"Pamięć lawendy" - Reyes Monforte

"Żeby gdzieś dotrzeć, zawsze trzeba wyjechać. A żeby to zrobić, trzeba otworzyć drzwi."

Nie tylko pięknie pachnie i wygląda fantastycznie. Lawenda, bo o niej mowa, ma szerokie zastosowanie. Uspokaja i pobudza, wspomaga układ trawienny, łagodzi ból, a nawet można ją stosować w kuchni. Dla bohaterki najnowszej powieści Reyes Monforte lawenda będzie oznaczała także pamięć, po stracie ukochanego. „Pamięć lawendy” jest najbardziej emocjonalną i osobistą powieścią autorki. Książka była moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością i myślę, że to spotkanie zaczęłam od bardzo dobrej książki. Dojrzała i zmuszająca do refleksji – tak w skrócie można ją podsumować. Co mnie jeszcze w niej zachwyciło? O tym poniżej.

Świat Leny, zawodowej fotografki, zawalił się maju. Pewnego, bardzo ważnego dnia bohaterka przestała oddychać, czuć, myśleć, śmiać się. Tamtego dnia walkę z chorobą przegrała najważniejsza dla Leny osoba – jej kochający mąż Jonas. Ostatnim życzeniem męża była prośba, by kobieta rozsypała jego prochy na polach lawendy, w samym sercu hiszpańskiej La Alcarrii. Dwa miesiące po śmierci Jonasa bohaterka decyduje się na podróż do Hiszpanii, w końcu ma siłę, by spełnić jego ostatnie życzenie. Na miejscu spotka się z grupą przyjaciół, którzy byli dla niej i jej męża niczym rodziną. Wśród nich będzie ksiądz Daniel, który był z Jonasem bardzo blisko. Czy tajemnica spowiedzi powstrzyma go przed wyjawieniem mrocznych tajemnic z przeszłości?


"Nigdy nie wiadomo, kto zmieni twoje życie, ale każdy z nas wie doskonale, kto pogrąży go w czarnej otchłani, kiedy odejdzie - zwłaszcza jeśli odchodzi przed czasem."

W pięknej Hiszpanii Lena otrzyma w spadku nie tylko przyjaźń, ale i nienawiść. Największym zagrożeniem okaże się brat zmarłego męża – Marco. Dlaczego mężczyzna nie pozwala na przeżycie żałoby, lecz jedyne co kobieta może od niego otrzymać to pogarda i nienawiść? Zakończeniem pobytu w Hiszpanii będzie rozpoczynający się w miasteczku Festiwal Lawendy, podczas którego długo skrywane sekrety wyjdą na jaw.

Każdy z nas (chyba) marzy o spotkaniu swojej bratniej duszy, człowieka, w którym będzie się odbijało nasze oblicze. Kochać i być kochanym. Taką osobę spotkała nasza bohaterka Lena, która od Jonasa dostała wszystko to, czego potrzebowała. Marzymy, by kochać i jednocześnie boimy się utracić ukochaną i najbliższą osobę. Tego niestety w życiu nie można uniknąć, a strata boli zawsze. Lena cierpi, bardzo przeżywa śmierć Jonasa, nie potrafi poradzić sobie z pozostawioną pustką, lecz to, co najbardziej podobało mi się w tej bohaterce – ona nie użala się nad sobą. Z dystansem opowiada o swojej tęsknocie i bólu, a jej słowa, choć dotyczą bardzo trudnego tematu, mogą przynieść pocieszenie. Choć tego, co doświadczyła, nie mogę odnieść do własnego życia, to nie raz podczas czytania miałam mokre oczy i czułam ucisk w klatce. Lena nie ukrywa niczego, wprost mówi o tym, co się czuje, gdy wali się cały świat, o przeżywaniu żałoby, o wciąż przypominających o śmierci kondolencjach. Nawet najpiękniejsze słowa pocieszenia nie wypełnią pustki i nie sprawią, że nasz świat przestanie być samotny.

"Najgorsze w stracie jest nie to, że ukochana osoba odchodzi — prawdziwy problem polega na tym, że nie pozwala ci sobie towarzyszyć, każe ci zostać, żyć w ciągłej szarej nieobecności, całkowicie anormalnej, raniącej cię i mszczącej się za minione przewinienia, których nawet nie pamiętasz."

Ogromnym wsparciem dla bohaterki są „odziedziczeni” przyjaciele. To w nich także wciąż żyje pamięć po zmarłym mężu. Książka bardzo przypomina pamiętnik, przewagę zatem będą tu miały fragmenty przypominające monolog bohaterki. Teraźniejszość będzie przeplatała się ze wspomnieniami o Jonasie, a żadna historia nie będzie wpleciona tu na siłę. Wyjazd do Hiszpanii, choć bardzo trudny i emocjonalny, nie będzie obfitował tylko w pozytywne emocje. Za sprawą Marco odżyją sekrety z przeszłości, ta czarna owca rodziny nie potrafi odpuścić i nawet po śmierci Jonasa pluje nienawiścią. Jak Lena z przyjaciółmi poradzą sobie z Marco i co takiego wydarzyło się w przeszłości?

Hiszpańska prowincja, pola lawendy i opowieść o stracie. „Pamięć lawendy” Reyes Monforte to książka, która w mądry sposób mówi o tym, jak uporać się ze śmiercią najbliższej osoby. Nie znajdziecie tutaj ckliwych i błahych dialogów i moralizatorskiego tonu. To powieść obyczajowa, która w subtelny i kojący sposób uczy, jak przetrwać ten trudny czas. Polecam.

Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu WAM

dorotbook
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Twoja recenzja bardzo zachęciła mnie do sięgnięcia tej książki. Lubię takie klimaty :)

    Pozdrawiam serdecznie!
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją od jakiegoś czasu w koszyku zamówień. Zastanawiam się i jednak chyba chciałabym ją kupić. To wszystko przez czytanie recenzji u BookParadise...

    OdpowiedzUsuń