"Vicious. Nikczemni" – V. E. Schwab


Chyba większość książkoholików się ze mną zgodzi, że jedną z najgłośniejszych premier tego roku była Vicious. Nikczemni". Słychać o niej było nie tylko w naszym kraju – dzięki wydawnictwu We need YA, ale także swego czasu za granicą, przy okazji wydania drugiego tomu wchodzącego w skład serii o PonadPrzeciętnych, złoczyńcach pokroju tych stworzonych przez DC Comics czy Marvela. Z pewnością jest to jedna z cech, która sprawia, że powieść V. E. Schwab jest wyjątkowa, jakbykolwiek to sztampowo nie zabrzmiało. Z pozoru nie różni się bardzo od innych książek skupiających się na tematyce fantastycznej, nastąpiłą tylko zmiana jednego szczegółu, który po wnikliwym przemyśleniu stanowi fundamentalną kwestię, mającą znaczny udział w pozytywnym odbiorze powieści. To dość zastanawiające, że zło czy jego odmiany, demoniczni bohaterowie są często bardziej interesujący pod względem charakterów, ich działań niż ci, którzy poświęcają swoje życie, aby zbawić, uratować świat przed chaosem, psychopatą czy innymi plagami. Wydaje mi się, że czujemy się tak, dlatego że od pewnego czasu w literaturze fantastycznej trwa przesyt właśnie tymi dobrymi bohaterami, którym oprócz odwagi towarzyszy też bezdenna głupota. Spójrzmy wprawdzie w oczy, ale większość dzisiejszych powieści fantasy wygląda identycznie – na przykład pod względem fabularnym – chociażby dziewczyna, która do tej pory nie miała pojęcia o swoich „nadzwyczajnych” umiejętnościach, stara się uchronić swoją krainę, jak zawsze wychodząc na tym nie najlepiej. Może „Nikczemni” tak bardzo zwróciła uwagę czytelników tylko dlatego, że jest to historia o dwóch duszach, które popełniły bardzo złe czyny, a jednocześnie nie mają żadnych wyrzutów sumienia, co czyni je w dzisiejszym mniemaniu po prostu złymi?


Brytyjska autorka stworzyła powieść opowiadającą historię dwóch przyjaciół, ambitnych studentów, którzy zafascynowani legendami o PonadPrzeciętnych postanawiają zaangażować się w ten temat i na własną rękę rozpocząć badania dotyczące tej kwestii. W międzyczasie odkrywają sposób, który pozwala zwykłemu człowiekowi stać się bytem niezwykłym – może nawet bliższym Boga. Wszystko wydaje się iść po ich myśli, wyniki eksperymentów są coraz bardziej zaskakujące, jednak w żadnym wypadku nie przewidzieli, że zgubi ich własna żądza i wygórowana ambicja. Dziesięć lat później historia zatacza koło, Victor i Eli duchem znowu mają po dwadzieścia kilka lat, są tak samo zazdrośni i ambitni, z tą różnicą, że teraz chcą się nawzajem zabić. Ale czy w tych okolicznościach jest to w ogóle możliwe?
"Kiedy nikt, ale to nikt cię nie rozumie, to zwykle znak, że jesteś w błędzie."
Przeczytawszy „Okrutną pieśń”, nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś V. E. Schwab zostanie jedną z moich ulubionych autorek. To prawda, że przygodę z właśnie tą książką zakończyłam już dawno temu i może nie pamiętam szczegółów, ale jako taki zarys fabuł w mojej głowie pozostał. Wtedy nie rozumiałam ludzi, którzy dzieła autorki porównywali do według mnie legendarnej Leigh Bardugo czy chociażby Sandersona. Pierwszy tom tej dylogii był po prostu przeciętny, zanadto się niczym nowym nie wyróżniał i z perspektywy czasu wiem, że w tamtym momencie równie dobrze mogłam czytać inną, o wiele lepszą pozycję, która utkwiłaby mi w pamięci nie tylko ze względu na samą fabułę, ale także na wartości, które pisarz stara się nam przekazać. Aczkolwiek po lekturze „Vicious” nie mam już żadnych wątpliwości i jestem prawie pewna, że jest najlepszą książką przeczytaną przeze mnie w tym roku.

Oryginalna historia, czarny humor, znakomici bohaterowie, którzy w końcu wydają się ludzcy przez to, że są zazdrośni, mają wady, które widać gołym okiem, których ambicja jest tak wygórowana, że są w stanie poświęcić własne życie w imię nauki – to tylko kilka z zalet, które sprawiają, że opowiedziana historia przez p. Schwab staje się nietuzinkowa. Pełno w niej zawirowań, przełomowych akcji – nic tylko chcę się ją naprawdę czytać. Chociaż z tym właśnie stwierdzeniem nieco bym polemizowała, ponieważ jeśli początek bardzo mnie wciągnął i zauroczył (ale zauważyłam, że akurat u tej autorki pierwszy rozdział zawsze jest bombą emocjonalną dla czytelników), to ze środkiem było coś według mnie nie tak. Na pewno ma to związek z Elim, który mniej więcej w tym momencie pojawił się ze swoją narracją i nieco spłycił tę historię, tę walkę między złym a jeszcze gorszym. Zdecydowanie wolałam perspektywę Victora, w której dało się wyczuć więcej finezji, gracji, była bardziej skomplikowana i przede wszystkim zawsze w repertuarze przewidziany była jakaś niespodzianka, taki as w rękawie. Natomiast u Eliego wszystko było dość przewidywalne, a jeśli jakimś cudem nie, to bohater szybko nam to wyjaśniał.

W „Vicious” mamy do czynienia z postaciami, które są już prawnie dorosłe, nie są jakimiś małolatami, które jak na swój wiek potrafią niemożliwie dużo. Są doświadczonymi ludźmi, którzy rozwijali umiejętności na swoich błędach. Ta kwestia sprawa, że w jednym aspekcie „Nikczemni” stają się zdecydowanie lepsi od mojej ukochanej Szóstki wron". A to nie lada wyczyn!

Ocena: 8,5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu We need YA!

Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Jestem właśnie w trakcie lektury o mogę powiedzieć, że juz po 100 stronach jest dobrze i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej!

    Pozdrawiam,
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń