"Thelma" - reż. Joachim Trier

Skandynawia. Mała dziewczynka i jakiś mężczyzna (ojciec?) w trakcie polowania. Nagle dostrzegają między ośnieżonymi drzewami sarenkę. Zastygają w bezruchu. Mężczyzna podnosi strzelbę, po czym... wymierza w nieświadomy niczego cel. Nie w sarnę. W dziewczynkę. Widać wahanie na jego twarzy. Mija kilka chwil. Mężczyzna opuszcza strzelbę...

Po tak dziwnym i tajemniczym zarazem "wstępie" coś mi mówi, że film "Thelma" (reż. Joachim Trier) nie będzie łatwym, lekkim filmem z fabułą podaną na tacy. Będzie pełen zagadek, niedomówień, symboli, których wyjaśnienia należy szukać tam, gdzie logika zawodzi.

Tytułową Thelmę (w tej roli nieznana mi dotąd Eili Harboe) poznajemy wiele lat później jako świeżo upieczoną studentkę, która opuszcza rodzinny dom i przyjeżdża na studia do Oslo. Dziewczyna jest wycofana, cicha, nieco tajemnicza - nie sposób nie zauważyć, że cierpi z jakiegoś niewiadomego nam powodu, przeżywa jakieś wewnętrzne rozterki, jednocześnie zmagając się z przeszłością i dziwną relacją z rodzicami. Jej kreacja nieco przypomina Carrie z wiadomego horroru. "Nieco", bo chociaż Thelma nie ma przyjaciół, nawiązuje relacje z grupką ludzi, wśród których jej uwagę przykuwa piękna Anja. Coś zaczyna się dziać, coś jest na rzeczy - nie sposób nie zauważyć erotycznego napięcia między bohaterkami. Widz oczekuje historii miłosnej, jest na nią przygotowany, bo wszystko wskazuje na to, że to będzie główny motyw filmu, lecz Trier, jak to Trier, nie poddaje się schematom, odkładając znienacka ten wątek na boczne tory, zastępując go innym, dużo bardziej zaskakującym. Moc, którą odkrywa w sobie Thelma, prowadzi do serii zdarzeń, które przekraczają granice jej, ale także naszej - widzów - wyobraźni.


Film "Thelma" został sklasyfikowany jako thriller. Dużo scen musiało przeminąć, by wreszcie móc się z tym określeniem zgodzić. Niemalże połowa filmu przywodziła raczej na myśl dramat obyczajowy. Nie mówię absolutnie że to źle, o nie, bo fabuła okazała się bardzo interesująca, nieco tajemnicza. Czemu rodzice Thelmy są tak nadopiekuńczy, tak konserwatywni, by nie rzec: zaborczy? Dlaczego kontrolują córkę na każdym kroku? Dlaczego matka jeździ na wózku inwalidzkim? I - co najważniejsze - czemu jej rodzina sprawia niepokojące wrażenie? To prawda, te i inne pytania powodowały, że odczuwałam lekki niepokój, oczekując, że rodzice okażą się sadystami, mordercami, stręczycielami. Mimo wszystko film nadal sprawiał wrażenie dramatu - dramatu młodej dziewczyny. Straciłam już wszelką nadzieję, że faktycznie będzie z tego thriller, kiedy nagle - jak grom z jasnego nieba - wystarczyła jedna scena i wszystko zmieniło się diametralnie. Była niepewność, pewnego rodzaju niepokój z cyklu: "Co wydarzy się za chwilę?". Akcja ruszyła z kopyta, zagadki zostały wyjaśnione, prawda wyszła na jaw, jednak miałam nieco wrażenie, że film Triera "zgubił" w tym momencie swoją wyjątkowość. Historia rodzinna oraz akcja po powrocie Thelmy do domu przypominała typowe thrillery z tajemnicą rodzinną w tle, w których ktoś jest dobry, a ktoś zły. Jeden ucieka, drugi goni. Jeden przegrywa, drugi wygrywa. Akcja szła chyba nawet zbyt szybko, było zbyt przewidywalnie, zbyt schematycznie. 


Film Triera nie jest ani lekki, ani łatwy. Mamy tu rozłożone w czasie retrospekcje, które powoli, stopniowo "opowiadają" nam historię Thelmy i jej rodziny. Film naszpikowany jest symbolami, które przerażają - ptaki rozbijające się o szybę, wąż oplatający się wokół szyi bohaterki, głębia w jeziorze... Wszystko to ma związek z osobowością Thelmy, którą targają wewnętrzne sprzeczności. Wychowana w fanatycznej religijnej rodzinie dziewczyna nie umie się odnaleźć w wielkim mieście ze względu na czyhające pokusy i własne uczucia. Fascynację koleżanką postrzega jako grzech, którego należy się wyzbyć. I tu wkracza ostatni aspekt: wewnętrzna nadprzyrodzona moc, która zawładnęła jej ciałem i umysłem, która stała się jej przekleństwem. Przed Thelmą ważne zadanie: odrzucić poczucie winy i zaakceptować siebie. 


Film "Thelma" to prawdziwa uczta dla zmysłów i dla... wyobraźni ludzkiej. Mamy nie tylko metafizykę, która zaskakuje i czyni film niecodziennym, wyjątkowym, ale klimatyczną muzykę, mroczne sceny, symbolikę, która zmusza do myślenia, częściowo do samodzielnego odkrywania prawdy. Jeśli chodzi o walory estetyczne, Trier nie zawiódł. Jeśli zaś o samą historię - również jestem na tak, bo motyw akceptowania siebie jest ponadczasowy. 

Ocena: 9/10
Za możliwość obejrzenia dziękuję Gutek Film
Izabela Jurkiewicz


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz