"Wisznia ze słowiańskiej głuszy" - Aleksandra Katarzyna Maludy

Z twórczością Aleksandry Katarzyny Maludy miałam przyjemność spotkać się po raz pierwszy. I było to jak najbardziej owocne spotkanie.

Zaskoczył mnie przede wszystkim styl autorki, który jest inny, charakterystyczny, ale jednocześnie lekki i przyjemny w odbiorze. Widać, że Aleksandra Katarzyna Maludy ma bogaty język. Spodobało mi się, że postanowiła połączyć wątek obyczajowy z historycznym, a także baśniami i mitami. Zdecydowanie lubię takie mieszanki. Jest to coś nowego dla mnie i jak najbardziej ciekawego.

Zadowolona jestem z czasu i miejsca akcji, bowiem zostajemy przeniesieni do przeszłości, w miejsce, gdzie mężczyźni rządzą twardą ręką, a kobiety są uległe i nie mają prawa głosu. Świat ten jest brutalny, a płeć piękna ma naprawdę ciężko. Spotyka te kobiety wiele cierpienia.

Bardzo, ale to bardzo podoba mi się charakter głównej bohaterki, która ma pazura, wie czego chce od życia i potrafi postawić na swoje. Uwielbiam książki, w których kobieta jest silna. Wisznia zdecydowanie skradła moje serce.

Ogromnie zachwyca mnie wplecenie baśni w całą historię. To jest naprawdę świetny element, który nadaje świeżości i oryginalności. Nie nudziłam się nawet przez chwilę, z czego jestem bardzo zadowolona. Lubię również to, że autorka skupia się na tym co ważne i nie przeciąga na siłę powieści.

Chociaż nie jestem miłośniczką powieści historycznych, to ta skradła moje serce i pokazała, że czasami warto sięgnąć po coś innego. Według mnie autorka odwaliła kawał dobrej roboty i napisała bardzo dobą powieść. Widać, że nie jest to pierwsza książka, którą stworzyła.

"Wisznia ze słowiańskiej głuszy" to świetna powieść, która przedstawia niezwykłą historię. Połączenie przeszłości z baśniami daje rewelacyjny i zadowalający efekt. Zabawa podczas czytania jest przednia, a lektura umila czas.


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Z twórczością autorki zetknęłam się pierwszy raz po zakupie "Dzikich serc". I ja będę zachwycona "Wisznią". Recenzja śliczna, a moja "Wisznia" jest obok mnie...

    OdpowiedzUsuń