"Świątynia" - Jakub Żulczyk

Świątynia otwiera swe bramy, by przyjąć tych, którzy poszukują ratunku. Czy i Ty odważysz się tam zajrzeć? Czy uwierzysz w moc, która przywraca zdrowie? Jakub Żulczyk zaprasza w progi bramy do świata mrocznych istot. Przyjdź i poczuj ten dreszcz emocji.

Anka pomału zapomina o wydarzeniach z poprzedniego lata. Jest coraz bardziej przekonana, że to, co wtedy się wydarzyło to zwykły huragan, po prostu trąba powietrzna. Okazuje się także, że w realia warszawskich Tytus zupełnie do niej nie pasuje. Nie dogaduje się z jej kolegami, nie rozumie z koleżankami. Zrywa z nim. Rozpoczyna się nowy rok szkolny. I okazuje sie, że w szkole pojawia się trójka nowych uczniów. Uczniów, wokół których krążą dziwne historie, a nawet już legendy. Anka zakochuje się w jednym z nich - Damianie. W międzyczasie mama Anny zostaje sparaliżowana. W telewizji coraz częściej objawia się tajemniczy uzdrowiciel, więc kiedy lekarze nie rokują dobrze matce Anny, za namową Damiana wybiera się ona wraz z rodzicami do świątyni uzdrowiciela. Czym jest naprawdę świątynia? Tego zdradzić nie mogę. Jednak pozwolę sobie dopisać, że na ratunek dziewczyny wyrusza jej stary przyjaciel- Tytus. Babcia Tytusa ostrzega go przed złem, które zaczyna odradzać się w lesie i które pragnie otworzyć bramy pomiędzy światami Powiernika Światła a Powierniczki Ciemności. 

Na początku przyznam się do pewnej małej zbrodni. Otóż nie przeczytałam pierwszego tomu pt."Zmorojewo". Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że wcale nie przeszkodziło mi to w czytaniu tomu drugiego, więc nawet wyszło na plus dla tej serii. Tyle, że niestety nie napiszę Wam, czy klątwa drugiego tomu zadziałał, czy też nie? Tego nie jestem w stanie stwierdzić.

Za to z czystym sumieniem napisać muszę, że wielu dreszczy grozy w tej powieści nie zaznałam (, ale przyznaje także, że nawet mistrz Stephen King takowych u mnie nie był w stanie swoją twórczością wywołać - chyba jestem trudnym przypadkiem w tej kwestii. Ponadto na końcu opisu znalazłam stwierdzeniem że książka "trzyma w napięciu jak najlepszy horror Stephena Kinga" - no i tutaj cieżko mi się nie zgodzić). Scen, które mogłyby wzbudzić u mnie odrobinę strachu było może ze dwie. Pozostałe były raczej śmieszne, komiczne, a czasami nawet obrzydliwe ( no, ale to także jakieś odczucia). Przyznaję jednak, że książka mnie wciągnęła. Szczególnie po tym, jak opowiadania swojej wersji wydarzeń przejął Tytus. Opowieść Anki też miała wiele ciekawych motywów i momentów, ale dla mnie ciągnęła się trochę za długo. To Tytus skradł moje serce, chociaż nie wykazał się niczym zasługującym na szczególną uwagę. Był zwykłym młodzieńcem, szaleńczo zakochanym w nieodpowiedniej dziewczynie. Na dodatek na jego barkach spoczywa odpowiedzialność, która niejednokrotnie przerastała go. I za te słabości bardzo go polubiłam. Był zwykły i naturalny, realny. Natomiast Anka wydawała mi się być pyskatą pannicą, która sama do końca nie wie czego chce, a takie osoby wolę trzymać na dystans. 

Wciągnął mnie także motyw uzdrowiciela, któremu uwierzyło tak wielu ludzi. Przypominają mi się seanse emitowane w telewizji z legendarnym już Kaszpirowskim albo rodzimym uzdrowicielem Nowakiem. Kiedy zasiadały rodziny przed telewizorem i słuchały "adin, dwa, tri... smatri w maje gałaza" ( wersja spolszczona przeze mnie ;-) ) . Słowa te działały jak placebo i nie jedna osobą została uzdrowiona z dolegliwości swoją wiarą. A wiara kosztuje.

Bardzo podoba mi się okładka. Podobna do tej z pierwszego tomu (też mi się podobała) i poprzez symbole nawiązująca do fabuły zawartej w powieści. 

Czy polecę książkę? Tak, zdecydowanie tak. Uważam, że warto podjąć trud przeczytania tej powieści. Ja natomiast będę wyczekiwać kolejnych tomów przygód Tytusa i Anny.


ocena: 7,5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Agora


Sylwia Szczepańska



    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz