‘’Miłość po sąsiedzku” – Belle Aurora


Pierwsza część tej serii nie porwała mnie szczególnie, ale była przyjemna, więc uznałam, że warto brnąć w to dalej i poznawać kolejne tomy. Romanse od dawna już mnie nie zaskakują, więc nigdy nie liczę na nic odkrywczego, ale oczekuję lektury, która będzie lekka, przyjemna i łatwa w odbiorze. Po ten gatunek sięgam rzadko, jednak od czasu do czasu potrzebuję trochę odpocząć i zrelaksować się przy prostej powieści, gdzie nie muszę rozwiązywać żadnych zagadek i zapamiętywać każdego wątku, aby móc zrozumieć sens fabuły.

Asher i Natalie ciągle pamiętają o wspólnie spędzonej nocy i nie potrafią o niej zapomnieć, co komplikuje im życie. Nie potrafią przebywać blisko siebie, więc postanawiają o wszystkim zapomnieć i pójść swoimi drogami. To jednak nie do końca zdaje egzamin, a przełomowy moment następuje, gdy Natalie przeprowadza się do nowego mieszkania. Czy między tą dwójką pojawi się uczucie? Czy będą potrafili się porozumieć?

Wyżej już wspomniałam, że pierwsza część tego cyklu nie była niczym wyjątkowym, ale też nie była katastrofą, bo przeczytałam ją z przyjemnością. Była prosta, zwyczajna, trochę przesłodzona, ale jednak ciekawa i z lekkim pazurem. Autorka zachowała proporcje między różnymi wątkami, nie wyolbrzymiała niektórych problemów, co często mnie irytuje. Dlaczego o tym wspominam skoro recenzja ta dotyczy ,,Miłości po sąsiedzku?”. Piszę o tym, ponieważ ta książka jest kompletnym przeciwieństwem i to mi się naprawdę nie spodobało.

Autorka poszła w stronę, której nie lubię i sprawiła, że powieść ta bazowała na seksie. Nawet jeśli go nie było, to bohaterzy o nim myśleli i mówili. Owszem, pojawiały się inne wątki, ale jakoś ich nie dostrzegałam przez zniesmaczenie tym wszechobecnym erotyzmem. Rozumiem, że jest to romans, a w nich teraz trzeba umieszczać takie sceny, aby sprzedaż szła pięknie i dynamicznie, ale to nie dla mnie. Unikam takich książek i po tę sięgnęłam ponieważ myślałam, że będzie podobna do ,,Friend-zoned”.

Zawiodłam się również na innych aspektach. Zawsze, gdy w książkach pojawia się motyw koszmarów sennych związanych z trudną przeszłością, mam ochotę się zabić albo wydłubać oczy. To jest już tak nudny wątek, że nie rozumiem, dlaczego autorzy dalej na nim bazują. Wiem, że takie rzeczy zdarzają się w rzeczywistości (chociaż ja nigdy nie spotkałam nikogo, kto miałby koszmary), ale książki wyolbrzymiają ten problem. Czekam aż autorzy wymyślą coś nowego, co będzie trzeba podkreślać w każdej powieści przez najbliższych pięć lat.

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że książka ta kompletnie mnie rozczarowała, bo jednak tak nie było. Przeczytałam ją w całości i myślę, że głównie przez sympatię do jej bohaterów. Polubiłam impulsywną Natalie, która wiedziała, czego chce i nie użalała się na sobą przez całą książkę. Zdarzały jej się momenty słabości, ale przecież nie każdy musi być twardy przez całe życie. Co do Ashera mam mieszane uczucia, ale jego kreacja bez wątpienia również okazała się ciekawa. Podoba mi się to, że autorka postarała się, aby pewne rytuały poznane w poprzedniej części, były również obecne w ,,Miłości po sąsiedzku”, dzięki czemu mogliśmy przekonać się, jak żyją inni bohaterowie.

Myślę, że książka ta mogła być zdecydowanie lepsza, gdyby autorka nie skupiła się tylko i wyłącznie na opisywaniu scen seksu, przez co wszystko inne w moich oczach zeszło na dalszy plan. Mimo wszystko, przeczytałam całość dość szybko i dalej mam bardzo mieszane uczucia, ale wiem, że po tej powieści oczekiwałam czegoś całkiem innego. Szkoda, że się zawiodłam.


Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu

Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz