"Almanach Zaklinacza" - Taran Matharu

W swoim życiu czytałam dużo serii. W większości trzy tomowe, tak jak chociażby "Buntowniczka z pustyni", ale także zdarzały się też sagi, które jeśli chodzi o fabularną cześć przypominały tasiemce — były tak bardzo rozbudowane. Jedna z nich jest seria o Zaklinaczu autorstwa Tarana Matharu, którą wielbię od dłuższego czasu i myślę, że jeszcze przez długi czas tak pozostanie. Właśnie dlatego, gdy zobaczyłam, że wydawnictwo Jaguar postanawia wydać dodatek do całej serii noszącej wdzięczny tytuł "Almanach zaklinacza", w moim ciele obudziła się nastoletnia fangirl, która nie mogła sobie odpuścić takiej okazji. Okazji w postaci książki, która stanęłaby na półce mojej biblioteczki.

"Zaklinacz: osoba obdarzona zdolnością przyzywania demonów z Eteru, okiełznywania ich i nawiązywania z nimi emocjonalnej więzi.

Opisana w bestsellerowym cyklu "Zaklinacz" magia zaklinaczy jest nie tylko dziedziną wiedzy, lecz także swoistą sztuką, posiadającą własną, pasjonującą historię.

Na kartach "Almanachu Zaklinacza" poznamy dzieje Jamesa Bakera, autora słynnego dziennika, który stanowił inspirację i źródło wiedzy dla Fletchera, bohatera głównych pozycji serii.

Poza pieczołowicie odtworzonym pamiętnikiem Bakera, wielbiciele serii znajdą w "Almanachu" obszerne kompendium informacji o zaklęciach stosowanych przez magów Hominum i orkowych szamanów, o służących obu stronom konfliktu demonach, a także o dziejach krainy Fletchera oraz zamieszkujących ją ras."

Jedna z niewątpliwych zalet wspomnianej przeze mnie książki jest jej rozplanowanie. Wszystko jest idealnie uporządkowanie, a dodatkowo niemalże każdy rozdział opatrzony jest w przepiękne ilustracje, które niewymownie są ozdobą całej książki.

"Almanach zaklinacza" jest podzielony na dziewięć rozdziałów (jeśli byśmy policzyli mapę), z których prawie każdy z nich liczy po kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt stron. Jest to tak naprawdę kompendium wiedzy dla wszystkich fanów serii o Zaklinaczu. Przede wszystkim jest dane nam poznać dziennik słynnego Jamesa Bakera, który jak wiemy pośrednio odegrał ważną rolę w pierwotnej sadze.

Przede wszystkim ta książka jest uzupełnieniem serii, to trzeba zaznaczyć, i głupotą byłoby ją przeczytać przed zapoznaniem się z opowieścią o Fletcherze. Jest ona pewnym urozmaiceniem, ale tak jak właśnie wspominałam, nie dla wszystkich.

Czytało się to dość płynnie. Nawet powiedziałabym, że bardzo płynnie, zważywszy na rodzaj książki. Wszystko zostało idealnie ze sobą skomponowane, a kolejność rozdziałów przemyślana i roztropnie poukładana.

Moim zdaniem nowa pozycja Tarana Matharu jest w pełni warta swojej ceny i całym sercem polecam ją wszystkim fanów pióra tego autora. Zazwyczaj niezbyt pałam miłością do tzw. dodatków książkowych (chyba, że jest to moja ulubiona seria), aczkolwiek w tym przypadku jestem oczarowana pomysłem na nietypową narrację w formie dziennika, także grafiką, która sprawia, że książka staje się bardziej kompletna.


Ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Jaguar



Klaudia Korytkowska
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz