"Gałęziste" - Artur Urbanowicz [PRZEDPREMIEROWO]


   Czy kiedykolwiek chcieliście pojechać w urokliwe rejony Suwalszczyzny? Ja Wam radzę, nie jedźcie tam! Nie umiem przewidzieć jak, ale a pewno zostaniecie poddani torturom fizycznym i psychicznym, aż waterboarding w Guantanamo uznacie za relaksujące wczasy. A potem i tak Was zabiją. Nie ważne kto, jak, ale żywi stamtąd nie wrócicie! Nabrałam takiego przekonania po przeczytaniu trzeciej książki Artura Urbanowicza pt. „Gałęziste”. Ta nowa-stara historia została odświeżona nie tylko przez wydawnictwo Vesper, ale i samego autora. Już na samym wstępie pragnę zaznaczyć, iż pan Artur zdecydowanie dojrzał i, mam nadzieję, że dojrzewać będzie jeszcze długo w swojej roli! Chociaż nie czytałam pierwszego wydania, cieszę się, że poczekałam z lekturą. Dzięki temu miałam poczucie, że cały czas mam do czynienia z tym samym stylem znanym mi z „Grzesznika” i „Inkuba”, bez żadnego poczucia, że powieść jest gorsza, bo wcześniejsza. A poza tym mam wrażenie, że z książki na książkę pan Urbanowicz zaprzyjaźnia się z coraz to bardziej paskudnymi demonami.
"To wszystko działo się naprawdę. Widział to. Słyszał to. Czuł to."
   Karolina i Tomek to dziwna para – ona jest praktykującą katoliczką, on sam podaje się za ateistę. Mimo tej jakże istotnej w dzisiejszych czasach różnicy tworzą związek z dość długim stażem. Dla Tomka jest to o tyle trudne, iż uważa swoją dziewczynę za przesadnie uduchowioną, tym bardziej, że po tak długim czasie nadal nie dała mu się namówić na współżycie. Bo to tylko po ślubie. Wiedząc, że sytuacja w związku jest nieco napięta, Karolina proponuje chłopakowi wypad na weekend wielkanocny do uroczego pensjonatu na Suwalszczyźnie właśnie. Kumpel polecił, to pewnie będzie cudownie. Ale od samego początku wszystko idzie jak po grudzie. Najpierw zgodzili się powieźć dwójkę autostopowiczów, potem Tomasz miał napad hiperglikemii, a ich docelowi gospodarze zapomnieli, że będą mieli gości i ostatecznie parka wylądowała miejscu, gdzie nawet ptaki zawracają. A na dodatek nocują w jednym domu z trupem. Cóż za romantyzm! Na domiar złego gospodynią jest śliczna, kształtna blondynka, która umie czytać w myślach. Z kart książki dodatkowo dowiecie się, czym grozi śmiecenie, palenie ognisk w lesie, lekceważenie znaków zakazu wjazdu oraz nie słuchanie tego, co się do Was mówi.
"Może rzeczywiście nadeszła pora, by wybrać mniejsze zło? Wyłączyć światło? Zakończyć ten koszmar i nie zawracać sobie głowy niczym więcej? Rozwiązanie kusiło. I wydawało się banalnie łatwe w realizacji."   
 W pewnych momentach czytania książki, czułam się jak w klimacie Wiedźmina i… wcale nie mam na myśli twórczości pana Sapkowskiego, tylko klimatycznego świata stworzonego przez CD Projekt Red. A to tylko ze względu na jednego potwora! O, przepraszam, demona! Cytując Geralta: „Zaraza!”. Autor w doskonały sposób przedstawił zderzenie świata współczesnego ze pięknem suwalskiej przyrody i lokalnego folkloru. Po raz kolejny czułam się dopieszczona szczegółami geograficznymi (tak, tak! Znowu śledziłam wszystko na mapie!), jak i estetycznymi. W książce można bowiem znaleźć bardzo klimatyczne ilustracje Michała Loranca. Odnoszę też wrażenie, że autor szukając inspiracji na nową historię idzie na spacer, znajduje ciekawe miejsce i niczym pomysłowy Dobromir krzyczy „Haha!” i idzie pisać książkę. Żeby tylko pisanie dokumentacji projektowej było takie fascynujące… ale od czego mam książki.
