"Czekałam na ciebie" - Magdalena Krauze

Rzadko sięgam po książki polskich autorów, choć kiedyś było zupełnie na odwrót. Starałam się "wspierać swoich", zaczytywałam się w literaturze między innymi Magdaleny Witkiewicz, Beaty Majewskiej, Natalii Sońskiej, a później sięgałam po książki innych rodaków. Z każdą kolejną powieścią mój zapał słabł, a coraz częściej na moich półkach pojawiały się zagraniczne pozycje. Różnica między tymi "naszymi" powieściami, a tymi, na których tłumaczenia miałam szczęście trafić, była diametralna. Przestałam więc kupować kolejne banalne historie i jak najęta pochłaniałam Brittainy C.Cherry, Coleen Hoover, Vi Keeland, czy Mię Sheridan.
Mimo wszystko raz na jakiś czas staram się sięgnąć po polską powieść, by sprawdzić, czy coś się u nas polepszyło, z wielką nadzieją, że tak. W ten sposób trafiłam na książkę Magdaleny Krauze i moi drodzy, naprawdę mnie mile zaskoczyła!

Nie będzie tutaj cukierkowej opinii, bo znalazłam też niemało wad, ale zachwyca mnie fakt, że w ogólnym podsumowaniu te wady bledną. Wydaje mi się, że w dobrej książce chodzi trochę o to, by po wyliczeniu wszystkich jej minusów i tak mieć ochotę na więcej.

Jak sam tytuł i bardzo wysmakowana okładka wskazują, jest to książka o miłości. Głównymi bohaterami są zbliżający się do trzydziestki Igor i Paulina. Nasza główna bohaterka jest spełniającą się w pracy dziennikarką, a konkretnie asystentką, czy też zastępcą szefa. Paula kocha swoją pracę, wykonuje ją z pasją, wypiekami na twarzy i pełnym zaangażowaniem. Wielkim szacunkiem i sympatią darzy też swojego przełożonego, jednak któregoś dnia sympatyczny szef oznajmia, że czas przejść na emeryturę, a jego miejsce zajmie ktoś inny. Kiedy do Pauliny dociera, że jej nowym przełożonym będzie niespełniona miłość z liceum, uświadamia sobie, że już nic nie będzie takie samo...

Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę to język i w tym przypadku, co śmieszne, jest on i plusem i minusem. Pani Krauze pisze lekko, używa niekiedy zdrobnień, wprowadza żartobliwe dialogi, ale moim zdaniem chwilami nieco zbyt potocznym językiem się posługuje. Przestawia słowa tak, by w naszych głowach brzmiały zwyczajnie, jednak w moim odczuciu było nienaturalne, dziwnie się czytało.

Nie da się wysłuchać czegoś takiego obojętnie. Zjem kawałek sernika
i pojadę pogadać z Malwą. Sernik doda mi sił.

Powyższy fragment miał być zwyczajny, ale nie jest wiarygodny, nie potrafię sobie wyobrazić kobiety przed trzydziestką, która mówi, że zje sobie serniczka, bo doda jej sił... 
Takich fragmentów jest więcej, nie przekonały mnie, ale na szczęście nie zniechęciły.

Paulina ma najlepszą przyjaciółkę, którą traktuje jak siostrę, to właśnie Malwina. Malwa jest jedną z ważniejszych bohaterek w książce, co z jednej strony jest ciekawe, bo koleżanki Pauli i ich historie sprawiają, że książka rzeczywiście jest obyczajowa, ale też nie da się ukryć, że to miłosne perypetie głównej bohaterki interesują czytelnika najbardziej. Malwiny w tej części jest trochę za dużo.
Mojej uwadze nie mogło też umknąć przywiązanie Pauliny do rodziców, kobieta, która mieszka sama w niewielkim mieszkaniu, a w dodatku jest singielką, w każdy weekend może liczyć na obiad, świeże ciasto a także wałówkę na najbliższe dni, które przygotowuje dla niej mama. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Paula miała 18 a nawet 25 lat! Ale dojrzała karierowiczka zbliżająca się do trzydziestki mogłaby bardziej sama pomóc mamie, niż nieustannie tej pomocy wymagać.
Rodzice wyjeżdżają, ale jakby co na córkę czeka pełna lodówka, pierogi, ciasto i świeże owoce... Litości!

Wątek miłosny niby nieco inny, ale trochę jakby znajomy. Niespełniona miłość z dzieciństwa - Igor, nagle ma pracować z Pauliną. Obiekt jej westchnień nie ma pojęcia, że to nie jest ich pierwsze spotkanie, a jego pracownica nie zamierza go oświecać. Chemia niemal namacalna, ale nasza bohaterka wciąż pamięta cierpienie, którego niegdyś Igor jej nie oszczędził i stanowczo opiera się jego zalotom... Na szczęście do czasu!

Postacie są ciekawe, choć Igor nieco zbyt namolny i bezpośredni, wątek miłosny mógł być poprowadzony nieco delikatniej, subtelniej, ale też bardziej dynamicznie, bo na tle życiowych perypetii koleżanek Malwiny, wypada słabo. Opisy poszczególnych wykonywanych przez kobietę czynności, momentami są zbędne. Wielokrotnie sądziłam, że to wstęp do jakiegoś ważnego momentu, a tym czasem okazywało się, że zakupy w pobliskim sklepie z niesympatyczną obsługą, wino, obiad, a później gorąca kąpiel i miły szlafrok prowadzą tylko do snu i niedługo później rozpoczęcia dnia kolejnego... 

Podoba mi się pierwszoosobowa narracja, a także klimat książki. Bohaterowie dają się lubić, mają swój konkretny styl. Zarówno wypowiedzi, jak i postępowania ich różnią, choć łączy zwyczajne, szare życie. Książka nie jest oderwaniem od rzeczywistości i dobrze, jeśli na takową nie liczycie. Przeczytacie o kimś, kto równie dobrze, mógłby mieszkać ulicę dalej. Cieszy mnie, że nie ma tu banału, bo właśnie banalne dialogi, sytuacje, bohaterowie zniechęcili mnie do polskiej literatury.

Mimo wszystkich znalezionych przeze mnie wad, najwspanialsze jest to, że i tak książka mi się podobała. Wciąż mam ochotę na drugą część, choć liczę na to, że autorka jeszcze bardziej podniesie poprzeczkę swoim kolegom z branży. Jest co przemyśleć i jest nad czym pracować, ale moi drodzy, to naprawdę interesująca i ciepła pozycja. Polecam.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Jaguar

Julia Komorska


    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

2 komentarze:

  1. Jeśli będę kiedyś stała przed wyborem jakiejś lekkiej pozycji, zwrócę na nią uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam, choć recenzja zachęca do do takiej powieści.

    OdpowiedzUsuń