"Czerwień kości" - Ann Cleeves

"Czerwień kości" jest to trzecia część serii szetlandzkiej autorstwa Anny Cleeves.
W tym tomie pojawiają się już znani bohaterowie tacy jak Jimmy Perez, Fran czy Sandy, ale jest również sporo nowych postaci. 
Akcja powieści rozpoczyna się nietypowo jak na kryminał, od narodzin, jednakże już niedługo wraca na swoje tory, typowe do kryminału. Na stanowisku archeologicznym zostają znalezione ludzkie szczątki i dochodzi do tajemniczego zgonu: starsza kobieta Mima, zostaje znaleziona martwa przez swojego wnuka, Sandego. Kobieta została zastrzelona. Czy jest ofiarą zabłąkanej kuli? A może ktoś celowo zakończył żywot staruszki? W śledztwo ponownie zostaje zaangażowany Jimmy Perez. Czy pomiędzy znaleziskiem i śmiercią Mimy istnieje jakiś związek? 
Podobnie jak w poprzednich częściach fabuła składa się z wielu mikrohistoryjek, które prowadzą cztelnika do ostatecznego rozstrzygnięcia. Przyznam, że to powoduje pewną trudność w zapamiętaniu co się wydarzyło, zwłaszcza jeśli z jakiegoś powodu nie uda nam się przeczytać powieści dzień po dniu, tylko pomiędzy lekturą jednego rozdziału, a drugiego upływa dłuższy czas. Jak już wspomniałam w powieści pojawiają się starzy, jak i nowi bohaterowie. Trzeba przyznać, że są zróżnicowani, nieidealni, czyli tacy jakich lubię. Niewątpliwie mogą budzić ciekawość. Autorce udało się w bardzo udany sposób przedstawić ludzi, którzy skrywają swoje emocje i ciche wojny, które prowadzą. Niemniej muszę dodać łyżkę dziegciu do tego słodkiego opisu, gdyż zabrakło mi rozwoju starych postaci typu Jimmy. Myślę, że idealnym określeniem dla tej postaci jest przymiotnik: "nijaki". 
Kolejna moja uwaga w pewnym stopniu odnosi się również do tego co napisałam w poprzednim akapicie: miałam kłopot z zaangażowanie się w czytanie książki. O ile w "Czerni kruka" i "Bieli nocy" nie miałam takiego problemu, o tyle tu, przy tej powieści, trochę mi to zajęło. Wydaje mi się, że autorka zbyt mocno skupiła się na pobocznych bohaterach i wątkach, a zapomniała o Jimmy'm i Fran. Niestety sama zagadka kryminalna nie porwała mnie i jestem tym faktem mocno rozczarowana. We wcześniejszych częściach powolny rozwój fabuły można było określić, iż jest to zabieg nadający klimat, wpisujący się w spokojny krajobraz Szetlandów. W "Czerwieni kości" została jednak przekroczona moja granica tolerancji i tylko sympatia do autorki zmotywowała mnie do przeczytania tego tomu. Bez wątpienie, nie jest to moja ulubiona część cyklu i muszę przyznać sama przed sobą, że się wynudziłam. 
Same Szetlandy stanowią piękne tło dla akcji powieści. Niezmiennie wywołują we mnie zachwyt, choć w kontekście nadchodzącej jesieni, braku słońca i deszczu wydają się mniej zachęcającą perspektywą na krókie wakacje. W każdej z trzech tomów czytelnicy mogą poznać inną stronę tego miejsca. Przyznaje, że mnie zaskoczył sam pomysł prowadzenia badań archeologicznych na takim pustkowiu. W moim wyobrażeniu nic z dawnych osiągnięć małych szetlandzkich społeczności nie mogło się zachować, gdyż nie sprzyjał temu wietrzny i wilgotny klimat. Niewątpliwie "Czerwień kości" otworzyła mi oczy na tą kwestię. 
Mimo, iż "Czerwień kości" można czytać niezależnie od pozostałych tomów to nikomu nie polecam zabierać się za tę część jako pierwszą, gdyż to mogłoby zniechęcić do twórczości Cleeves. Myślę, że ten tom jest dedykowany miłośnikom jej twórczości, którzy przymkną oko na rozwlekły styl. Niewątpliwie znajdą w nim to co pokochali we wcześniejszych książkach – klaustrofobiczną i lekko mroczną atmosferę, która jednocześnie jest dość intymna. Szetlandy nie są dla każdego, tak samo jak książki Cleeves, lecz tego kogo zauroczą na pewno do nich wróci z wielkim sentymentem.

Ocena 6/10
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz