"Ostatni snajper. Kevin Lacz" - Ethan E. Rocke i Lindsey Lacz


United States Navy Sea, Air and Land, czyli SEAL to marynarka Stanów Zjednoczonych, a konkretniej siły specjalne. Jak sama nazwa wskazuje należą do nich tylko najlepsi z najlepszych. Tym bardziej, iż powierzono im zadania takie jak antyterroryzm, zwiad specjalny czy inne działania bezpośrednie. I chociaż mam jedynie podstawową wiedzę na tematy wojskowości śmiało mogę powiedzieć, że ludzi, którzy przechodzą te mordercze treningi, uważam za niesamowitych. Historią takiego człowieka jest książka „Ostatni snajper. Kevin Lacz” autorstwa Ethana E. Rocke’a i Lindsey Lacz wydaną przez wydawnictwo Bellona.
"Gdyby saper Nick i Justin przed zejściem z dachu nie odkryli zaimprowizowanego ładunku wybuchowego, potężna bomba zapewne zabiłaby nas wszystkich. W świecie operacji specjalnych nie ma zbędnych ludzi."
Zamachy z 11 września 2001 roku zmieniły świat. Miliony ludzi na całym świecie z niedowierzaniem śledziło jak bliźniacze wieże World Trade Center zamieniają się w gruz i grzebią setki ofiar. Jednym z obserwatorów tych wydarzeń był dziewiętnastoletni wówczas student polskiego pochodzenia, który porównywał je do Pearl Harbor swojego pokolenia. Wtedy podjął decyzję, że należy wydorośleć, stać się mężczyzną i zacząć zabijać wrogów ojczyzny - Ameryki.
"Uderzyliśmy na miasto z całą siłą, niczym iglica w nabój 7,62 mm. Zaakceptowałem sytuację na chłodno i ze spokojem. Nie umrę na tej pustyni."
O czym jest tak naprawdę ostatni snajper? Oczekiwałam książki, która opowie mi co nieco o życiu i szkoleniu SEAL’sów, okraszoną może ciekawostkami i humorem. Otrzymałam jednak opowieść o brutalności wojny. O nienawiści do wrogów. O miłości do ojczyzny. I o niesamowitych więziach, jakie potrafią połączyć w zagrażających życiu chwilach. Jeśli miałabym użyć jednego określenia do opisu tej książki, pasującym słowem byłoby „amerykańska”. Nie zaprzeczam wydarzeniom, nie podważam uczuć, tragedii, która się działa w krajach targanych piekłem wojny, ale sposób przedstawienia tego wszystkiego jest tak bardzo… amerykański.
Źródło
„Ostatniego snajpera” zaliczyłabym do literatury faktu, wspomnień z elementami reportażu. Znajdziemy w niej dużo osobistych przeżyć, czasem możemy odnieść wrażenie, iż bohater opowiadając nam swoją historię, próbuje się wyspowiadać z tego, co przeszedł. Nie jest łatwo żegnać przyjaciela, towarzysza broni. Trudno jest wesprzeć brata, którym miotają wyrzuty sumienia po zabiciu cywila idącego do warzywniaka. Bo na wojnie jesteśmy my i oni. A każdy z „onych” może zabić, któregoś z „naszych”. To ten jedyny rodzaj więzi, który może połączyć mężczyzn, wspólnie ryzykujących życiem we wspólnym celu.
Moim głównym zarzutem wobec książki jest tytuł. Jeśli bowiem przeczyta się go w oryginale: „The Last Punisher. A SEAL Team Three’s Sniper’s True Account of the Battle of Ramadi”. Podtytuł w wolnym tłumaczeniu brzmiałby mniej więcej: prawdziwa relacja snajpera z bitwy o Ramadi. O ile rzadko czepiam się o tytuły, bo przecież muszą być chwytliwe, to w tym wypadku pominięcie bardzo spłyciło oczekiwania względem pozycji.

"Prawda była taka, że oni i tak zawsze wiedzieli, gdzie jesteśmy."
Czytałam tę książkę z ogromnym zainteresowaniem, ale także ze strachem i niepewnością, co spotka mnie dalej. Tym większy był mój lęk, iż wiedziałam, że Kevin Lacz opisuje prawdziwe wydarzenia, przemyślenia i sytuacje. Nic mnie bardziej nie stresuje, niż literatura faktu i to w dodatku taka, która nie mydli czytelnikom oczu, nie koloryzuje.
Źródło

Relacja jest godna polecenia osobom interesującym się tematyką militarną, poświęconą opisom przeżyć wojennych, czy samym zmaganiom militarnym. Jest bowiem subiektywną opowieścią żołnierza, który doświadczył tragedii i śmierci na własnej skórze. Nie jest to kronikarski opis bohaterskich walk o ojczyznę i honor, więc nie znajdziemy tu patetycznych przemów i wzniosłych słów. Znajdziemy za to brutalną codzienność morderczej wojny. Jeżeli zatem interesujesz się taką tematyką, „Ostatni snajper” jest właśnie dla Ciebie.



Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Bellona.
Anna Bąk
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz