"Odrodzeni" — Colleen Houck

Od premiery drugiej części z serii „Strażnicy gwiazd” mija już prawie miesiąc, a także prawie miesiąc od momentu, w którym w końcu doczekałam się kontynuacji trylogii zagranicznej pisarki – Colleen Houck. Na pewno nie napiszę, że był to bardzo emocjonujący okres, który pochłonął mnie w całości, a przede wszystkim niecierpliwym czekaniem na Odrodzonych"Wręcz przeciwnie pierwsza część według mnie była po prostu ok – nic specjalnego, nic odkrywczego, nic czym byłabym absolutnie zachwycona. W jeszcze większym skrócie – nie jest to powieść, którą bym w jakikolwiek sposób zapamiętała, a która jednocześnie znajdowałaby się w topce najlepszych książek przeczytanych w tym roku, mimo że mamy dopiero maj, połowa roku za nami i tak naprawdę wiele może się zdarzyć, jeszcze wiele pozycji zostanie wydanych w dwa tysiące dziewiętnastym roku. Aczkolwiek jestem absolutnie pewna, że moje zdanie na temat tej fantastyki młodzieżowej się nie zmieni. W takim razie, dlaczego zaczęłam czytać drugą część? W większości z masochistycznych powodów, a także z powodu mojej ciekawości. „Przebudzeni” równie dobrze mogłaby być młodzieżówką, ponieważ wszystkie wątki zostały tak naprawdę rozwiązane – może oprócz kilkunastu stron, które zadecydowały o powstaniu następnego tomu, a z kolei na których rozegrały się wydarzenia nie bardzo mnie przekonujące. To zakończenie jest po prostu tak dziwne, że w tamtym momencie nie miałam zielonego pojęcia, czego konkretnie mogę się spodziewać. Teraz już oczywiście wiem. Nie jestem pewna czy to dobrze, czy źle.


Tym razem fabuła przedstawiona przez autorkę rozgrywa się w zupełnie innym świecie niż w tym, który znaliśmy dotychczas, a mianowicie w krainie zmarłych, do której za sprawą nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń trafił Amon – po części równiej ze swoje własnej nieprzymuszonej woli. Oczywiście w tym wypadku Lily jest jedyną osobą, która jest w stanie poświęcić naprawdę wiele, aby uratować przede wszystkim chłopaka, ale i także świat przed kompletnym chaosem. Nie chcę wam za bardzo zdradzać wszystkim szczegółów zawiązania akcji, ponieważ uważam, że niektórzy z was  mogą uznać je za spoilery, a z drugiej strony jest to totalnie bez sensu z uwagi na fakt, że te informacje niczego nie zmienią w waszej przyszłej przygodzie, jaką jest czytanie Odrodzonych". Nie mniej jednak wspomnę o tym, że w drugim tomie jest o wiele więcej Astena i Ahmosa, którzy w pierwszej części pojawili się dość późno – szczególnie Wcielenie Księżyca. W „Przebudzonych” naprawdę mi ich brakowało, pragnęłam więcej scen z nimi, bo naprawdę ich polubiłam, głównie za to, że diametralnie różnili się od siebie pod względem charakteru. W tym przypadku „Odrodzeni” mnie nie zawiodła.

Nie lubię tej książki z kilku powodów. Jeśli jeszcze tego nie wywnioskowaliście, to w tym momencie macie już pisemne potwierdzenie. Jednym z nich jest język, który wydaje się taki... dziecinny. Mam świadomość, że to zapewne przez narrację pierwszoosobową, która czasami spłyca głębię bohaterów i ich przeżycia, ale nawet po jej przeczytaniu nie mogę się przekonać do takiego stylu.

Dialogi też nie są kwestią, za których oryginalność i naturalność dałabym się pokroić. W wielu momentach są sztuczne i jeszcze w wypadku Amona, i jego braci potrafiłabym to zrozumieć, ale kiedy dziewczyna żyjąca w dwudziestym pierwszym wieku wypowiada się w sposób, który ewidentnie wskazuje na rozgrywanie się wydarzeń w dziewiętnastym wieku, coś nie gra. Nawet nie chodzi o to, że współczesny nastolatek wplata w wypowiedziane zdanie co najmniej jedno przekleństwo. Oczywiście, że nie. Ale w przypadku Lily jest to przesada, chyba że w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inny system wysławiania się.

Akcja w drugim tomie jest zdecydowanie o wiele ciekawsza, nie jest taka monotonna jak poprzednim razem, pojawia się więcej ciekawych bohaterów, którzy z powodzeniem nadają tej historii tempo. Dodatkowo obecny świat jest o wiele bardziej interesujący, jeśli chodzi o walory... krajobrazowe? Nie jest już to ten sam nudny świat, który każdy z nas zna i pod tym względem jest to coś nowego, dosyć nieschematycznego, co niewątpliwie przyciąga uwagę i rozwija wyobraźnię.

Wydaje mi się, że główną wadą tej powieści jest jej bohaterka – Lily, która jest dosyć płytka, w ogóle nie myśli logicznie, a co za tym idzie, jej działania są w całości bezsensowne i bezpodstawne. Z jednej strony rozumiem, że autorka chciała ją przedstawić w taki, a nie inny sposób, ale szczerze mówiąc, kompletnie on do mnie nie przemówił. Moda na kreowanie słodkich idiotek w powieściach chyba minęła już dawno i niech nigdy więcej już nie wraca.

Podsumowując, „Odrodzeni” jest bardzo, ale to bardzo przeciętną lekturą. Na tle innych książek nie wyróżnia się niczym szczególnym, dlatego w żadnym wypadku nie skuszę się na trzeci tom. Druga część tej historii była dla mnie sprawdzianem, po którym miałam się przekonać czy dzieje Amona i Lily skrywają potencjał. Myślę, że stwierdzeniem, które idealnie podsumuje ten test, jest to, że jestem dogłębnie rozczarowana. Tym bardziej że z mitologią egipską spotkałam się po raz pierwszy.

Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu We Need YA!


Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Przede mną jeszcze pierwsza część :)
    Pozdrawiam.
    Pola
    www.czytamytu.blospot.com

    OdpowiedzUsuń