"Kicia Kocia i Nunuś. W kuchni" Anita Głowińska

[źródło]
    „Kicia Kocia” jest jedną z najpopularniejszych, o ile nie najpopularniejszą serią książek dla dzieci. Jej główną bohaterką jest mała, biała kotka w wieku przedszkolnym. Przygody Kici śledzimy w różnych sytuacjach życia codziennej, na przykład w jednej z części, pod tytułem „Kicia Kocia ma braciszka Nunusia” młoda protagonistka mierzy się z istotną zmianą w swoim domu jaką jest pojawienie się nowego członka rodziny. Podobnie jak Kicia Kocia, książeczki z miękkimi kartkami opowiadające o tej postaci doczekały się również „rodzeństwa”. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom czytelników powstał cykl „Kicia Kocia i Nunuś”, który został napisany i zilustrowany w konwencji wcześniejszych części, ale składa się z książeczek twardostronicowych, maksymalnie uproszczonych pod względem tekstu i ilustracji, a grupą docelową czytelników są dzieci w wieku od roku do trzech.


    Przedmiotem niniejszej recenzji jest jedna z publikacji adresowana dla młodszych moli książkowych, czyli „Kicia Kocia i Nunuś. W kuchni”. Jak możecie łatwo się domyślić jest to historia poświęcona rodzeństwu, które udaje się do kuchni, aby myszkować po jej zakamarkach. Małe kotki otwierają szafki i szufladki, spoglądają co się znajduje w ich środku, oglądają kuchenkę czy lodówkę, a starsza siostra poucza brata o bodźcach czuciowych jakie mogą dostarczyć. Za razem Kicia Kocia ostrzega przed dotykaniem gorącej kuchenki. Końcówka publikacji to scenki z życia codziennego, wzbogacone o nazewnictwo typowe dla malutkich dzieci typu „am, am” czy „mniam, mniam”.
    W pierwszej kolejności, gdy przeczytałam z moją córką powyższą „Kicie Kocie” zastanawiałam się jaki jest sens pisania o zawartości szafek dziecku, które typowo dla tego wieku wyrzuca całą ich zawartość na podłogę i prawdopodobnie wie co gdzie leży lepiej niż rodzic. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że intencją autorki nie było typowe pokazanie topografii kuchni, ale wzbogacenie słownika naszego brzdąca. Ma to sens biorąc pod uwagę całokształt utworu, w którym autorka celowo używa słów typowo używanych przez najmłodszych.

    Drugi, może mniej widoczny temat poruszony w tej publikacji to opieka starszego rodzeństwa nad młodszym. Kicia Kocia uczy Nunusia nowych słów, ostrzega przed zagrożeniami, ale dba również, aby braciszek był najedzony i żeby nie był spragniony. Główna bohaterka jest troskliwą i cierpliwą siostrą, która może stanowić wzór do naśladowania. Oczywiście książeczka przedstawia idealny obraz miłości siostrzano - braterskiej, który nijak może dotyczyć naszej sytuacji rodzinnej. Niemniej jednak seria „Kicia Kocia i Nunuś” jest skierowana do dzieci najmłodszych, tak więc celem jest przekazanie informacji, których dotyczy główny temat książki a starszak ewentualnie może podpatrzeć jak ewentualnie mogłaby wyglądać jego relacja z siostrą lub bratem.
   Co jeszcze warto podkreślić to to co jedzą bohaterowie „W kuchni”. Są to zdrowe produkty, z reguły, które można samodzielnie przyrządzić w domu. Myślę, że w kontekście profilaktyki przeciwko otyłości i kształtowania zdrowego stylu życia taki detal również ma znaczenie.

   „Kicia Kocia i Nunuś. W kuchni” - osobiście mnie nie powala. Moim zdaniem jest to część dedykowana dzieciom młodszym niż rok, gdyż to one stykają się z takimi nowościami jak sztućce. Spotkanie dwulatka czy trzylatka nie znającego wyrazu „widelec” wydaje się być jakimś mało prawdopodobnym scenariuszem. Obawiam się, że jeśli rodzic podejdzie do tej książeczki tylko pod kątem nazewnictwa to jego pociecha szybko się nią znudzi. Dlatego też uważam, że warto spojrzeć na tę część pod kątem relacji pomiędzy rodzeństwem i zdrowego odżywiania.

Ocena
8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.



Magda Pchła
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz