"McQueen" - reż. Ian Bonhôte, Peter Ettedgui

Źródło
  Lubię filmy dokumentalne, bo jestem ciekawa świata. Dzięki nim możemy poznać prawdę o jakimś człowieku - z nagrań, wywiadów z bliskimi, czyli z najprawdziwszych źródeł. W internecie oczywiście można spotkać wiele artykułów, czy też biografii danej osoby, jednakże najwierniejszym odtworzeniem życia człowieka będzie właśnie film. To  w nim ukryte są "smaczki", dotąd nigdy nie publikowane i wiele istotnych faktów, o których świat jeszcze nie wie. Dlatego chętnie, często dla oderwania się od typowego kina, włączam film dokumentalny, bo jest na wskroś realistyczny i wzbogaca moją wiedzę.

  Przejdźmy jednak do sedna. Miałam możliwość obejrzeć ułamek z życia słynnego projektanta Lee (Aleksandra) McQueena. Wcale się nie zdziwię, jeśli go nie kojarzycie, gdyż ja również nie wiedziałam o istnieniu tego człowieka. Nazwisko te znane jest przede wszystkim w świecie mody i ktoś, kto tym tematem się zajmuje/interesuje z pewnością wie, o kim teraz piszę. 

  Na wstępie powiem, że był to człowiek, wywodzący się typowej, nie za bogatej, londyńskiej, wielodzietnej rodziny. Od najmłodszych lat wykazywał swoje zamiłowanie do mody i szycia. Był nieustępliwy i pracowity, a przede wszystkim - niezwykle osobliwy. Wyglądem nie przypominał nikogo znanego, czarującego, czy nawet przystojnego. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że wyglądał jak typowy Brytyjczyk z lekką nadwagą. Niemniej jednak to tylko pozory. W rzeczywistości człowiek ten był geniuszem i zrewolucjonizował dogłębnie świat mody londyńskiej i paryskiej. Zaczynając od zera stał się nowoczesnym wizjonerem, zahaczającym o skandale i kontrowersyjne wydarzenia.
Źródło

  Film składa się z nagrań, a w roli głównej sam Lee McQueen, nazwany przez swoją wierną przyjaciółkę Aleksandrem. Twórcy przedstawiają nam jego pracę od wewnątrz, że z niczego potrafił stworzyć niebywale zachwycające dzieła. Właśnie, dzieła. Jego ubrania, projekty zawsze przedstawiały jakąś historię. To, co publiczność widziała na pokazach było odzwierciedleniem jego duszy i tego, co skrywał w sercu. Nie były to więc ubrania, które można założyć na przechadzkę po ulicy. Ukazywały seksapil, drapieżność, przemoc, żywioły i wiele innych motywów. Lee czerpał inspirację ze świata i wydarzeń, które wówczas miały miejsce. Rolą jego modelek nie było przejście po wybiegu w stroju, one musiały mimiką twarzy i gestykulacją odtworzyć to, czego chciał McQueen. To sprawiło, że jego pokazy nie były tylko pokazami, ale pewnego rodzaju spektaklem, który on wyreżyserował. 

  Stosunek jego bliskich był różny. Oni przede wszystkim bardzo w niego wierzyli i w ciemno szli za nim wszędzie. Miał zgraną ekipę, z którą tworzył wspaniałe kreacje. Jednakże nie ufał nikomu w pełni. Była w nim pewna doza niepewności i zazdrości, która uaktywniała się często w nieodpowiednich momentach. Trzeba przyznać, że nie był to człowiek przeciętny, lecz wyrazisty, nad wyraz nieposkromiony. 
Źródło

  Należy też wspomnieć o tym, że pieniądze nigdy się dla niego nie liczył. Nie miał ich od samego początku i nie dążył do bogactwa. Jedyne czego chciał, to pokazać światu swój talent i coś, czego jeszcze nie było. Dzięki współpracy z takimi markami jak Guci, czy Givenchy bardzo szybko stał się bogatym i sławnym mężczyzną. Pieniądze jednak go zepsuły. Nie pod tym względem, że nagle biedny chłopak z przedmieścia po nagłym zastrzyku gotówki, staje się zadufanym w sobie facetem. Pewnym siebie był zawsze i wiary w swoje możliwości nigdy nie tracił. On po prostu zaczął czuć presję, że pod żadnym pozorem nie może upaść, dlatego pracował całe dnie i noce bez przerwy, a pieniądze przeznaczył chociażby na stypendia dla młodych, niemajętnych projektantów.

  Momentem kulminacyjnym i jednocześnie destrukcyjnym w jego twórczości była utrata dwóch najbliższych mu osób. Jego ostatni pokaz był najokazalszy, wręcz magiczny i niepowtarzalny. Nie zdradzę tego, co stało się później. Może przeczytacie na jakimś portalu, ale wydaje mi się, że ciekawszym rozwiązaniem byłoby obejrzenie tejże produkcji. Nie jest długa, a emanuje czymś wyjątkowym. Nie jest to film tylko dla osób, otaczających się światkiem mody, ale dla każdego, kto nie wierzy w swoje możliwości. Lee zaraża motywacją do działania, pracowitością i tym, że trzeba walczyć zawsze o swoje. Cieszę się, że miałam możliwość, choć przez przypadek, obejrzeć ten film. Zadziwił mnie dogłębnie i wzruszył. Być może po takim seansie uwierzysz w swój geniusz i staniesz się kimś na podobne buntowniczości i geniuszu McQueena. 

Ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - GutekFilm
Paulina Mocka

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz