"Emocje na głodzie" - Lindsey Smith

Ostatnimi czasy dość dużo się pisze i mówi o zdrowiu, lepszych sposobach życia i aktywności. Z tego też powodu ludzkość jest bardziej uświadomiona i stara się zmienić swoje złe nawyki. Należę do grona tych osób, których ta tematyka bardzo zajmuje. Mój mózg przetrawił już bardzo wiele książek tego typu, a więc wiedzę mam niemałą i mogę swobodnie wyrażać opinię w tej sferze. "Emocje na głodzie" to kolejna pozycja, która wpadła do mych dłoni i została skrupulatnie przestudiowana. Jakie przyniosła efekty?

Może na wstępie napiszę przysłowiowe "dwa słowa" o autorce. Lindsey Smith to trenerka zdrowia, która propaguje ideę jedzenia dla przyjemności i czerpania radości z każdego kęsa, ocierając się również o problematykę dotyczącą kochania własnego ciała. Z tego też powodu powstała ta i wiele innych książek. Z założenia mamy nauczyć się kontrolować i jeść w zdrowy sposób (takie też hasło widnieje na okładce). Każdy z nas ma trudne relacje z jedzeniem, nie ukrywajmy. Teoretycznie staramy się żyć zdrowo, ale na dłuższą metę jest to trudne do utrzymania i zrealizowania. Autorka sama głosi, iż "Dieta emocjonalna to styl życia, w którym nie ma miejsca na oceny". Tak więc, od czego zacząć i o co w tym wszystkim chodzi?

W książce napotkamy na sześć rozdziałów. Dowiemy się co jeść, kiedy czujemy smutek, irytację, nudę, stres i zmęczenie, dlaczego ważna jest akceptacja samego siebie, jaki wpływ mają na nas poszczególne produkty, takie jak owoce, warzywa, mięsa itp. Zasadniczo jest tu wszystko i (uwaga) nic. Teoretycznie książka jest uporządkowana, posegregowana, a jednak z lekka chaotyczna. Miałam wrażenia, że czytam to samo po kilka razy, ale ujęte w innym słowach, coś na zasadzie deje vu. Doprawdy ciekawe. W sumie autorka też nie odkrywa Ameryki, mówi o rzeczach, które są powszechnie znane, a jej "ciekawostki" nie stanowią żadnej odkrywczości.

W czasach kiedy o tej dziedzinie tak nagminnie się mówi, autorka sprowadza swoją książką do banałów. Jasne, jest kolorowa, miło się ją czyta, ale o rzeczach typu "co zawiera w sobie banan czy jabłko" mogę przeczytać WSZĘDZIE! W dodatku pisze o tym przez 7,5 strony (o samych owocach). Na początku dostrzegałam sens w tej książce, swego rodzaju oryginalność. Mianowicie nie propagowała trendu, by jeść za wszelką cenę zdrowo, bo później zachorujesz, ale namawiała do jedzenia z głową. Jeść tak, by dostarczyć organizmowi tego, czego potrzebuje i nie ograniczać się, tj. nie katować się waflami ryżowymi, gdy potrzebujemy zjeść czekoladę, bo to źle wpływa na nasze samopoczucie. Wystarczy ograniczyć pewne produkty, a nie z dnia na dzień je zlikwidować z życia. Jednak stopniowo, schodek po schodku, książka zaczynała oddalać się od swojego celu.

Później jest coraz dziwniej. Nagle (nie wiadomo czemu) pojawia się temat "jak należy kroić" i pokazanych jest kilka technik, a następnie sposoby na krojenie papryki i cebuli, nazywając to "podstawą sztuki kulinarnej wg dietetyczki emocjonalnej". Niezwykle zajmujące.

Warto też wspomnieć o "żarcikach" pisarki. Nie, nie są one śmieszne, mnie osobiście drażniły. Chciała być nad wyraz "cool" i "funny", a przez to coraz mniej chciało mi się czytać. Dobrnęłam jednak do końca, a opinia jest taka, a nie inna..

Jeśli poszukujecie książki, która wam pomoże, nakieruje was i objaśni zdrowy (co za tym idzie - rozsądny) styl życia, to po tę książkę nie sięgajcie. Może stanowić uzupełnienie, dodatek, ale nie całościową pomoc. Nie ma w niej wszystkiego, co być powinno. Teraz na rynku jest w czym przebierać i każdy znajdzie coś, co stanie się punktem zapalnym jego życiu. Kolorowe obrazki i intrygująca okładka widać to nie wszystko. 

Ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu - Laurum
Paulina M.

    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz