''Księga M" - Peng Shepherd


Już dawno nie miałam okazji czytać książki, która ma w sobie elementy fantastyki lub science-fiction. Nie do końca przepadam za takimi klimatami, ale jednak czasem po nie sięgam i trafiłam na sporo powieści, które mi się podobały. Myślę, że to wszystko zależy od wykonania, podoba mi się pomieszanie świata realnego z tym nadprzyrodzonym i cieszę się jak autorzy znajdują bezpieczną granicę. Po opisie ,,Księgi M" wywnioskowałam, iż jest to książka, która spełnia moje oczekiwania i może okazać się naprawdę fascynująca. Czy tak było? 

Początkowo trochę się zdziwiłam, że czytelnik zostaje wrzucony do środka akcji. Zastanawiałam się, czy nie było jakiejś wcześniejszej części i nawet zaczęłam to sprawdzać, ale odnalazłam wręcz odwrotną informację - jest to pierwsza część i nie ma nic wcześniej. No więc brnęłam dalej i czekałam na rozwój wypadków. Poznajemy pewne małżeństwo, które żyje w samotności, dowiadujemy się o jakiejś przedziwnej chorobie, która miesza ludziom w głowach i sprawa, iż tracą cienie. Jednak skąd to wszystko? Jak to się zaczęło? Strzępki informacji dostajemy, ale dla mnie było to za mało. 

Na szczęście później akcja trochę zwalnia i zaczynają pojawiać się retrospekcje, z których dowiadujemy się sporo o samych bohaterach, genezie znikania cieni i zanikania pamięci u ludzi. To z pewnością jest ciekawe i fajnie, że powroty do przeszłości przeplatają się z tym, co rzeczywiste i aktualne. Retrospekcje też budują napięcie, ponieważ można je fajnie formułować, przerywać w niespodziewanych momentach i wracać do nich dwa lub trzy rozdziały później, przez które czytelnik nadal jest pobudzony, bo pragnie rozwiązać zagadki postawione przez autora. 

Fajnie, że autorka postanowiła zabawić się trochę narracją i prowadziła ją wielotorowo. Dzięki temu mogła wziąć pod lupę kilku bohaterów, a nie tylko Ory'ego, który w pewnym momencie zostaje sam jak palec i robi się nudny jak flaki z olejem. Dzięki temu, że pojawiają się również inne postacie, ich myśli, ich przeżycia, to całość z pewnością lepiej się czyta i na pewno ciekawi nas także ich los oraz jaki wpływ mają na fabułę, bo początkowo wszystko jest chaotyczne i kompletnie niejasne. Jednak można uznać to za pewną zaletą, bo ostatecznie całość jest logiczna, a każdy w jakiś tam sposób spełniał swe role. 

Mimo wszystko, nie potrafiłam poczuć klimatu tej książki. Wydawało mi się, że autorka za bardzo chciała, ale nie miała odpowiednich umiejętności, aby poradzić sobie z takim miksem gatunków. Czasem lepiej postawić sobie niżej poprzeczkę, ale stworzyć coś rzeczywiście poprawnego i trzymającego się stylistycznej kupy. Po prostu mnie do swojej twórczości nie przekonała. Wspomniałam wyżej, że fantastykę i science-fiction toleruję w rozsądnych proporcjach, a tu one były zachwiane. Sam styl też trochę mnie znudził. Całość zdecydowanie zbyt wolno się rozkręcała i momentami przysypiałam, co raczej nie powinno mieć miejsca przy ekscytującej powieści. Kreacja bohaterów też trochę zawiodła, nie potrafiłam czasami zrozumieć niektórych decyzji, bo wydawały mi się jakieś nienormalne i oderwane od rzeczywistości. 

Pomysł z pewnością był ciekawy i tego nie można zaprzeczyć. W treści pojawiło się kilka zaskoczeń, trochę mocniejszej akcji, ale jednak nie zostałam odpowiednio przekonana i raczej nie wróciłabym drugi raz do tej powieści. Jest ona spora, a więc czytanie zajęło mi kilka dni, bo jakoś nie potrafiłam się wciągnąć i ciągle robiłam sobie przerwy. Być może gdybym bardziej lubiła te gatunki, to byłoby mi łatwiej, a sama książka okazałaby się ciekawsza. 

,,Księga M" to książka, która trochę mnie rozczarowała. Miała swoje zalety, ale wady przeważały i sprawiły, iż całość odebrałam raczej słabo i nie chciałabym do niej wrócić. Myślę jednak, że jest to książka dość różnorodna i każdy może do niej podejść w inny sposób, więc sami powinniście zadecydować, czy jest warta Waszej uwagi. Jeśli gustujecie w fantastyce albo science-fiction, to możliwe, że będziecie mieć o niej całkiem odmienne zdanie. 



Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Burda Książki 



Patrycja Bomba
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz