"Współlokatorzy" - Beth O`leary

Debity literackie są zazwyczaj tymi pozycjami, po które sięgam stosunkowo często. Ta brytyjska pisarka, również zwróciła moją uwagę. Za to stosunkowo rzadko sięgam po komedie romantyczne.
Postanowiłam mimo to posmakować literatury w wydaniu Beth O'leary, która swoją karierę pisarską rozpoczynała, publikując książki dla dzieci.  Za to swoją pierwszą powieść napisała w podmiejskim pociągu. Nie wiem, czy jest to akurat książka „Współlokatorzy”, ale właśnie wobec niej mam takie, a nie inne wrażenia. Jest niczym podróż - tam i z powrotem.

Napisać komedię to wielkie wyzwanie. Taką, która przypadnie do gustu poza granicami własnego kraju, w odmiennym kulturowo społeczeństwie – jeszcze trudniej. Tym bardziej podziwiam autorkę za kierunek, jaki obrała dla swojej powieści. Tym bardziej trudno jest mi też, napisać coś nieprzychylnego o  historii, z którą się spotkałam na łamach powieści, która jak by nie patrzeć, nie powaliła mnie na kolana. Daleko mi więc do westchnień i wyjątkowych uczuć wobec "Współokatorów". Muszę jednak przyznać, że mimo to, jest ona ciekawą alternatywą dla fanów wakacyjnych powieści romantycznych oraz zwolenników nieszablonowych historii o miłości.

Główni bohaterzy „Współlokatorów” to Tiffy Moore, dziewczyna, która rozstała się z chłopakiem (nie po raz pierwszy zresztą), od którego musi się uwolnić w każdym słowa tego znaczeniu. Wyprowadzka i nowe lokum to dopiero początek zmagań młodej kobiety z przeszłością. Tak poznaje Leona, chłopaka, który szuka współlokatora do swojego mieszkania. Ich znajomość nie jest jednak zwyczajna. Mieszkają w jednym mieszkaniu, śpią w jednym łóżku, ale nie widują się. Oryginalnie. Oboje są na życiowych rozdrożach i w finansowym dołku.
Nasi bohaterowie muszą jednak jakoś się komunikować. Z pomocą przychodzi im początkowo dziewczyna Leona. Z czasem jednak zaczynają wymieniać się ze sobą karteczkami, krótkimi liścikami, dzięki którym zbliżają się do siebie, a "pisana" znajomość przeradza się w prawdziwą przyjaźń. Zapewne domyślacie się już, że na tym nie poprzestaną, bo cóż by to była za komedia romantyczna bez przyspieszonego bicia serc i nieco pogmatwanych damsko-męskich związków.

Jak sami zauważycie, już sama fabuła może przykuć uwagę czytelnika. Do tego nieszablonowe postacie i oryginalne związki. Ciekawa narracja, która akurat bardzo przypadła mi do gustu. Lubię bowiem poznawać relacje bohaterów z ich własnej perspektywy. Dialogi – lekkie i zwinne, nadają akcji tempa oraz swoisty dla tego typu powieści klimat. Wszystko to składa się na uroczą, pełną ciepła, piękna i subtelnej miłości powieść. Szkoda tylko, że nie trafiła w moje serce, a przynajmniej nie z taką mocą, jakiej się spodziewałam.

„Współlokatorzy” nie są jednak tylko i wyłącznie lekką i zabawną komedią romantyczną, przy której można się pośmiać, powzruszać i zapomnieć na dzień po przeczytaniu. Powieść ma do zaoferowania znacznie więcej, niż może się to wydać na pierwszy rzut oka. Wartości i refleksje, jakie ze sobą niesie, nadają jej dodatkowego znaczenia.
Tym bardziej żałuję, że nie stała się oda w moim odczuciu czymś więcej niż naprawdę dobrą i ciekawą pozycją literacką. Epizodem jednym z wielu w moim książkowym świecie. Szanuję, podziwiam i polecam własnej ocenie.

Niekonwencjonalna komedia romantyczna — Zdecydowanie tak!
Zaskakująca, radosna, wspaniała – Czemu nie?
Rozkosznie zabawna – Czy ja wiem?
Mądra i głęboka – To fakt!
Z pokładem dobrej energii – Zgadzam się.

W pogoni za pasją może kiedyś spróbuję jej posmakować jeszcze raz.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros

Ocena 6-7/10
Edyta Sztylc


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

3 komentarze:

  1. Jestem w trakcie czytania i podoba mi się :) Bardzo fajna książka.
    Pozdrawiam, ELi https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co człowiek to i inne upodobania. Za jakiś czas penie jeszcze do niej wrócę.

      Usuń
  2. Książka czeka już na moim czytniku i jestem bardzo ciekawa, jak ja ją odbiorę. 😊

    OdpowiedzUsuń