"O miłości bez litości" - Katarzyna Augustyniak-Rak


Czy lubicie czytać debiuty? Ja bardzo lubię dawać szansę nowym autorom, a zwłaszcza uwielbiam odkrywać nowych polskich twórców. Jedne są bardzo dobre, inne trochę gorsze, lecz zazwyczaj nie zraża mnie to, by jeszcze sięgnąć po twórczość autora. Książka „O miłości bez litości” Katarzyny Augustyniak-Rak jest także debiutem, czy jednak udanym?

Główną bohaterką książki jest Honorata Małkowska. Kobieta dobiega do czterdziestki, pracuje w szpitalu jako pulmonolog i nie ma szczęścia w miłości. Za to pani doktor ma ciągoty do alkoholu i papierosów. Pacjenci uważają, że jest nieczułą i nieetyczną zimną suką. W jej nudne i uporządkowane życie z dnia na dzień wkracza lokalny dziennikarz, który prowadzi prywatne śledztwo. To spotkanie przypomina Honoracie o człowieku, którego kiedyś darzyła ogromnym uczuciem. Wzdychała do alpinisty Wojtka, lecz nie udało im się stworzyć związku. Czy teraz, skoro dziennikarz, smalący do kobiety cholewki, chce napisać książkę właśnie o alpiniście, będzie szansa na to, że uczucia odżyją? Co z tego wyjdzie? Czy jest ziarno prawdy w powiedzeniu, że stara miłość nie rdzewieje? Przekonajcie się już sami, trzeba tu jeszcze wspomnieć, że w całej historii namiesza sławny Mich Jagger.

Uwielbiam czytać powieści obyczajowe, a już całkiem szczęśliwa jestem wtedy, gdy zawierają one w sobie wątki komediowe, które powodują niekontrolowane napady śmiechu. Z opisu książki „O miłości bez litości” wynika, że „popłaczemy się nad losem Honoraty. Ze śmiechu!”. I ja muszę przyznać, że przede wszystkim na ten śmiech tu liczyłam. Czy ta książka spełniła moje oczekiwania? Niestety nie. Może zrobiłam źle, że nastawiłam się na lekką i przyjemną książkę, z mnóstwem poczucia humoru, przy której spędzę same dobre chwile i aż żal mi będzie odkładać ją na półkę. Przeliczyłam się ogromnie, bo jedynie, na co miałam ochotę, to płacz, ale z żalu, że książka tak bardzo nie spełniła moich oczekiwań.

Dawno już nie spotkałam w żadnej książce nie tylko irytującej głównej bohaterki, ale i bohaterów drugoplanowych. Niezdecydowana i często zachowująca się jak nastolatka Honorata powodowała, że nie raz musiałam z irytacji zaciskać zęby. Pacjenci mieli rację, nazywając panią doktor zimną suką. Nie wiem skąd zachwyt u Honoraty Wojtkiem – przecież między tymi postaciami nie było żadnej chemii. Choć pomysł na fabułę był dobry, to jednak nie potrafiłam się utożsamić z żadnym bohaterem.

Miało być śmiesznie, miały być przygody i liczne zwroty akcji. Ja tutaj niestety takich elementów nie dostrzegłam. Widać, że autorka starała się rozbawić czytelnika, bo nie mogę zaprzeczyć, pojawiły się tutaj wplecione w dialogi cięte riposty, ale chyba po prostu mam inne poczucie humoru. Ironia i żarty nie wywołały uśmiechu na mojej twarzy. Książkę wprawdzie czytało się bardzo szybko (i to chyba jej jedyny i ogromny plus), ale nie była to najlepsza książka, jaką przeczytałam. Bardzo męczyło mnie to, że teraźniejszość splatała się z przeszłością. Czasami nie mogłam się zorientować, o czym dokładnie autorka pisze. Nie pomogło nawet to, że akcja dzieje się w malowniczym Wrocławiu i na moich pięknych Mazurach. Może czytałam ją w złym czasie? Nie wiem, ale bardzo żałuję, że takie właśnie odczucia we mnie wzbudziła.

„O miłości bez litości” to debiut Katarzyny Augustyniak-Rak i niestety w moim odczuciu nie jest on udany. Opowieść o Honoracie nie przekonała mnie i nie wzbudziła do refleksji nad życiem. Szkoda.

Ocena: 4/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Publicat.S.A
dorotbook

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz