"Różany eter" - Julia Gambrot

Dopiero od 120 lat kobiety mają prawo studiować na prawach równych mężczyznom. Tę zmianę wymusił ruch feministyczny II połowy XIX wieku. Pierwsze studentki nie miały jednak takich samych praw co mężczyźni, zaczynały jako wolne słuchaczki i rzadko uzyskiwały stopnie naukowe. Nie inaczej było na medycynie, wręcz nawet trudniej. Od wieków uważano tę dziedzinę za typowo męską, bo potrzeba było zachować zimną krew i podjąć działania, które niejednokrotnie uważano za niestosowne dla kobiet. Przyznać należy także, że progi uczelni nie były otwarte dla wszystkich chętnych pań ( panowie także nie dostawali się bez koligacji - czyt. szerokich pleców ), pierwsze z kobiet doktorów były córkami burmistrzów, doktorów i innych prominentów, szczególnie tych bogatszych.

Różany eter- to historia, która przybliża czytelnikowi to, z czym przychodziło mierzyć się pierwszym studentkom. Róża Zimmerman- jedna z pierwszych kobiet, które studiowały medycynę na początku XX wieku, "przełamywała lody" przyszłym pokoleniom kobiet- doktorów ( i łamała męskie serca). Dziewczyna wychowywała się w sierocińcu, podrzucona pod drzwi przez samego ojca. Jej matka zmarła przy porodzie, a ojciec później popełnił samobójstwo- tyle o sobie Róża wiedziała. Po rozpoczęciu studiów medycznych w życiu bohaterki zaczynają dziać się dziwne wypadki. Otrzymuje tajemnicze prezenty, kilkakrotnie spotyka mężczyznę w masce, a w pobliżu giną ludzie... Na dodatek w życiu kobiety pojawia się miłość ( i to nie jedna). A wszystko w epoce pięknych strojów, gdzie kobiecość wymagała podkreślenia i rządziła się określonymi zasadami. W epoce, która nie bez powodu bywa nazywaną "la belle Epoque".

Pierwsze, co mnie zdziwiło, to narracja- pierwszoosobowa. Historia opowiadana jest przez główną bohaterkę- Różę. Przyznam, że rzadko spotykam się z takim rozwiązaniem w powieściach historyczno- obyczajowych. Jednak już po kilku stronach zupełnie o tym zapomniałam, bo historia zaczęła mnie wciągać. Te pięćset kilkadziesiąt stron zabrało mnie nie tylko do tamtej epoki, która obfitowała atmosferą tajemniczości, nowych odkryć, sekretnych spotkań i ukrytych prawd rodzinnych, z domieszką strachu wobec niezrozumiałych zgonów i dziwności w zachowaniu ludzi, ale pozwoliło przeżyć jedną z najwspanialszych przygód i to na początku lata. Nie bez powodu od tego zaczynam, bo dzięki tej historii odbyłam niesamowitą podróż w czasie.

Pokłony wobec autorki za przemyślenie całej historii. Wątki się swobodnie przeplatały i uzupełniały, a tajemnica utrzymywana była do samego końca powieści. Akcja zaskakiwała mnie nagłymi zwrotami, była pełna niespodzianek i niebanalnych rozwiązań. To była przyjemność czytania. Historia z każdą kartką rozkręcała się i nie pozwoliła mi na chwilę nudy. Sprawił to także brak nudnawych, przedłużających się w nieskończoność opisów, wątków, czy naciąganych dialogów.

Brawo za kreację bohaterki, która wydawała mi się być osobą prawdziwą, z krwi i kości. Osobą pełną sprzecznych emocji, raz przepełnioną strachem, by za chwilę z tego samego powodu poczuć nadzieję,  czasami wątpiącą, a za chwilę podnoszącą czoło i ruszającą pełną parą do przodu. Osobą, w której lęk i obawa, pokonywane są przez ciekawość i miłość.

W historii pojawiło się kilka historycznych ciekawostek, m.in. pierwsze badania gastroskopowe, operacja zespalania jelit czy opisy sekcji zwłok. Zostali zgrabnie włączone w akcję powieści prawdziwe postacie historyczne, m.in. dr Jan Mikulicz-Radecki. 

Jest to powieść dla miłośników dawnych epok, szczególnie początku XX wieku, kochających podróże w czasie. Dla tych, którzy lubią połączenia powieści historyczno- obyczajowej ze elementami kryminalnymi. Dla osób, które uwielbiają tajemnice.


 ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lira.


Sylwia Szczepańska          




    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz