‘’Awaria w elektrowni” - Tina Oziewicz, ilustracje: Rita Kaczmarska


Pamiętam, że jako dziecko miałam naprawdę różne przemyślenia. Dotyczyły one oczywiście rzeczy naturalnych dla dorosłych, ale dla mnie nie były takie, więc musiałam dużo pytać lub sobie samodzielnie wymyślać odpowiedzi. Cieszę się, że powstają książeczki, które bawią, ale też uczą przydatnych rzeczy.

Myślę, że książka ta zainteresowała mnie dzięki swojej oprawie graficznej i bez tego nie zwróciłabym na nią raczej uwagi. Owszem, tytuł również intrygował, bo zaczęłam się zastanawiać czy książeczka ta nie jest o awarii elektrowni w Czarnobylu. Myślę, że sporo osób mogło mieć takie skojarzenia, bo w końcu jest to temat na czasie i takie pozycje są teraz dość często wydawane. Jednak wcale się nie zawiodłam, gdy z opisu wywnioskowałam, że tematyka jest inna, ponieważ całość zapowiadała się bardzo fajnie i obiecująco. Czy się zawiodłam? Z pewnością pierwsze wrażenie było ogromne, dzięki okładce, która jest mroczna, tajemnicza i intryguje. Ma w sobie coś magicznego, ale to również sprawia, że ma się wielkie oczekiwania do treści. 

Kolejną zaletą z pewnością jest również wykonanie tej książeczki. Nie jest ona jakaś wielka, ale też nie jest mała i z pewnością dużym plusem jest jej twarda oprawa oraz dobrej jakości kartki, na których ilustracje wyglądają idealnie. Po tym kątem uważam, że wydawnictwo dokonało wszelkich starań, aby książeczka była trwała i mogła posłużyć na dłużej jednocześnie zachowując ładny wygląd.

Może to dziwne, że zachwycam się głównie ilustracjami, ale dla mnie to one tworzą tę książkę, a tekst jest ich uzupełnieniem. Jestem osobą, która nie ma już pięciu czy siedmiu lat, więc też inaczej patrzę na książki, chociaż staram się obudzić w sobie dziecko i pod tym kątem je analizować, często również do pomocy mam kogoś w odpowiednim wieku. Jednak najczęściej książeczka musi spodoba się również rodzicowi, aby zakupił ją dla swojej pociechy, a przynajmniej ja bym chciała wiedzieć, o czym czyta moje dziecko i też nie kupiłabym nic w ciemno, bo marnowania pieniędzy nie lubię. Dlatego na tę książkę starałabym się spojrzeć z dwóch perspektyw - ilustracji i tekstu (skoro już przekonałam się, że samo wykonanie i użyte materiały są solidne, bo minęła już era książek rozpadających się po pierwszym użyciu). 


Zacznę oczywiście od mojej pierwszej perspektywy, czyli ilustracji, bo już wspomniałam, że są one dla mnie zdecydowanie najistotniejsze i bez nich tej książki by nie było. Wprowadziły mnie one do całkiem innego świata, pogrążonego w ciemności, ale też w pewnym sensie radosnego, bo zwierzęta dzięki awarii mogły przemierzać ulice i nie bać się, że oślepią ich latarnie, czego nie lubią lub się boją. Grafiki te są może nawet trochę mroczne, ale bez wątpienia klimatyczne, budują napięcie jeszcze zanim w ogóle zaczniemy czytać tekst. Po przekartkowaniu chce się dowiedzieć, co spotkało te zwierzęta, zrozumieć sens tych ilustracji, chociaż jestem pewna, że można przypisać im wiele historii. Dla mnie to świetna okazja, aby rozbudzić w dziecku sympatię do sztuki, ponieważ te grafiki są małymi obrazami, które z dużym powodzeniem mogłyby zawisnąć w jakiejś fajnej galerii sztuki. Warto pokazywać, że poza telewizorem, komputerem i smartfonem istnieją inne, znacznie starsze, nośniki opowiadające nam jakieś historie. 

Ilustracje są również bardzo, ale to bardzo realistyczne i patrząc na nie, czułam jakbym naprawdę widziała te zwierzęta i krajobrazy. Przysięgam, że patrząc w oczy wszystkich bohaterów, dostrzegłam emocje i to naprawdę różne, a to wszystko dzięki ilustratorowi. Dawno nie widziałam tak pięknej oprawy graficznej, pięknie dobranej do tekstu, ale też spójnej.

Nawiązując do wstępu, książka ta w pewnym sensie pokazuje dzieciom skąd bierze się prąd i że nie jest on czymś, co jest i będzie zawsze obecne w naszym życiu. Dzieci nie wiedzą o istnieniu elektrowni, chyba że już ktoś zdążył im o nich opowiedzieć. Jednak książka ta jest po prostu idealna, aby trochę rozwinąć ten temat z młodym człowiekiem i wyjaśnić mu na czym polegają pewne procesy, bo jeśli od pierwszych dni życia ma się prąd, wodę i inne dobra, to skąd można wiedzieć, że trzeba na nie zapracować? A nigdy nie jest za wcześnie na naukę szacunku do pracy i pieniędzy. 


Tekst jest prosty, lekko napisany i nie ma go zbyt wiele, ale wszystko, co istotne zostaje w nim zawarte. Jest on trochę tajemniczy, nostalgiczny, ale też magiczny. Autorka pokazuje nam magię nocy oraz to, że nie jest ona straszna, że to dla niektórych zwierząt najważniejsza część doby. Dzięki awarii elektrowni mogły spokojnie robić różne rzeczy i nie bać się, że będą na widoku i tak dalej. Opowiedziana historia zapada w pamięć i z pewnością pozwala inaczej spojrzeć na noc, która nie jest nudna, ponieważ podczas niej ożywa wiele gatunków.

,,Awaria w elektrowni" to książeczka, która mnie przede wszystkim zachwyciła dzięki ilustracjom. Są one ciemne, mroczne i ponure, ale mają w sobie całą masę emocji i idealnie pasują do treści opowiadającej o nocy. Cieszę się, że książka ta znalazła się w moich rękach i że mogłam ją zrecenzować, ale również przeczytać i zobaczyć te piękne grafiki, które wzbudziły we mnie wiele uczuć. Polecam, bo jest to pozycja warta uwagi!


Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dwie Siostry 


Patrycja Bomba 







    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz