"Warcross" - Marie Lu


W 1982 roku powstał film „Tron”, a w 2010 roku jego sequel „Tron: Dziedzictwo”. W zeszłym roku w kinach pojawił się „Ready Player One” oraz „Ralph Demolka w Internecie”. Była też trylogia „Matrix”, czy polski „Avalon”. Ponad to codziennie słyszymy o rozwoju technologii VR (rzeczywistości wirtualnej). Wymienione przeze mnie tytułu to tylko kropla w morzu, gdyż nie mam po prostu możliwości wymienienia ich wszystkich. Cyberpunk, Science Fiction, to tak rozległe tematy, że po prostu nie sposób wszystko spamiętać. A dochodzi do tego zacego grona jeszcze jeden tytuł. Jest to pierwszy tom nowopowstającej trylogii Marie Lu, pt. „Warcross”. 
Are you ready?
Ø  YES (klik)
NO
"Postać ta była ukrytana wszelkich poziomach z jednym wyjątkiem - jakimś cudem udało mi się ją zobaczyć. (...) Jeśli to faktycznie Zero, nie urkył się tak dobrze, jak powinien."
 Emika Chen jest nastolatką, z którą życie nie obchodziło się łaskawie. Kiedy żył ojciec, świat nie wydawał się być tak brutalny, jak to okazało się po jego śmierci. Otrzymała w spadku nie tylko obrazy, ale i ogromne długi rodziciela, który tracił pieniądze w coraz to nowych zakładach bukmacherskich. Ponieważ musiała sobie radzić, postanowiła skupić się na tym, co umiała najlepiej: hakerstwie. Za pomocą umiejętności została 

Łowczynią Nagród, która próbowała przetrwać w wielkim mieście. Jednak nie była w stanie płacić za najbardziej podstawowe rzeczy. Groziła jej eksmisja. Ponieważ jednak była dobra w tym co robiła, pozwoliła sobie na niewyobrażalną dla nikogo rzecz. Warcross dla milionów ludzi stał się czymś więcej, niż grą, ale i sposobem na życie. Emika postanowiła, pod wpływem impulsu, zhakować mecz otwarcia mistrzostw i ukraść artefakt. Uczyniła coś, co nikomu do tej pory się nie udało i została zauważona. Spodziewała się kary, a otrzymała od losu niewyobrażalną szansę. Twórca gry zauważył w niej potencjał i wynajął w celu złapania hakera, który zagraża Warcrossowi. Dziewczyna przyjmuje warunki i rozpoczyna udział w turnieju, jednocześnie szukając wroga. Czy jej się to uda?
"Poszukałam spojrzeniem Keirę. Nadal była blada jak ściana. Chyba wciąż nie docierało do niej, że w mgnieniu oka anulowano nasze długi."

Nie ukrywam, że sięgnęłam po książkę Marie Lu z pewną rezerwą, może obawiając się wielu niedomówień i nieścisłości. Jakże byłam zaskoczona, kiedy nie mogłam się od lektury w żaden sposób oderwać. Pracuję bowiem w branży informatycznej, więc tym łatwiej byłoby mi znajdować nieścisłości. A jednak tego nie znalazłam. Więc albo ich nie było, albo po prostu byłam tak zachwycona czytaniem, że nie zwróciłam na nie większej uwagi.
"Nad każdym z nich, w momencie gdy spoczął na nim wzrok Zero, wyświetlał się symbol powierzonego mu zlecenia."
Ważnym elementem jest też język. Nie jest on perfekcyjny, gdyż znalazłam wiele literówek, a wypowiedzi postaci wydają mi się nieco zbyt jednorodne. W ogólnym jednak rozrachunku nie jest to aż tak bardzo irytujące. Wystarczy przywyknąć, że bohaterowie wypowiadają się w ten sam sposób. I chociaż może ich sentencje są podobne, to charaktery są niezwykle różne. Jest to niezwykle istotne, ponieważ wybacza błędy w kreowaniu języka postaci.
„Warcross” jest książką młodzieżową, skierowaną bardziej do nastolatków, niż bardziej dojrzałych czytelników, ale tak naprawę nie przekreśla żadnej grupy wiekowej. Po prostu pewne szczegóły przez „dorosłych” zostaną szybciej zauważone. To nie przeszkadza w czytaniu, po prostu jest wtedy nieco inaczej. Wiecie jak jest, romanse młodzieży inaczej przeżywają nastolatkowie, a dla dorosłego wydają się banalnym problemem. Mimo swojego wieku bardzo chętnie zagłębiłam się w świat Warcrossa i z wielką ciekawością oczekuję kolejnych tomów. Bardzo serdecznie polecam tę pozycję każdemu z miłośników cyberpankowych historii z kryminałem w tle.



Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Papierowy Księżyc.
Anna Bąk
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz