"ReLife Tom 7" - Yayoiso

Miłość nie jest tak łatwym uczuciem do okazywania jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej gdy jest to pierwsza miłość, młoda i niedoświadczona, pełna ekscytacji, ale także strachu. W "ReLIFE" jest jej sporo i odgrywa ona pierwszoplanową rolę, szczególnie w siódmym tomie mangi, o którym dzisiaj wam opowiem.

To zabawne, ale do jednego z najważniejszych jak do tej pory wydarzeń w mandze, czyli wyznania miłości, doprowadziła zazdrość. Oga zobaczył Kariu z obcym, starszym mężczyzną i spanikował. Jaki zatem był jego następny ruch? Oczywiście zadzwonił po Kaizakiego! Cała sytuacja okazała się być zabawnym nieporozumieniem, ale wprawiła w ruch maszynę. Maszynę miłości.

Głównym wątkiem najnowszego tomu "ReLIFE" jest relacja między Ogą, a Kariu, która w końcu zdaje się zmierzać we właściwym kierunku. Bohaterowie zdradzają swoim przyjaciołom prawdę o uczuciu, którym wzajemnie się darzą, potrzeba tylko ich skonfrontować i wszystko powinno pójść jak po maśle. Naturalnie tak nie jest i po drodze trafiają się przeszkody, ale przez to końcowy rezultat jest niesamowity.
źródło
Z każdym kolejnym rozdziałem napięcie wzrasta. Niby wiemy jak czują się Kazu i Rena, ale wszystko może pójść nie tak. W końcu zostaje wyznaczony dzień - letni festiwal, kończący się pokazem fajerwerków. Brzmi to może nieco tandetnie i mało oryginalnie, ale wszystkie wydarzenia, które prowadzą do tego momentu są tak dopracowane i idealnie rozplanowane, że nie sposób nie wyczekiwać na to, co się stanie.

Jednocześnie, emocje budzą się nie tylko w Hishiro, która cały czas czuje ukłucie i stara się zrobić wszystko by dojść do tego, czy rzeczywiście jest to uczucie, ale także w Kaizakim. Nagle obserwujemy jak rodzi się w nim odrobina zazdrości. Przez większość czasu jest ona pokazana przez pryzmat komedii, ale te zatrzymane w czasie spojrzenia i mowa ciała bohatera mówią nam, że coś poważnego jest na rzeczy.

Jesteśmy już prawie na półmetku eksperymentu ReLIFE i dostrzegamy jego pozytywny wpływ na głównego bohatera. Arata szybko zjednał sobie nowych przyjaciół i stał się ważną częścią ich szkolnego życia. Zaczął także przezwyciężać swoje "dorosłe" słabości oraz akceptować to kim jest i czego chce. Ta przemiana może nie jest bezpośrednia, ale w subtelny sposób jest ciągle zaznaczana przez autorkę.

Jak do tej pory w każdym tomie mieliśmy okazję przeczytać dodatkowy, bonusowy rozdział, luźno nawiązujący do wydarzeń z danej części mangi, często uzupełniający jej treść, na co w danym fragmencie nie było miejsca i czasu. Tym razem odnosi się on do urodzin Kariu i świetnie obrazuje jej świeżo upieczony związek z Ogą oraz jak wygląda miłość u nastolatków. Niezwykle podoba mi się ta umiejętność autorki do przechodzenia między takimi lekkimi tematami, a poważnymi i mroczniejszymi. Wychodzi to doskonale zarówno w dialogach jak i w samej warstwie wizualnej mangi.

Autorka pod koniec tomu postanowiła zrzucić na czytelników wielką bombę, która zmienia wszystko, co do tej pory mieliśmy okazję zobaczyć. Na jaw wychodzi pewna tajemnica. Tajemnica jakiej nikt nie mógł się spodziewać. Tajemnica, która każe nam wrócić do samego początku tej historii i szukania jakichkolwiek wskazówek w tym temacie. Ostatnia strona 111 rozdziału sprawi, że szczęka opadnie wam na ziemię i nie będziecie mogli doczekać się następnej porcji "ReLIFE".

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Waneko
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz