"Singielka w Londynie. Spełnione marzenia" - Marta Matulewicz

Znacie Singielkę? Pewnie, pełno ich chodzi po ulicach, odpowiecie. Ale czy znacie TĘ singielkę? Tę, która rozbawiała nas do łez w pierwszej i drugiej części powieści autorstwa Marty Matulewicz? W poprzednich częściach ("Singielka w Londynie", "Singielka w Londynie. Stare miłości i nowe rozterki") nasza singielka, Ewa, świeżo upieczona absolwentka filologii angielskiej decyduje się wyemigrować do Wielkiej Brytanii. Za pracą, za sukcesem, za miłością... Jak to w życiu bywa, poznaje mężczyznę, który przysparza jej tyleż samo kłopotów, jak i radości. W ostatniej części trylogii (a przynajmniej wszystko na to wskazuje) "Singielka w Londynie. Spełnione marzenia" Ewie przyjdzie zawalczyć o miłość oraz... o samą siebie. Z jakim skutkiem? Tego nie zdradzę. Powiem jedno: singielka znowu zaskoczy i rozbawi. W jej towarzystwie wszystko jest możliwe!

Recenzując powieść Marty Matulewicz nie sposób nie wspomnieć na wstępie o tym, co przyciąga Czytelnika - o szacie graficznej. Niektóre okładki są tak pozytywne i zachęcające, że gdy bierze się je do ręki, od razu ma się ochotę zaparzyć kawusię, zasiąść na tarasie i z uśmiechem na ustach oddać się lekturze. Powieść Marty Matulewicz do takich właśnie się zalicza: nie tylko zachęca do lektury, ale także poprawia nastrój. Żółty kolor to strzał w dziesiątkę - zapowiada świetną, pełną słońca historię, i choć w deszczowym Londynie słońca niekiedy brakuje, z pewnością za sprawą tej lektury nie zabraknie go w naszym sercu.


Cała seria Singielki to, o czym należałoby wspomnieć, pełna ciepła i humoru historia. Jeśli ktoś szuka wzniosłych momentów, wielkich intryg i wyszukanych dialogów, trafił pod zły adres. Całą serię cechuje prostota, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, tacy jak my, popełniający błędy, a nawet gafy (nasza Ewa jest w tym zdecydowaną mistrzynią!). Podobnie jak poprzednie części, "Singielka w Londynie. Spełnione marzenia" naszpikowana jest dowcipnymi dialogami i zabawnymi sytuacjami, choć przyznaję, że humor już nie taki jak poprzednio. W końcu Ewa, nasza bohaterka, dojrzała, zmieniła się. Już nie przypomina Bridget Jones, lecz rozkwita niczym łabędź. Staje się bardziej pewna siebie i choć uczucia wciąż w chaosie, widać, jak bardzo się zmieniła.

"Nie mogłam przestać się śmiać, aż w pewnym momencie z moich oczu popłynęły łzy. No to mi się już dawno nie przytrafiło, zazwyczaj to ze mnie się tak śmiali."


To, czego w lekturze mi tym razem zabrakło, to bajeczne opisy miejsc, jakie autorka zaserwowała nam w poprzednich częściach. Mówiąc krótko: mało Londynu w tym Londynie. W pierwszej części czułam się, jakbym sama zamieszkała z Ewą w Londynie - opisy były tak dokładne i zachęcające. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że to już trzecia część przygód Ewy, być może autorka nie chciała po raz kolejny opisywać tych samych miejsc, które przecież już znamy z wcześniejszych części. Trochę szkoda, bo Londyn jak na moje zszedł na drugi plan. Równie dobrze Ewa mogła mieszkać w Tokyo czy Frankfurcie, nie poczułabym różnicy.


Wiem, że to dość utarty schemat, ale słowa same cisną się na usta: "Singielka w  Londynie. Spełnione marzenia" to bardzo przyjemna, lekka lektura. W istocie tak jest, mamy tu bowiem humor, zaskakujące zwroty akcji, babskie problemy, no i oczywiście... rozterki miłosne. Choć tytuł sugeruje nam zakończenie, wcale nie jest ono tak oczywiste. Do ostatnich chwil bardzo kibicowałam bohaterce, by podjęła słuszną w moim odczuciu decyzję. W efekcie, choć na takie rozwiązanie raduje się serce, moim zdaniem sprawy potoczyły się nieco zbyt szybko. Na ostatnich stronach autorka narzuciła takie tempo, że spokojnie powstałaby z tego kolejna część. Żałuję, że tak się nie stało, bo chętnie spotkałabym się z bohaterami raz jeszcze. Chociaż... kto wie, może Matulewicz szykuje kolejne przygody dla naszej Singielki?...

Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lira
Izabela Jurkiewicz





    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. A według mnie tego Londynu i zachwytu nim jestem za dużo. Nie byłam tak, więc te opisy nic mi nie mówią. W ogóle cała trylogia jest przesłodzona ,żadnych poważnych problemów nikt nie przeżywa. Mało życiowe

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje mi się,że autorce właśnie o to chodziło:by zapewnić nam pozytywną,lekką lekturę,bez wielkich dramatów- takich książek mamy "na pęczki". Swoją drogą wybór partnera życiowego to nie jest taka znowuż błaha sprawa...😉 Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń