‘’Devlin” - Jennifer L. Armentrout


Pamiętam, że sięgnęłam po tę serię, ponieważ miałam ochotę na coś mrocznego, a ona właśnie zapowiadała się w ten sposób. Do literatury kobiecej podchodzę z dość dużym dystansem i nie oczekuję od niej zbyt wiele, bo jednak ciężko jest mi dogodzić, ponieważ gustuję w zdecydowanie innych klimatach. Łącząc dwa gatunki można otrzymać coś ciekawego i właśnie taka jest seria o braciach de Vincent.

Rosie jest zafascynowana rodziną de Vincentów przez pogłoski, które mówią, że ich posiadłość jest nawiedzona. Sama zajmuje się polowaniem na duchy, więc od dawna ma marzenie, aby poszukać ich właśnie w tamtym domu. Jednak przypadek sprawia, że na cmentarzu poznaje mężczyznę, który okazuje się być Devlinem, nazywanym przez media diabłem. Atak na jej przyjaciółkę ponownie łączy drogi tej dwójki i sprawia, że między nimi zaczyna iskrzyć. Czy uda im się dojść do porozumienia i zrozumieć, czego chcą od życia?

Cóż… Z pewnością sami nie wierzycie w duchy, a jeśli wierzycie, to zapewne znacie osoby, które nie zgadzają się z Waszym zdaniem na ten temat. Dla mnie ten temat jest prosty i nawet nie wchodzę w żadne dyskusje, bo po co mam przekonywać kogoś, że nie wierzę w coś, czego nigdy nie widziałam? Dlatego dowiadując się, kim jest główna bohaterka, trochę ochłonęłam, wzięłam kilka głębokich oddechów i podeszłam do tej książki na chłodno. Sam fakt, że po mieście krążą pogłoski o dziwnych sytuacjach mających miejsce w domu rodzinnym de Vincentów, jest normalny. Ludzie mają skłonności do zmyślania i zrzucania wszystkiego na duchy, bo nie potrafią racjonalnie wyjaśnić niektórych rzeczy. Jednak autorka dość szczegółowo opisywała jak wygląda takie tropienie duchów albo jakieś przywoływanie ich i tak dalej.


Autorka miała wizję i dokładnie rozplanowała te trzy powieści, co z pewnością dokładnie widać, gdy przeczytamy je wszystkie. Nie znam jej twórczości, bo dopiero pierwszy raz miałam z nią styczność, ale z tego co wiem, to siedzi mocno w fantastyce. Widać, bo ta powieść też ma w sobie coś z tego gatunku, ale tylko odrobinę. Autorka nie wykreowała nowego świata, a jedynie do naszej rzeczywistości włożyła trochę za dużo duchów i specjalistów od ich wywoływania. Nawet mi się to podobało, bo dzięki temu, książka ta okazała się inna niż wszystkie, które czytałam do tej pory, ciekawiła mnie.

Szczerze mówią, to ,,Devlina” uważam za najlepszą część tej trylogii. Po prostu umyślę, że autorka świetnie rozplanowała akcję, nie śpieszyła się z niczym, ale też nie zanudzała czytelnika. Budowała napięcie powoli, dużo wyjaśniała, bo w końcu poprzednie tomy pozostawiły sporo pytań, ale też postać Devlina została w nich bardzo pominięta i dzięki temu autorka stworzyła wokół niego aurę tajemniczości.

Mimo, że książkę tę można podpiąć pod erotyk czy literaturę kobiecą, ma ona w sobie pazura. Autorka daje czytelnikowi pikantniejsze sceny, pojawiają się wątki i fragmenty, które zagęszczają atmosferę, ale nie dominują. Fabuła jest najważniejsza i akcja naprawdę zaciekawia. Iskry, które pojawiają się między bohaterami są po prostu częścią tej książki i razem z innymi wydarzeniami, tworzą jedną całość.

Autorka świetnie operuje słowem, dużo wyjaśnia i dzięki temu czytelnikowi nie brakuje informacji. Wiedziałam, co dzieje się w głowach bohaterów, mogłam poczuć ich emocje i jednocześnie zrozumiałam ogólny zamysł na tę serię. Uwielbiam książki, które czyta się lekko, przyjemnie i ta właśnie taka była.

Książka ta jest oczywiście również zakończeniem całej serii, a więc autorka ostatecznie musiała wyjaśnić wszystkie wątki i wyłożyć karty na stół. Poznajemy wszystkie tajemnice braci de Vincent i to jest fajne, bo do końca jesteśmy trzymani w niepewności. Dzięki temu całość po prostu przyciąga i czytelnik czekał na wydanie ostatniej książki. Autorka świetnie zakończyła tę historię i podoba mi się to, co przeczytałam. Devlin na przestrzeni tych ponad czterystu stron przeszedł ogromną metamorfozę i to chyba jest najciekawsze, bo powoli otwierał się na miłość, rodzinę, ale też dla czytelnika.

,,Devlin” to już ostatnia książka z serii o braciach de Vincent i myślę, że mnie zaskoczyła najbardziej. Autorka świetnie zbudowała napięcie i pozwoliła, aby czytelnik po prostu wszedł w tę historię. Jednocześnie świetnie wyjaśniła wszystkie wątki i stworzyła nie tylko zakończenie tej konkretnej powieści, ale także dla całej serii, bo uwzględniła w nim bohaterów poznanych w innych tomach.



Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia


Patrycja Bomba

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Po takiej recenzji i tak wysokiej ocenie jestem bardzo zachęcona do czytania.

    OdpowiedzUsuń