Gdybym miała po raz kolejny opisywać styl i język autora, zapewne uznano by, że się podlizuję, dlatego nadmienię tylko, że odświeżenie „Gałęzistego” na pewno zrobiło mu dobrze. Czytelnikom zapewne też. Cieszę się, że autor zdecydował się na coś takiego. Cenię ludzi dążących do perfekcji, którzy poprawiają swoje dotychczasowe dzieła, a nie chowają je przed światem obawiając się wstydu.
"Oczy. Tylko to pamiętała. Parę wielkich, żółtych, świecących oczu z pionowymi źrenicami jak u gada."
     Książka, poza byciem horrorem, jest też ciekawą polemiką między wiarą w Boga, a ateizmem. Pan Artur jest niewątpliwie osobą wierzącą, pewnie dlatego motyw religii chrześcijańskiej jest tak bardzo poruszany w jego powieściach. I chociaż się z nim nie zgadzam w kwestii wiary, gdyż sama opisuję się jako agnostyczka, plus minus ateistka, szanuję tych, dla których Kościół Katolicki odgrywa ważną rolę w życiu. W sumie to każdego wierzącego w swoją religię, o ile w jej imieniu nie prowadzi wypraw krzyżowych, czy dżihadu. W „Mgłach Avalonu” przeczytałam kiedyś zdanie, że „wszyscy bogowie są jednym bogiem” – co ciekawe podobne zdanie pada w „Gałęzistym” i tej myśli ogólnie w życiu się trzymam. Ten wątek mogłabym jeszcze dłużej ciągnąć, ale nie jest to przedmiotem niniejszej recenzji. Chciałam tylko unaocznić, iż autor nie jest tylko zainteresowany zabawieniem czytelnika, ale też skłonieniem go do pewnych przemyśleń.
     Po wielu pochwałach czas teraz na odrobinę krytyki, ale tej konstruktywnej. Po pierwsze miałam czasem wrażenie, że wydarzenia dzieją się dość chaotycznie. Kilka razy musiałam wracać do początku akapitu, by zrozumieć z czyjej perspektywy właśnie oglądam wydarzenia. Myślę, że jest to swojego rodzaju pozostałość po pierwszej wersji. A po drugie będę się po prostu czepiać. W pewnym momencie książki nasi bohaterowie płyną jachtem – nie żaglówką. Dodatkowo opisano, że łódź zaczęła się przechylać, prawie dotykając bomem wody, cały czas utrzymując dużą prędkość. Niestety jest to po prostu niemożliwe. Żeby łajba szła w przechyle trzeba iść ostrym bejdewindem, wybierając grota, a co z tym idzie przysuwając bom do osi jachtu. Gdyby bom bym wychylony, jacht nie miałby prawa iść w przechyle, gdyż odpadając od osi automatycznie „prostujemy” łódź. Ale to paskudne czepialstwo z mojej strony, jako żem wilk jeziorny.
   Artur Urbanowicz po raz kolejny zafundował nam jazdę bez trzymanki na suwalskim rollercoasterze  historii i folkloru. Poprzez stopniowe budowanie napięcia sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od lektury, by na końcu doznać mieszanych uczuć: z jednej strony radość ze skoczenia książki, z drugiej smutek ze skończenia książki. Bardzo serdecznie polecam tą powieść, świeżą niczym suwalskie lasy. Zanurzcie się w Gałęzistym, niech jego spokojne wody obejmą Was niczym ramia kochanki, czule i z pieszczotą. A kiedy poczujecie jego oddech, już będzie za późno…

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo wydawnictwu Vesper.
Anna Bąk

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz