"Kochankowie brzydszej córki" - Piotr Jezierski

O, to coś dla mnie. Kryminał ze zbrodnią w tle. Tytuł zwiastuje jakieś problemy rodzinne, tajemnicę, zemstę z miłości, w końcu jakiegoś trupa i poszukiwanie prawdy – w końcu w tytule „kochankowie”, „córka”. Wyobraźcie sobie więc moje zaskoczenie (żeby nie powiedzieć: rozczarowanie), gdy okazuje się, że „Kochankowie brzydszej córki” nie ma nic wspólnego z moim wyobrażeniem. Owszem, jest trup i tajemnica, ale z zupełnie innym niż się spodziewałam tłem. Tłem historycznym, czyli coś – wydawałoby się – zupełnie nie dla mnie. Mało tego – ku memu przerażeniu, mamy tu nawet nieco fantastyki. Gatunek zdecydowanie „nie mój”, ale jako że ma istotne w powieści znaczenie – akceptuję ten fakt bez gadania.
Akcja powieści toczy się w latach 60 XX wieku w powojennej Warszawie, która wygląda jednak zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Wojna, choć nie jest dla dzieła najważniejszym aspektem, ma znaczenie i warto o niej wspomnieć, bowiem w powieści Jezierskiego zakończyła się zupełnie inaczej, niż wiemy. Cała zawarta w kryminale historia rozpoczyna się od brutalnej napaści na profesora Gerkego, któremu jednak udaje się ujść z życiem. Co więcej – zabija jednego z napastników. I tu rodzi się pytanie: o co tak naprawdę tu chodzi, dlaczego profesor padł ofiarą napaści? Kim są napastnicy?
Na odpowiedź na te pytania będziemy musieli sobie sporo poczekać, bowiem zanim prawda ujrzy światło dzienne, czeka nas długie, pełne zawiłości (nieraz może aż za bardzo kręte…) śledztwo, które poprowadzi błyskotliwy śledczy Stach Kubiak. Błyskotliwy, i to chyba jego największa pozytywna cecha. Niestety, jakoś innych się nie dopatrzyłam. Autorzy lubią kreować bohaterów-śledczych „twardych jak stal”, o ciętym języku, nieco zdziwaczałych, ale zawsze starają się powiedzieć o nich jak najwięcej i wzbudzić sympatię. Tutaj niestety tego zabrakło. Nie dość, że o Stachu wiemy niewiele, czy to o jego przeszłości, czy o nim samym, to jeszcze jakoś niespecjalnie da się chłop lubić. Ale cóż, nie o sympatię w końcu tu idzie, ale o śledztwo, które wciąż pozostaje nierozwiązane.
Śledztwo. No cóż, zagadka jest trudna do rozwiązania, jej rozwiązanie też do łatwych nie należy, podobnie jak finał całości, ale zrozumienie jej – to już wyższa szkoła jazdy. Czytając kilkukrotnie czułam się jak za młodu, gdy uczyłam się do egzaminu i musiałam czytać notatki po kilka razy, by w końcu coś zrozumieć: w powieści zdarzały się wątki tak pogmatwane i tak niedopowiedziane, że wymagały nie lada skupienia, by nadążyć za tokiem rozumowania autora. Nie mówię że bez przerwy, nie, nie, jednak zdarzały się momenty, że lektura zamiast cieszyć i wciągać, rozdrażniała i sprawiała, że czułam się nią nieco zmęczona. Przytłaczały mnie nie tylko niedopowiedzenia i zaplątana akcja, ale także mnogość bohaterów, których nijak nie idzie spamiętać. Moim zdaniem jest ich nieco zbyt dużo, przez co tak naprawdę żadnego z nich nie możemy poznać lepiej. Gdy tylko próbujemy, on znika nam z horyzontu, zastąpiony kolejnym.
To, co wydawać by się mogło przykuje moją uwagę – zbrodnia, tajemnica, śledztwo, okazało się mniej atrakcyjne od tego, co mnie od książki odpychało: elementy fantastyki splecione z historią. Nigdy jakoś szczególnie fanką historii nie byłam, ale przyznaję, nie da się przejść obojętnie koło wizji Warszawy, którą nakreślił Jezierski. Całkiem sporo tu dosadnych opisów miasta, szczególnie Pragi, bowiem to ją autor wziął na tapetę. Ileż tu bandziorów, ileż brzydoty! 
Stach patrzył przez chwilę na rzędy przesuwających się za oknem kamienic. Ludzi chodzących dziurawymi chodnikami. Stojących w bramach mężczyzn, migających się od obowiązku pracy. Romskie kobiety, które żywo gestykulując, kłóciły się z dozorcą. W duchu musiał przyznać, że lubi to miasto bardziej niż jego ładniejszą siostrę. 
No i tutaj dochodzimy do punktu kulminacyjnego całości: skąd taki, a nie inny tytuł? Kim są ci kochankowie, kim jest brzydsza siostra? Niespodzianka: z pewnością nie chodzi o ludzi, a przynajmniej o tych rzeczywistych. Tytuł bowiem nawiązuje do legendy o powstaniu Warszawy, w myśl której Wars i Sawa mieli dwie córki: jedną ładniejszą, oraz drugą, brzydką, która w powieści występuje, choć w nieco innej postaci. Jakiej? Tego musicie dowiedzieć się sami, sięgając po „Kochanków brzydszej córki”. Jeśli oczywiście podejmiecie wyzwanie, bowiem lektura do przysłowiowych „lekkich i łatwych” zdecydowanie nie należy. 

Ocena: 5/10
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz