"Runy słowiańskie" - Tomasz Kosiński



I tak oto po raz kolejny borykam się z dylematami i problemami po przeczytaniu książki. Nakładem wydawnictwa Bellona ukazała się bowiem książka Tomasza Kosińskiego pod tytułem „Runy Słowiańskie”. Temat jest niezwykle ciekawy i właśnie dlatego sięgnęłam po tę pozycję. Muszę przyznać, że srodze się zawiodłam. Po pierwsze dlatego, że książka autora jest słaba, po drugie dlatego, że dostrzegam pewien niezdrowy trend samego wydawnictwa. O drodze Bellony wypowiadać się nie będę, ale na temat „Run Słowiańskich” już mogę. I niniejszym to czynię.
"Co więcej, bardzo możliwe jest, że te księgi zostały spisane w cyrlicy, stworzonej de facto przez innego Cyryla, bułgarskiego mnicha właśnie, a Konstantyn tylko upowszechnił ten alfabet i na łożu śmierci przyjął imię faktycznego twórcy tego pisma."
Książka w założeniu miała opowiadać o historii i pochodzeniu Słowian i run, którymi się posługiwali. Uznajmy, że tak właśnie jest. Autor obala teorie dzięwiętnasto- i dwudziestowiecznych niemieckich historyków, iż Słowianie, jako jedyny lud europejski, nie posługiwał się własnym pismem. Znając historię z czasów, powiedzmy, liceum, wiemy, że tak nie było i ta grupa etniczna jak najbardziej posługiwała się pismem runicznym. Okay, zatem tego dowiadujemy się z książki. Jest to teza możliwa do udowodnienia. Autor powołuje się na pracę znanych historyków, ale potrafi wysuwać, niestety, błędne wnioski i tezy. Odniosłam wrażenie naginania historii właściwej do utworzonej w głowie Kosińskiego tezy i usilną próbę jej udowodnienia. Weźmy na ten przykład etymologię słowa „Bask”, wytłumaczoną przez autora. Według niego pochodzi ono od naszego polskiego słowa „waść”. Ale że jak? Baskowie pochodzą od ludów zamieszkujących tereny Europy od 2000 lat przed naszą erą, a nasz „waść” jest słowem szlacheckim, czyli to jakiś XVI wiek naszej ery. Czy tylko mnie się coś w tej kalkulacji nie zgadza? To się przecież w ogóle nie spina w całość!
"Piekosiński wnikliwie zajął się tematem po 40 latach od odkrycia kamieni, ubolewając nad próbami zdeprecjonowania ich wartości."

Jest jeszcze coś, co bardzo mnie w tej książce irytowało. Powtarzalność. W wielu momentach można znaleźć „jak już pisałem w…”, „jak już wcześniej wspominałem w swojej innej książce…”. Po co pisać kolejne pozycje, skoro w kolejnych się tak na nie można powoływać. Ano zapewne dla pieniędzy, bo dla czegóż by innego. Chciałabym przejść koło tego wzruszając jedynie ramionami, ale nie mogę. Nie czytałam pozostałych książek pana Kosińskiego i wiem, że po nie nie sięgnę. Dlaczego? A no właśnie przez taką kryptoreklamę. Gdyby autor co chwila nie wypominał czego to nie napisał, nie poświęciłabym całego akapitu na wypunktowanie tegoż faux pas. Język jest… taki sobie. Odczuwa się tendencje źródeł, jak to określam. Chodzi tu o sposób pisania po przeczytaniu określonego źródła historycznego. Często ten zabieg jest nieświadomy, acz łatwo dostrzegalny. I także niezwykle irytujący. Ponad to zdania są dość długie, wielopoziomowe i czasem trzeba je przeczytać kilkukrotnie by mieć pewność, co autor miał na myśli. 
"Runopodobnym alfabetem, podobnym do zdeformowanego pisma dewangari i cyrlicy, została spisana na drewnianych tabliczhak kontrowersyjna Księga Welesa, uznawana przez środowisko naukowe za fałszerstwo, a dla neopogan, zwłascza na Ukrainie i Rusi, za Świętą Księgę Słowian."

No dobra. To w jaki sposób mogę ocenić taką książkę? Opierając się na własnej wiedzy lub/i korzystając z umiejętności łączenia przyczyn ze skutkami, stwierdzam, że ta pozycja jest po prosu słaba. Liczyłam, że zagłębię się w tajemniczy świat Słowian i ich pisma, a otrzymałam zlepek informacji pochodzących od różnych autorów. Zmęczyłam, ale żałuję poświęconego na tę lekturę czasu. Zostanie schowana w dalszy kąt regału i, niestety, zapomniana. Krótko, zwięźle i węzłowato – nie polecam. Książka zawiera ciekawe ryciny i obrazki, ale to jest jedyna dobra strona. Zawiera błędy merytoryczne, jest stosunkowo nudnie prowadzona. Szkoda czasu!

Ocena 2/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Bellona.
Anna Bąk

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz