dwa uczucia – tęsknota oraz samotność. To, co emanuje z tej książki, to po prostu prawda oraz ogromna miłość i nie jeden raz poczułam wzruszenie podczas czytania. Jedynym elementem, który nie podobał mi się w tej magicznej opowieści, jest język. Książka jest napisana zbyt topornym językiem, który momentami mnie nużył. Historia  Jutra była interesująca, lecz styl opowiadania już nie. Mimo wszystko warto było przeczytać książkę i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócę do tej lektury. Polecam.

Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Albatros

dorotbook
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Mam tą książkę u siebie na półce i mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać jeszcze w tym roku, bo bardzo mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym ja kiedyś przeczytać, mam nadzieję że uda mi się w najbliższym czasie. Fabuła wygląda naprawdę ciekawie
    Zaczytane-dziewczyny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem mega ciekawa tej książki! Koniecznie muszę ją przeczytać! :D

    OdpowiedzUsuń