"Mój Torin" - K. Webster


Wydawnictwo NieZwykłe nie wzięło swoją nazwy z nikąd. Dlaczego tak piszę? Otóż zdecydowana większość książek, które ich nakładem trafiają na polski rynek wydawniczych jest niezwykłych. Do jednych z takich perełek bezsprzecznie zaliczę książkę K. Webster „Mój Torin”

To historia dziewczyny, której życie od momentu narodzin naznaczone było problemami.  Pierwszym było porzucenie przez matkę oraz głód narkotyczny, jaki odczuwała po urodzeniu. Casey wielokrotnie zmieniała rodziny zastępcze, gdyż jako dziecko obarczone ADHD i innymi dolegliwościami nie znalazła rodziny, która chciałaby ją adoptować. Kiedy na parę miesięcy przed swoimi osiemnastymi urodziny, dziewczyna planuje swoją przyszłość, nagle w jej życie obraca się o przysłowiowe 180 stopni. Zostaje zaproszona do zamieszkania wraz z dwoma braćmi w zamku bez okien. Casey nie wierzy w bajki i pełna obaw wypatruje „haczyka” w szczęściu, które zaczęło się do niej uśmiechać. Haczykiem jest Torin- chłopak ze schorzeniami ze spektrum autyzmu.

Uwielbiam historie, w które autor wkłada nie tylko swoje pomysły, ale przede wszystkim swoją pracę, by to co chce przekazać, było prawdziwe i realne. Taka jest ta historia. K. Webster spędziła wpierw mnóstwo czasu na przygotowaniu się do opisywania tego czym jest autyzm i jak sama przyznaje wiele przekonań, które miała o tym schorzeniu było błędnych, jednak pomogło jej zrozumień ogrom zmagań prowadzonych przez ludzi obarczonych tą chorobą ze życiem w społeczeństwie. I z czystym sumieniem mogę napisać, że ta historie naprawdę otwiera oczy na autyzm, na walkę jaką toczą osoby z tą chorobą, niemal każdego dnia.

Przyznam, że i ja miałam mieszane uczucia na początku historii, gdy była ona opowiadana tylko przez Casey i Tylera. Nie potrafiłam zrozumieć zachowania Torina, chociaż wiedziałam, że jest ono skutkiem choroby, z którą przyszło mu żyć. Dopiero wprowadzenie do narracji jego myśli, jego postrzegania, jego powieści dało mi pełny obraz tej choroby.

Ciało jednak ponownie nie słucha moich pragnień.
Jestem zmuszony patrzeć.
Nie mogę nic zrobić.

Nie znajdziemy w tej książce dużo humoru, wszak historia jest poważna, zdumiewająca i ważna. Jednak niektóre sceny mogą wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Za to znajdziemy w historii mnóstwo uczuć i emocji. Jest miłość, jest i namiętność, a nawet sceny pełne erotyzmu ( oczywiście dawkowane w subtelny i odpowiedni sposób). Jest choroba, jest i rozpacz, jest śmierć i strata. Są chwilę grozy, napięcia i strachu. Ale są i momenty wypełnione szczęściem. Na niewielu stronach ( książka ma tylko około 260 stron) autorce udało się zamieścić tyleż różnorakich emocji.

Wracając do samych bohaterów, to miała dziwne uczucie, że oni sami mogliby istnieć, ale sama historia, w której zostali umieszczeni jest trochę naciągana. Jest jak bajka, w której biedna dziewczyna odnajduje swoich księci, a ci porywają ja do swojego zamku, by żyć… Przyznaje się. Pomimo tego, historia tak mnie wciągnęła, że nie tylko pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia ( to także zasługa wspaniałego języka autorki), ale co chwila zerkałam na dalsze strony wyczytując fragmenty, gdyż nie mogła się doczekać tego, jak ta historia skończy się dla każdego z bohaterów. 

Potrzebuje jej.
Potrzebuje jej jak powietrza, którym oboje oddychamy.
Potrzebuje wciąśgnąć ją w płuca i żyć jej esencją.
Potrzebuje ją poczuć, posmakować, dotknąć, polizać, powąchać, polizać.
„Mój Torin” to książką, która naprawdę warto przeczytać. To jedna z niewielu pozycji, przy których czytelnik odniesie wrażenie, że jego postrzeganie pewnych spraw uległo zmianie, i to zdecydowanie zmianie na lepsze.

Sylwia Szczepańska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz