"Wiedźmie drzewo" - Tana French

 Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Tany French. Nie wiedziałam w jakim gatunku tworzy ta irlandzka pisarka. Bardzo często sięgam bowiem po książki na chybił trafił, nie znając autora, gdyż daje mi to szansę trafić na coś, co mnie zachwyci. Gdybym wiedziała, że „Wiedźmie drzewo” należy do kryminałów, może tak być, że nigdy bym się na nie nie zdecydowała. Ponieważ trafiła w moje ręce, przeczytałam, chociaż nie było lekko.
"A na jasnozielonej trawie przed Zachem i Sallie leżało coś o żółtobrązowej barwie i choć nigdy w życiu nie widziałem tego na własne oczy, bez chwili namysłu zrozrumiałem, że to ludzka czaszka."
Głównym bohaterem jest Toby. Ten rozpieszczony lekkoduch ma w życiu po prostu farta i wiele rzeczy uchodzi mu płazem. Ponad to jest otoczony wianuszkiem wspaniałych przyjaciół, jest zakochany w cudownej dziewczynie (ze wzajemnością!), posiada wymarzoną pracę, w której odnosi sukcesy. Kto z nas nie chciałby mieć takiego życia? Okazuje się, że wszystko ma swój koniec i szczęście opuściło Toby’ego pewnej piątkowej nocy, kiedy z kumplami wybrał się na popijawę w barze. Wróciwszy do domu przyłapał próbujących go okraść włamywaczy i został przez nich bardzo brutalnie pobity. Po pobycie w szpitalu nie potrafi się pozbierać. Chociaż większość ran fizycznych się zagoiła, ciągle dręczą go lęki. W ramach rekonwalescencji wyjeżdża do Ivy House, domu, który pamięta z dzieciństwa, bowiem spędzał tam z kuzynami wakacje. Jego zadaniem jest opieka, a raczej dotrzymanie towarzystwa, śmiertelnie choremu wujowi. Kiedy jego stan zdrowia ulega poprawie, musi się zmierzyć z demonami przeszłości. W pniu ogrodowego wiązu znajdują bowiem ludzki szkielet. Okazuje się, że są to szczątki szkolnego kolegi protagonisty, a śledztwo skupia się na Toby’m. Czy różowe lata dzieciństwa okażą się kłamstwem? Jaka jest prawda? To wszystko znajdziecie w książce „Wiedźmie drzewo”.
Trudno wypowiedzieć mi się obiektywnie o tej powieści. Po pierwsze jest to kryminał, za którymi nie przepadam, z drugiej jednak strony, warto czytać gatunki inne niż na co dzień. Czasem można trafić na jakąś ciekawą perełkę. Jednak nie w tym wypadku. Muszę przyznać, że postać głównego bohatera bardzo mnie irytowała. Taki typ faceta, który dzięki szczęści prześlizguje się przez życie, bez poczucia rodzinnej odpowiedzialności, jakby istnienie było jedynie zabawą, a nie ciągiem wyzwań. Pochodzący z bogatszej rodziny nie widzi problemów przeciętnych ludzi (np. jednego z kolegów). Po prostu płynie. Kiedy jednak spotyka go nieszczęście użala się nad sobą. Jestem praktyczną babką, jeśli spotka  mnie nieszczęścia trochę popsioczę, powkurzam się, a potem biorę w garść i rozwiązuję problemy. Ale nie, Toby będzie się załamywał, marudził, bo przecież on jest taki poszkodowany. Nosz kurcze…
"Droga do Ivy House w to niedzielne popołudnie bardzo przypominała trip na kwasie."
Co do fabuły to uważam, że jest… nudna, przewidywalna i banalna. Niestety. Przypuszczam, że wszystko niemiłosiernie mi się dłużyło ze względu na fakt, że bardzo nie lubiłam pierwszoplanowego bohatera. Opowieść jest snuta jego ustami, jakby retrospekcja wszystkich minionych wydarzeń. Niby tak, no ale jednak jakby nie… Brnęłam przez kolejne karty, licząc, że nie zanudzę się na śmierć. Ratował mnie jedynie język, który jest na wysokim poziomie i jest to niewątpliwie zaleta tłumacza.
"Ręce tak mi dygotały, że dopiero za trzecim razem udało mi się wsunąć telefon do kieszeni dżinsów."
Czy polecam „Wiedźmie drzewo” Tany French? Nie wiem. Mnie książka się nie podobała i uważam ją za stratę czasu, z drugiej strony nie jestem miłośniczką kryminałów i może dlatego nie potrafię znaleźć radości w tej lekturze. Chcę być uczciwa w swojej ocenie, dlatego moja nota jest taka, nie inna. Jeżeli jednak lubisz kryminały, przeczytaj „Wiedźmie drzewo”. A potem zostaw komentarz, na który chętnie odpowiem.
Ocena 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Albatros.
Anna Bąk

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz