"Trinkets" - Kirsten Smith

Lubicie seriale Netflix’a? A czy oglądacie może „Trinkets”? Nie ważne czy odpowiedzieć będzie „Tak” czy „Nie”. Ja zapraszam Was do Trinkets w wersji książkowej.


Trzy nastolatki. Trzy różne historie. A połączyły je … kradzieże w sklepach.
Tabitha, królowa szkoły, zawsze modnie ubrana, dziewczyna najprzystojniejszego chłopaka, murowana kandydatka na „Królową Balu”. Wydawać mogłoby się, że życie ją rozpieszcza, ojciec ją rozpieszcza. A jednak czegoś jej brakuje.
Elodie, niczym cień przemyka szkolnymi korytarzami, mówi wierszem i angażuje się, jako fotograf, w tworzenie szkolnego albumu. Jednak nie wszystko w życiu dziewczyny jest takie oczywiste.
Moe, zdawałoby się, że twardzielka.  Chodzi własnymi ścieżkami, ale… czy na pewno własnymi.
Trzy dziewczyny, trzy różne środowiska i trzy ogromne, samotne serca, które łakną odrobiny przyjaźni i dostrzeżenia w nich tych, kim są naprawdę, a nie tylko kogo udają. Brak zrozumienia we własnych rodzinach. Brak akceptacji w środowisku, w którym się obracają, sprawiają, że w poszukiwaniu „adrenaliny” nastolatki kradną. Niestety, każda z nich zostaje przyłapana, w efekcie czego trafiają na zajęcia terapeutyczne dla kleptomanów. Tam się spotykają i tam rodzi się ich przyjaźń.

Pierwsze moje odczucie, gdy zaczęłam czytać tę książkę, to przerażenie. Myślę sobie, „Matko, książka dla młodzieży, w której ktoś opisuje jak super i cudownie jest kraść?! Kto to wymyślił?” Ale z każdą stroną moje zrozumienie dla tej historii rosło. To książka przede wszystkim o samoakceptacji, o samotności i braku zrozumienia, o odnajdywaniu swojego miejsca w społeczeństwie, o odnajdywaniu swojego „ja” i o przyjaźni, prawdziwej przyjaźni. Dużo? Bardzo dużo. A ja jednak czuję pewien niedosyt, jakby czegoś brakowało mi w całej tej przygodzie.

Spada na mnie olśnienie, że to właśnie spotyka księżniczki w prawdziwym życiu. Nie zostają obudzone pocałunkiem przez księcia. Nie dostają kluczy do królestwa. Nie żyją długo i szczęśliwie. W prawdziwym życiu zostają publicznie upokorzone, zrzucone ze swojej wieży. Tego ci nikt nie powie, kiedy jesteś mała: w głębi duszy wszyscy nienawidzą księżniczki. Każdy chciałby popatrzeć na jej upadek.

Narrację historii prowadzi naprzemiennie każda z nastolatek. Dzięki temu dowiadujemy się nie tylko o ich własnych uczuciach, ale także poznajemy różne warstwy społeczne, do których należą oraz środowiska, w jakich się obracają. Poznajemy ich rodziny oraz problemy, z jakimi dziewczyny mierzą się w swojej codzienności. Zdecydowanie, tak poprowadzona narracja poszerzyła znacznie perspektywę tego, co spotkało Tabithę, Elodie i Moe. Przyznam, że najdziwniej czytało mi się wyznania Elodie, które napisane były niczym wiersz ( rada ode mnie: pomimo zapisu wersami, starajcie się czytać je zdaniami).

Podobała mi się kreacja bohaterek. Pomimo tego, że odczułam, że ta historia mogłaby zaistnieć tylko w Stanach Zjednoczonych, to dziewczyny nie były ani przerysowane ani nie zbyt mało wykreowane. Były w punkt- realne, prawdziwe, rzeczywiste. Czy je polubiłam? Sama nie wiem. Ale czy to ważne, najważniejsze, że były niczym z krwi i kości.

To czego zabrakło mi w książce, to potępienie kradzieży, jako środka na szukanie rozrywki przez młodzież. Dlatego uważam, że należałoby ostrożnie polecać tę książkę młodym ludziom. To książka skierowana do młodego, ale dojrzałego czytelnika, takiego, który będzie potrafił zrozumieć jej sedno i wartości, które w sobie kryje ta historia.


Ocena: 7/10 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar



Sylwia Szczepańska          
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz