"Cecylio, obudź się!" - Dorota Wójcik

Gorące lato się skończyło i nadeszła znów szara, ponura, chłodna jesień. Wesołe, roześmiane twarze wraz z końcem września przybrały raczej skwaszone miny... Jakimś cudem wszystkie problemy właśnie teraz wydają się większe, zmartwień przybywa, czasu brakuje i nieustające uczucie niepokoju psuje każdy dzień tygodnia już od świtu... W tym roku ten jesienny czas jest dla mnie trudniejszy, niż zwykle, a sama bardzo go wyczekiwałam, serio... Zmęczona upałami, nie mogłam się doczekać swetrów, szalików i ciepłego kocyka... Cóż, życie jest przewrotne moi mili! W każdym razie, do brzegu - staram się, jak tylko mogę jakoś ułatwić sobie przetrwanie do grudnia, czyli najweselszego miesiąca w roku, dobrą herbatą i interesującą lekturą. W taki właśnie sposób do moich rąk trafiła książka Doroty Wójcik, debiut autorki, której nazwisko dotychczas było mi zupełnie obce.

Nie jestem pewna, czy lubię debiuty, zazwyczaj ciekawość miesza się z obawą, że nieoszlifowane jeszcze umiejętności autora znudzą mnie i zniechęcą... Na Cecylię postawiłam dlatego, że z okładki krzyczy wręcz napis "Rewelacyjna komedia obyczajowa!" - na moją jesienną chandrę komedia była jak najbardziej wskazana.

Tytułowa Cecylia jest dojrzałą kobietą, bardzo elokwentną i inteligentną, co można wychwycić już od pierwszych stron książki. Charyzmatyczna rudowłosa pielęgnuje ogród, gotuje obiady, dba o dom i wychowuje syna. Poślubiła pierwszego mężczyznę w swoim życiu, który nie musiał nawet zbytnio zabiegać o jej względy, za to z wielką dbałością o szczegóły zabiegał o względy innych kobiet...
Gdy na jaw wychodzi zdrada "Piotrusia", a przy okazji dziecko na boku, Cecylia wpada we wściekłość, wyrzuca męża z domu razem z jego rzeczami, każe mu też iść do diabła i zapija tę decyzję lampką wina. Na drugi dzień, kiedy procenty ulatniają się już z organizmu naszej bohaterki, a  jej lustrzane odbicie straszy, Cecylia zdaje sobie sprawę z tego, że dom jest własnością męża, pieniądze, za które żyli pochodziły oczywiście z firmy męża, a ona nie ma żadnych dochodów, bo jaśnie mąż zapewniał, że pracować nie musi... Szczęściem w nieszczęściu, jakkolwiek to brzmi, jest nagła śmierć wuja Leopolda, któremu kobieta zawdzięcza swoje niezwyczajne imię. Wujek Leopold prócz nadania kobiecie imienia, zostawił jej po sobie coś jeszcze...

Tutaj zrobię pauzę, bo wszystkie moje złudzenia, czy też wyobrażenia od tego momentu zaczęły się kurczyć i to w zastraszającym tempie. Każdy z nas ma inne poczucie humoru, co jest naprawdę fascynujące i wspaniałe - no chyba, że ktoś nie ma go wcale, a i takie ponuraki po ulicach chodzą... Ja mam dowcip bardzo specyficzny, nie jest też trudno mnie rozbawić, ale nie bawi mnie jednak "byleco". Rewelacyjna komedia powinna chyba wykraczać nieco ponad bzdurne dialogi i niedorzeczne sytuacje. Pomijam kwestię rozterek Cecylii, na przykład ubraniowych, czy też historię listu zawierającego informację o śmierci wuja Leopolda, który dotarł dopiero na dzień przed uroczystością, albo nawet tego samego dnia, już nie jestem pewna... Największym hitem bowiem był sam pogrzeb majętnego mężczyzny. Marzył by jego pochówek odbył się w chińskim stylu, mnóstwo dziwacznych przedmiotów, strojów, zachowań... Tak też było, a nam przyszło o tym czytać... Ten pogrzeb to był tylko wierzchołek góry lodowej, zapewniam...

Niestety mój jesienny nastrój się nie polepszył, wesoła i przykuwająca uwagę okładka, nie kryła wewnątrz nic tak samo obiecującego, jak sama oprawa... W tym przypadku moje obawy odnośnie niedoszlifowanych jeszcze umiejętności się sprawdziły, Pani Dorota Wójcik ma nad czym jeszcze pracować, ale trening czyni mistrza, nie ma się co zrażać... Na plus na pewno jest tutaj pierwszoosobowa narracja, moja ulubiona zresztą. Bohaterowie, dialogi, perypetie i opisy do poprawki, przynajmniej w moim mniemaniu. Myślę sobie, że może autorka chciała stworzyć jak najwięcej ciekawych wątków, jednak przedobrzyła... Jest tego sporo, a najbardziej irytujący jest fakt, że niektóre nich to zwyczajne "zapchajdziury", niewnoszące nic istotnego w tę historię...

Na początku było dobrze, wierzyłam, że powieść jeszcze się rozkręci, jednak z każdą następną stroną przestawałam się już łudzić. Mam takie poczucie zmarnowanego czasu, a ja naprawdę mam go niewiele i strasznie nie lubię marnować go na zajęcia, czy osoby, które na mój czas nie zasługują. Sądzę jednak, że jest tu potencjał i mogłaby to być naprawdę bardzo dobra komedia, ale wymagałoby to jednak jeszcze ogromu pracy. Przekonajcie się sami.

Ocena: 4/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Lira



Julia Komorska

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Też szukałam takich książek, ale poszłam w horrory i fantastykę. Znalazłam jedynie "Jej wisienki". Książka ma dość dobre opinie i trzymam ją na te najgorsze jesienne dni. Oby mnie nie rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń