"Herezja miłości 3" - Ena Moriyama 18+


  Wszystko co dobre, szybko się kończy, taka to mała życiowa prawda na początek. W rzeczywistości, coś, co lubimy, pędzi na łeb, na szyję i trudno spowolnić upływ czasu. Jest to jeszcze trudniejsze, jeśli czytamy coś, co się nam podoba. Tym bardziej, jeśli jest to po prostu manga. Z komiksami i mangami się lubimy, ale muszą być trafione w punkt, bo inaczej szybko się nudzę i jakoś tak tracę rezon. Na szczęście manga Eny Moriyamy  pt. „Herezja miłości” należy do tej pierwszej kategorii i niniejszym prezentuję trzeci i zarazem ostatni tom tej, hmm…. zakazanej historii.
   Dwudziestoletnia Yoshino jest pewną siebie i energiczną dziewczyną. Ma swoje marzenia, swoje plany, ale wie, że wiele z nich nigdy nie zostanie zrealizowanych. Zapytacie: dlaczego? Otóż będąc dzieckiem, po stracie rodziców i tułaniu się po rodzinie jako niechciany bachor, zdecydowała się na podpisanie paktu z demonem Belialem. Cyrograf zakłada, że piekielny książę będzie spełniał życzenia dziewczyny i dbał o nią, a w zamian ona ma płacić własnym ciałem: najpierw pocałunkami, które stawały się bardziej namiętne, aż w końcu miała mu oddać swoje dziewictwo. Lecz Yoshino jest przezorna, ponieważ chciałaby oddać się komuś, kogo pokocha, z kim będzie mogła założyć rodzinę. Czy można planować przyszłość z demonem? Z poprzedniego tomu dowiadujemy się, że dwudziestolatka tak naprawdę pokochała Beliala i chciałaby z nim przeżyć swoje życie. Domyśla się jednak, że demonowi zależy jedynie na jej ciele i duszy, dlatego nie robi sobie wielkich nadziei. A prawda jest przecież taka prosta… Belial jest zdezorientowany i pełen wątpliwości. Powoli zdaje sobie sprawę, że uczucie, którym darzy młodą kobietę, jest silniejsze, niżby przypuszczał i nie jest pewien, czy wolno mu poddać się porywom serca. W końcu demon decyduje się na pewien krok, a Yoshino poznaje prawdę o cyrografie od pewnego anioła, chcącego pozbyć się jej ukochanego. Czy dziewczyna i pomiot piekieł skazani są na porażkę? A może jednak los się do nich uśmiechnie? Tego nie zdradzę. Przeczytajcie sami!

   Ena Moriyama w „Herezji miłości” trzyma poziom. Pewnie dlatego, że jest to jedynie trylogia, a nie dwudziestotomowy tasiemiec. Historia jest spójna i wciągająca, bohaterowie mają swoje przemyślenia, co sprawia, że nie są dwuwymiarowi. Jakby to powiedzieć, mają na swój sposób głębię. Chociaż w kontekście mangi o podtekście erotycznym to ta głębia brzmi dwuznacznie. Bardzo spodobało mi się również to, że autorka nie pozostawiła żadnych niechcianych sierot i wszystkie wątki zostały pozamykane. Trochę szkoda, bo liczyłam, że będzie można nieco „Herezję” przeciągnąć, ale dla dobra wszystkich niech zostanie w ilości takiej, nie innej.

    Manga jest naprawdę wciągająca. Częściowo ze względu na wątek erotyczny, ale tak naprawdę opowiada o miłości i zrozumieniu samego siebie. O potrzebach, tęsknotach i marzeniach. I o tym, że trzeba ze sobą rozmawiać. Gdyby bohaterowie od samego początku postawili między sobą sprawy jasno, historia skończyłaby się maksymalnie w dwóch tomach. Ale przecież chodziło o wciągnięcie czytelnika i nakłonienie go, do sięgnięcia po tom numer trzy. Dobra robota!  A podsumowując i trylogię, i ten tom, to po prostu polecam i tyle. Naprawdę warto zanurzyć się w tej historii, przynajmniej na chwilę.
Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu WANEKO.
Anna Bąk

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz