"Pierwszy krok w chmurach opowiadania" - Marek Hłasko

  Marek Hłasko - pisarz odradzającej się Polski. Szybko zyskał miano najzdolniejszego pisarza młodego pokolenia, dzięki niekonwencjonalnym metodom twórczym i swojej ekstrawagancji. Życie autora było pełne wrażeń, często dość kontrowersyjnych, ale bez dwóch zdań można nazwać go wybitnym prozaikiem. Jest jedno słowo, które określa go dobitnie, a jest nim bunt. Bunt przeciw otaczającej go rzeczywistości.

  "Pierwszy krok w chmurach opowiadania" to zbiór szesnastu historii, zupełnie różnych od siebie. Jest jednak coś, co zespala je wszystkie w jedną całość. Jest nim właśnie wyżej wspomniany przeze mnie bunt, sprzeciw wobec zakłamaniu socrealistycznej Polski. Hłasko był wielce rozczarowany latami, w których przyszło mu żyć i z wielkim żalem opisuje w swych dziełach owe niezadowolenie. Opisuje w swych opowiadaniach prostych, zwykłych ludzi i ich sytuację, a także środowisko. Wszystko wydaje się szare, smętne, beznadziejne i byle jakie. Otacza ich zewsząd bieda, żal, ubóstwo, wszechogarniająca samotność i bezsens istnienia. A całość autor kwituje dosadnymi i mocnymi słowami, które nie pozostawiają żadnych złudzeń.

  Język w tym zbiorze z jednej strony jest lekki i przystępny dla czytelnika, a z drugiej strony występują liczne gry słów, które zrozumie już osoba inteligentniejsza. W, z pozoru, prostych słowach ukryte są głębokie refleksje Marka Hłaski, które trzeba umiejętnie odczytywać. 

 Dostrzec można również drastyczne, naturalistyczne obrazy świata. Być może to ze względu na fakt, iż Marek Hłasko inspirował się i cenił twórczość Fiodora Dostojewskiego, a ten z kolei w swych powieściach dzielił się z czytelnikiem wszystkim niezwykle szczegółowo. Dodatkowo trzeba przyznać, że sama okładka również jest bardzo sugestywna, z nutą realizmu. 

  Z jednej strony każde opowiadanie (krótsze, bądź dłuższe) jest zupełnie inne, przedstawia odrębną historię, a z drugiej zaś każde porusza ważny problem. Czasy komunizmu były niezwykle trudne i skomplikowane, a odzwierciedlenie ich w codzienności wyszło Hłasce bardzo dobrze. Prezentuje prozaiczne sytuacje, ale odnajduje w nich pewien ułamek tragiczności i uwydatnia go, by czytelnik mógł się z nim bliżej zapoznać. 

  Trzeba także zaznaczyć, że książka ta to także walka z silnymi emocjami. Początkowo może ich tak nie widać, bo bohaterowie pozornie poddają się losowi, pesymizm czuć na kilometr, a jednak są w jakiś sposób więźniami swoich własnych uczuć. Ta przeraźliwa samotność, która wydziera się z każdego opowiadania jest silniejsza, niż ich wrażliwość. Są więc oziębli i bierni. Każdy z nich przeżywa jakiś dramat, własną, prywatną apokalipsę. 

  Ta książka jest przesycona negatywnymi emocjami, więc nie czyta się jej łatwo. W dodatku szara okładka uwypukla jeszcze bardziej historie w niej zawarte. W żadnej sposób nie mogę negować twórczości Hłaski i nie odbiorę mu zasłużonych tytułów, jednakże książka ta nie była najlepszą, jaką w życiu przeczytałam. Doceniam jej kunszt i majestat, a także to, że dotyczy ważnego okresu w dziejach naszego kraju, ale nie zmienia to tego, iż nie jestem jej fanką. Nieustanna rozpacz i bunt odrobinę nudzą, może też i dlatego, że opisy nie są spektakularne i pełne wartkiej akcji, do której przywykłam, a są raczej bardzo statyczne, choć może tylko z pozoru? Mimo wszytko polecam ten zbiór każdemu, gdyż jest doskonałym preludium czasów niedawnych, a co gorsze - niektóre opowiadania są wciąż aktualne i jakże bolesne.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Iskry

Paulina Mocka

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz